3-5.05.2025

3, 4 i 5 maja były dniami tranzytowymi i trudno powiedzieć, że z naszego wyboru – po prostu na całym tym ponad 185 kilometrowym odcinku nie było żadnych bardzo atrakcyjnych miejsc, które koniecznie chcielibyśmy zobaczyć oraz sensownych portów. Płyniemy cały czas Mittellandcanal. Ruch barek w czasie weekendu nie jest duży, mijają nas nieliczne łodzie turystyczne. Zatrzymujemy się w marinie Minden Yacht club – to spory port połączony z placem kamperowym.

W marinie jest restauracja i całe niezbędne zaplecze sanitarne. Plusem jest niedaleko położony sklep Netto, gdzie robimy mały zapas chleba na weekend. Koszty postoju są wszędzie podobne tu w cenie nie mamy pryszniców ale nie jest to problem bo w „naszym domu” mamy swoją własną mikro-łazienkę. Przypływamy późnym popołudniem więc w ramach wolnego czasu jest spacer z Ajrą (z portu można wejść od razu na ścieżkę wzdłuż kanału) a dalej zajęcia w podgrupach. Na dolnym pokładzie urzęduje majtek ze swoim TV a na górnym kapitan – również ze swoim TV. Tak, jesteśmy maniakami telewizyjnymi. W porcie stacjonują głównie duże jachty, trzypokładowe, niepierwszej już młodości ale dające duży komfort pływania lub też po prostu stacjonarnego spędzania wolnego czasu. Sternik siedzi sobie wysoko jak na bocianim gnieździe a na pokładzie niżej pije kawkę pani sternikowa, obowiązkowo z bukiecikiem bzów.

W niedzielny poranek wypływamy z Minden o godzinie 8 bowiem przed nami ponad 70 km trasy. Pogoda już nie jest majówkowa, temperatura spadła do 13 stopni, jest pochmurno. W czasie rejsu słuchamy radia, podcastów, Krzysiek ogląda mecz Piasta z Radomiakiem i Realu z Celtą . Czas dłuży nam się niemiłosiernie. Stajemy tylko na chwilkę aby Ajra skorzystała z toalety i do mariny w Recke przybijamy o 18. Niedziela to znowu dzień tankowania, do zrobienia są dwa kursy. Petro-bicyclem Krzysiek dowozi 120 l benzyny po czym z gracją w trakcie wlewania topi kurek do wlewu. Być może uda się go wyłowić następnego dnia a tymczasem w ruch idzie niezawodna srebrna taśma.

Pole jest łódkowo – kamperowe i bardzo zadbane. Pomosty zabezpieczone są furtkami z kodem, jest budka z książkami do poczytania, automat z napojami i bardzo czyste sanitariaty. Prysznice na żetony do nabycia u hafenmeistera. Wszytko to za 21 e. Ścieżka spacerowa obowiązkowo przy porcie.

Próby wyłowienia korka spełzły na niczym. Temperatura wody była wyższa niż temperatura powierza ale widoczność zerowa. Nie pomogła nawet czołówka. Korek pozostanie więc na dnie portu na głębokości 2 metrów jako pamiątka. Tu byłem ja – Hook. Przekładamy korek z wody do paliwa, wlew wody zaklejamy taśmą i ruszamy. Po 13 km dopływamy do końca Mittellandkanal, który w tym miejscu łączy się z kanałem Dortmund – Ems. Kanał ten łączy przemysłowy region Ruhry z Morzem Północnym i aby pokonać różnicę wzniesień (29 m) wybudowano szereg śluz, z których 6 tworzy tak zwaną Schleusentreppe” czyli schody śluzowe pomiędzy Bevergen a Gleesen.

Śluzy przed nami w kolejności:

Bevergen – 8 m

po dwóch kilometrach Rodde- – 5,2 m

po pięciu kilometrach Altenrheine – 2 m

po 8 kilometrach Venhaus-3,2 m

po kolejnych 6 km Hesselte – 5,2 m

ostatnia 3 km przed mariną w Lingen Gleesen – 5,4 m.

Wszystkie śluzy są zdalnie sterowane z centrum w Bergeshovede. Przed każdą śluzą znajduje się mała poczekalnia na max dwie łódki oraz domofonik. Do pierwszej ze śluz udaje nam się wejść koło 11 o 14 jesteśmy za trzecią. W śluzach tych nieco problematyczna jest wysokość pierwszego polera – jest on stosunkowo nisko więc obłożenie cumą jest możliwe przy użyciu bosaka i musimy podtrzymywać cumę aby się nie ześlizgiwała – po prostu grzybek jest za mały. Do wytyczonej Mariny (Hotel) Am Wasserfall docieramy po 19. Przydatny telefon do bosmana (nie do hotelu) – +491788432630. W cenie 17 euro mamy prąd i wodę. Jakby mało było przygód na dzisiaj to ponad godzinę zajmuje nam przywrócenie prądu po próbie zagotowania wody w czajniku. Niestety to kolejna marina na naszej trasie, która nie jest przygotowana na taki pobór mocy. Zdecydowanie stawiają tutaj na hotel, nie na marinę, która jest mała ale miła. Położona jest na wyspie między kanałem a rzeką Ems. W ramach gratyfikacji za problemy z prądem można popatrzeć na wodospad.

Kanał Dortmund – Ems to najstarszy kanał żeglugowy w Niemczech Zachodnich. Otwarto go w 1899 r. aby uniezależnić przemysł od kolei, która dyktowała bardzo wysokie ceny frachtu. Od lat 80 trwa jego rozbudowa aby dostosować go do obecnych wymogów. W niektórych odcinkach są specjalne autostrady dla barek czyli równoległe tory wodne aby rozdzielić ruch powolnych i szybkich jednostek. W czasie wojny był celem wielokrotnych bombardowań. Na odcinku którym płynęliśmy krajobraz jest bardziej malowniczy, zalesiony, zdecydowanie mniej jest odcinków industrialnych. Głębokość 3,5 m, szerokość wyraźnie mniejsza niż na Mittellandkanal 40-45 m.

.

Marina: Am Wasserfall 2, 49808 Lingen (Ems) Telefon: +49918090

Śluza Bevergen: +495459 8028440

Śluza Rodde: +4954598028120

Śluza Altenrheine: +49597171581

Śluza Venhaus: +495977256

Śluza Hesselte: +495906 1610

Śluza Gleesen: +4959171069566

Telefony bardzo nam się przydały. Szczekaczki są inne niż na Mittellandkanal, mają kilka niejasnych przycisków i nie zawsze działały. Oczywiście z angielskim był problem ale jakoś się Panowie rozgadali.

PS. W Niemczech nadal działają faxy! (włączały się jak nikt nie odbierał)

Przez te trzy dni pokonaliśmy 185 km ze średnią prędkością 9 km/godz. i średnim spalaniem 5 l/motoh. Płynąc dłużej w ciągu dnia i nieco szybciej skróciliśmy ten odcinek o jeden dzień. Jutro relaks. 38 km i tylko cztery śluzy. Płyniemy do Haren. Miejsce szczególne ale o tym jutro.

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *