27.04.2025
W niedzielny poranek jesteśmy gotowi do wypłynięcia już o 8.30 natomiast nasz silnik nie. Na pierwszy rzut oka regularna prostata czyli nie chłodzi znaczy nie sika. Po kilku próbach przegazowania oraz oczyszczenia mamy piękny strumień i ruszmy w trasę. Mamy do pokonania 60 km a naszym celem jest Brandenburg. Odcinek bardzo długi bowiem po drodze nie mamy żadnych marin gdzie moglibyśmy się zatrzymać.
Płyniemy Havelkanale do Schonwalde gdzie znajduje się śluza i tu czeka nas miła niespodzianka – od razu mamy zielone światło. Próbowaliśmy się wcześniej zapowiedzieć telefonicznie ale nikt nie odbierał telefonów. Tak na marginesie to samo zjawisko występuje w marinach. Udało nam się dodzwonić tylko do jednego portu, gdzie usłyszeliśmy „nicht possible”. Tak jak i na poprzednich śluzach przejście jest darmowe. Poczekalnia dla łodzi turystycznych znajduje się po lewej stronie i jest tam również tak zwana „szczekaczka” czyli głośniczek do kontaktu z obsługą.
Śluzowanie idzie sprawnie i po chwili Hook znajduje się dwa metry niżej. Płyniemy więc dalej, Poruszamy się ze średnią prędkością 9,5 km/h a ponieważ płyniemy z wiatrem mamy bardzo przyjemne spalanie na poziomie 4,5 l/h. Kanał ma tutaj około 40 m szerokości i osiąga głębokość 3,5 m. Na tym odcinku zaczyna się się robić nieco dziki, w wodzie co rusz pływają spore gałęzie więc trzeba zachować czujność. Podoba nam się to, że brzegi rzeki są świetnie zagospodarowane. Cały czas widzimy rowerzystów, biegaczy spacerowiczów i oczywiście miłośników wędkarstwa.
Po dotarciu do Paretz trasa prowadzi dalej rzeką Hawelą, która tworzy bardzo liczne rozlewiska z połączonymi jeziorami. Tutaj mijamy już sporą ilość łódek. Do celu docieramy o godzinie 16 – zatrzymujemy się w Havel Marinie GmbH i bardzo usilnie staramy się skontaktować z hafenmeisterem. Mimo kilku prób nie udaje się toteż podłączamy prąd – o dziwo działa i przygotowujemy posiłek. Obiad nie będzie uroczysty jak przystało na niedzielę bowiem na stole ląduje makaron z gulaszem.
W drodze do centrum udaje nam się zapłacić za port (znalazła się obsługa) i ruszamy na zwiedzanie. Do centrum mamy dwa kilometry spacerem. Brandenburg usiany jest kanałami, wokół których jest mnóstwo miejsc rekreacyjnych.
Miasteczko jest o tej porze opustoszałe ale udaje nam się znaleźć przyjemną dla oka restaurację nad rzeką. Nikt z obsługi nie mówi po angielsku ale udaje nam złożyć zamówienie. Mimo iż na kelnerskim stanowisku stoją miski dla psiaków nikt Ajrze wody nie przynosi a przyzwyczailiśmy się, że najpierw obsługiwana jest ona. Trzeba się pofatygować samemu. Teraz uwaga: piwo tylko 0,3 a płatność kartą powyżej 50e. Polska jest naprawdę fantastycznym miejscem do życia. Mamy sklepy otwarte do późnych godzin, kupując gazetę za 3 złote można zapłacić kartą, stacje benzynowe są w większości całodobowe a kiedy odwiedzili nas znajomi z Anglii byli zszokowani tym, jak wiele osób posługuje się językiem angielskim. W malutkim Rydzewie kupując lody obsłużono ich w rodzimym języku.
Brandenburg to jedno z najstarszych miast Niemiec bowiem prawa miejskie uzyskało już XII w. W czasach NRD miasto miało prężnie działający przemysł ciężki, zwłaszcza stalownie. Dzisiaj nastawione jest na rekreację i turystykę. W czasach II wojny światowej znajdował się tutaj obóz koncentracyjny, gdzie przeprowadzano akcję T4 czyli eutanazję osób chorych i niepełnosprawnych.










A teraz o porcie: jest cudownie zadbany i takiej ilości palm oraz kwiatów nie widzieliśmy nigdy w żadnej marinie. W przylegającej do bosmanatu oranżerii znajduje się bardzo duża kolekcja kaktusów a wzdłuż ścieżek stoją plamy i bananowce. Trawnik nie jest nawet w zasięgu naszych marzeń. Jest też olbrzymia klatka z papugami i spore oczko wodne. Opłaty wynoszą 22e w tym prąd i wc. Prysznice są na wrzutki a woda kosztuje 1e za 70l (też na wrzutkę). Patrzenie na kwiatki gratis.
