07.05.2025
Z dzienniczka majtka pokładowego: temperatura w nocy była tak niska, że pranie nie wyschło. Będziemy suszyć sukcesywnie w trakcie płynięcia.
Przez Haren przebiega znany kanał Haren – Rutenbrock, który prowadzi od ujścia w rzece Ems do granicy niemiecko – holenderskiej w pobliżu Rutenbrock, gdzie łączy się z siecią holenderskich kanałów. Kanał powstał w latach 1870 – 1878, ma długość 14 km i wpisany jest do rejestru zabytków. Na trasie kanału są 4 śluzy i 12 mostów w tym 10 zwodzonych. Wzdłuż kanału ciągną się 100 letnie dębowe aleje. Maksymalne zanurzenie łodzi na tym kanale wynosi 1,3 a prześwit mostu 4,5 m. Przeprawa jest płatana, kosztuje 20 e ale w tym roku niestety jeden z mostów obrotowych w Haren jest w remoncie i kiedy jesteśmy tutaj przeprawa kanałem jest niemożliwa. Ruszy dopiero z końcem czerwca. Jest to drugi powód dlaczego jest to dla nas miejsce szczególne.
Plan był bowiem przygotowany w dwóch wariantach. Musimy więc płynąc dalej na północ w kierunku Rhede i morza Północnego. Wiedzieliśmy o tym wcześniej, były też komunikaty, że być może w sezonie most będzie czasowo otwierany a my po cichu liczyliśmy na to, że może się uda nim przepłynąć. Nic z tego a my mamy problem bowiem w Rhede jest jedna marina, do której wejście należy zgłosić dzień przed. Wynika to z faktu, że konieczne jest śluzowanie a mechanizmy śluzy obsługują wolontariusze. Mimo to, próbujemy rankiem przed wyjściem z portu dopytać o możliwość postoju. Okazuje się, że największą przeszkodą nie jest sama śluza a poziom wody – niestety mamy zbyt duże zanużenie (1-1,2 m) i kapitan portu sugeruje nam nocleg w Weener czyli 20 km dalej. Sprawdzamy i znowu mamy pod górkę – aby wejść do portu w Weener trzeba przejść przez śluzę, która jest dzisiaj czynna do 14. Później ze względu na odpływ już nie pracuje. Nie zdążymy w żadnym wypadku. Płyniemy więc z założeniem, że staniemy przed śluzą Herbrum do której mamy 1,5 km. Śluza ta stanowi granicę między niemieckimi wodami śródlądowymi a wodami morskimi. Tutaj pływanie zależy już od przypływów i odpływów ze względu na cofanie wody morskiej kilkadziesiąt km w głąb lądu. Ale telefon do śluzy w Herbrum i rozmowa z pracownikiem pozwala mieć nadzieję, że jutro przepłyniemy do morza spokojnie.
Na odcinku od Haren mamy następujące śluzy:
Hilter: 05931848131
Duthe:05931848132
Bollingerfahr: 049629959160
Cumujemy na „pół dziko” w Steganlage Ems Yacht Club Lingen-Herbrum. Jest to filia portu w Lingen. Mamy tutaj pomost z dostępem do prądu, opłatę uiszcza się samodzielnie: 1,2 e za metr łodzi. Skanuje się kod QR, przechodzi do płatności, trzeba wpisać tylko kwotę i zatwierdzić w swojej aplikacji bankowej. Proste. Okolica to typowa wioska, dookoła pola i pastwiska, zaraz przy pomoście ścieżka rowerowa. Bardzo im zazdrościmy całej tej pieszo-rowerowej infrastruktury. Dzisiaj bardzo spokojnie. 33 km w 3,5 godziny plus trzy śluzy, które przeszliśmy prawie z marszu w jedną godzinę łącznie. Wypłynęliśmy z Haren o 9.30 a o 14 mamy już czas wolny. Szkoda, że nie jest tak codziennie.
Praktycznie zakończyliśmy pierwszy, niemiecki etap naszej podróży. Czas na podsumowanie.Jesteśmy w trakcie rejsu już 16 dni, z czego 15 pływaliśmy, jeden dzień był całkowicie wolny w Berlinie. Ale takie tempo było założone w Niemczech. Przepłynęliśmy 727 km ze średnią dzienną 48,5 km. Pokonaliśmy 26 śluz. Zajęło nam to ok. 100 godzin: 84 godziny pływania oraz 16 w śluzach (91 motogodzin). Płynęliśmy ze średnią prędkością 8,6 km/godzinę a spalanie naszej 70 KM Yamachy wyniosło średnio 4,7 l/motogodzinę. Niestety ważymy 5 ton, mniej więcej tonę więcej niż normalnie. Spaliliśmy ok 430 litrów benzyny. I w zasadzie to wszystko zgadza się z założeniami przyjętymi w planie przez kapitana. Oby tak dalej i oby było więcej wolnego czasu, jak dzisiaj.
Generalnie pływanie po kanałach i rzekach niemieckich jest bezproblemowe. Średnia szerokość wód, po których pływaliśmy to 50 metrów. W kwietniu i na początku maja ruch turystyczny nie jest duży, żeby nie rzec mały. Ruch komercyjny jest również niemęczący ale może jest większy w innych porach roku. Śluzy oczywiscie są dużo większe od naszych mazurskich czy na Wiśle ale niektóre, te mniejsze można porównać do śluz na kanale Gliwickim. Sa bardziej nastawione na ruch ogromnych 100 m barek przez co polery do przycumowania są bardzo oddalone od siebie . Łodzią 10 metrową jak nasza trudno „złapać się” na dziobie i rufie dlatego opanowaliśmy zaczep pojedyńczy jedną liną w środku jachtu i to było skuteczne nawet przy różnicy poziomów 15 m. Warto mieć przynajmniej jedną 20-30 metrową linę. Pływające polery były rzdkością na Mittellandkanal a na kanale Dortmund-Ems nie ma ich wcale. Zawsze wykonywaliśmy telefon do śluzy przed podejściem. To dawało nam poczucie, że zostaniemy zauważeni. Wiele śluz pracuje zdalnie, obsługa siedzi gdzieś tam w centrali i obserwuje ruch z kamer. Na mniej więcej co drugiej śluzie można było porozumieć się po angielsku. Ale zawsze było uprzejmie. Oczekiwanie na wejście różne: od godziny do kilku minut, zależnie od szczęścia a może i dobrej woli obsługi. To już tylko oni wiedzą. W większości marin można było spokojnie porozumieć się po angielsku. Mają dobry standard ale zróżnicowany. Ceny od 29-14 euro. Średnio ok. 18-20 euro. Im dalej od Berlina tym taniej. Płynąc tymi dużymi kanałami obraz jest zmienny od industrialnego do sielskiego, wiejskiego. Zwraca uwagę duża ilość ludzi na rowerach jeżdżących po wszechobecnych przy kanałach ścieżkach rowerowych. Ludzie żyją tu spokojniej na pierwszy rzut oka. Lubią również przesiadywać na swoich jachtach w marinach jak w domkach letniskowych. Przez prawie cały czas mieliśmy piekną letnia pogodę, czasami nawet do 27 stopni. Wieczory i noce były jednak chłodniejsze. Padało tylko raz w Hanowerze.
Jutro opuszczamy Niemcy. Wejdziemy przez Morze Północne do Holandii w Delfzij.
