01.05.2025

1 maja z samego rana wypływamy w kierunku Hanoweru. Nocleg zaplanowany jest po 5 godzinach pływania w marinie zlokalizowanej za Brunszwikiem, długość trasy wynosi 37 km. Wyjście z portu wymaga dużej uwagi bowiem po torze Mittellandcanal cały czas kursują barki powodując sporą falę zwrotną do portu. Kiedy rozpoczynamy manewr wychodzenia, motorowodniak z brzegu ostrzega nas przed nadpływającą barką, która jest dla nas niewidoczna. Czekamy na jego znak i dopiero wówczas włączamy się do ruchu. Po 10 km docieramy do śluzy Sulfeld.

Przeprawa tą śluzą odbywa się razem ze statkami komercyjnymi więc trzeba być uważnym a w komorze należy zachować odległość 20 m od barki ponieważ najczęściej nie wyłączają silników. Na przejście musimy poczekać godzinę bowiem najpierw muszą dopłynąć barki a dopiero później możemy wejść my. Poczekalnia znajduje się po prawej stronie, nie ma pomostu. Musimy wydostać się na dosyć wysoki brzeg aby za pomocą głośnika zawiadomić obsługę. Sama śluza jest dwukomorowa. Stara komora została zbudowana w 1934 r., ma 6 zbiorników oszczędzających wodę i pokonuje różnicę poziomów 9 m. My będziemy się przeprawiali nową komorą oddaną w 2008 r. Ma ona długość 225 m i mieszczą się w niej dwie barki oraz max cztery łodzie turystyczne jak nasza.

Okoliczne tereny usiane są ścieżkami rowerowymi z których tłumnie korzystają Niemcy w wolnym od pracy dniu. Po godzinie nadpływają barki a my słyszymy w głośniku komunikat o możliwości wejścia. Tym razem szukamy ruchomych polerów i mocujemy się do nich. Uprzejmy pan kapitan pod holenderską banderą wyłącza silniki co znacznie ułatwia nam podnoszenie się – nie ma hałasu oraz fali. W okolicach Brunszwiku na wodzie pojawia się sporo małych łódeczek, kajaki i oczywiście barki. Brzegami kanału cały czas suną rowerzyści. Wielu z nich ma wózeczki dla psów. Stajemy w marinie, która położona jest przy odnodze głównego toru. Po lewej stronie znajduje się wejście do kanału Salzgitter, który ma długość18 km a marina znajduje się po 3 km po lewej stronie. Kanał zbudowano w 1938 r. w celu połączenia dawnej huty „Hermann Goring” z niemiecką siecią dróg wodnych.

Marina Yachthafen Heidanger jest spora, stacjonuje tu wiele dużych jednostek rezydenckich, jest przepiękna, bardzo popularna w okolicy restauracja oraz całe niezbędne zaplecze. Opłata wynosi 17,6 e, prysznice są na wrzutki (1 e), woda 1 e za 100 l, prąd i władający językiem angielskim hafenmeister w cenie. Jest bardzo ciepło (temperatura w ciągu dnia wynosi 27 st) więc postanawiamy zjeść w restauracji. Jest dużo gości i czas oczekiwania na posiłek ciągnie się niemiłosiernie. Ceny są wysokie bowiem za danie trzeba zapłacić ponad 30 e. Cóż, obiad pod palmami kosztuje. Decydujemy się na wariat ekonomiczny czyli kindermenu, które okazuje się być dużą porcją zadowalającą nas w zupełności.

W porcie stacjonują duże jachty, sporo jest ładnych oldtimerów. Właściciele traktują je chyba trochę jako „letniskowe”. Są kwiatki, nastrojowe lampki, proseco a oni po prostu przyjeżdżają posiedzieć nad wodą.

Teraz ocena psim okiem: pomosty są z kratownic więc bardzo nieprzyjazne dla psich łapek ale wokół są bardzo przyjemne ścieżki spacerowe.

A teraz trochę o barkach. Każda z nich wyposażona jest w niebieską tablicę przymocowaną z prawej strony sterówki. W zwykłych warunkach barki mijają się lewymi burtami jak samochody, tablice ustawione są wówczas poziomo i z innego statu są niewidoczne. Jeżeli jest konieczność wyminięcia jej po prawej stronie wówczas sternik wystawia tablicę pionowo i jest to widoczny dla innych komunikat. My jak na razie nie mieliśmy takiej sytuacji. Na każdą tonę barki przypada jeden koń mechaniczny a często mają jeszcze rezerwę. Barki, które nie mają radarów nie pływają w nocy, cumują często przymocowane jedna do drugiej. Praktycznie całe nabrzeże Mittellandcanal ma metalowe wzmocnienie brzegów przy którym są polery do mocowania oraz wiele specjalnych miejsc wytyczonych do postoju tylko barek.

Przepłynęliśmy dziś 37 km w ciągu 4,5 godziny. Dwie dodatkowe zmarnowaliśmy na śluzę. Średnia prędkość 8,5 km. Średnie spalanie 4,2 l/ godz. Oczywiście moglibyśmy płynąć szybciej i czasem to robimy ale założona średnia wyprawy, która pozwoli nam w pół roku przepłynąć 6000 km jest utrzymana. Jesteśmy mocno obciążeni stąd takie spalanie. Wbrew pozorom płyniecie o 1 km szybciej niewiele zmienia a spalanie wzrasta o 2 litry na godzinę. Łatwo przeliczyć: mamy 600 godzin do przepłynięcia x 2 l (3euro) czyli…..no trzeba trochę pooszczędzać.

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *