28-29.05.2025
Ittre – Charleroi (Marchienne Au Pont): 43 km, pochylnia, 3 śluzy, czas 7 godzin
W Ittre staliśmy dwa dni, potrzebowaliśmy dnia resetu oraz czasu na doprowadzenie łodzi do porządku po „morskich” przygodach. Kapitan mógł nadrobić braki w śnie, Ajra skorzystała ze spacerów, łódka została umyta i odkurzona. W Ittre wszystko kosztuje 1 e – prąd: 1e od zużycia więc trochę nawrzucaliśmy, prysznic: 1e za 3 minuty, woda: 1e za 100l, śmieci: 1e za worek. Średnio łącznie 23 euro za dobę.
Wypływamy w czwartkowy poranek, mamy do pokonania 43 km, pochylnię oraz trzy śluzy. Pochylnia Ronquieres to jedno z najciekawszych urządzeń hydrotechnicznych na świecie. Składa się z dwóch ruchomych platform (zbiorników wodnych) osadzonych na szynach, które poruszają się góra – doł. Podpływamy jak do śluzy, jest brama oraz światła. Dzwonimy, brama się otwiera, światło zielone więc wpływamy jak do wanny z wodą. Pracownik pochylni wychodzi do nas i pomaga przycumować łódź do dużych polerów na brzegu zbiornika – obowiązkowo na dwóch linach. Barki muszą na 4 . Brama się zamyka a my ruszmy w górę, pan „pochylnik” jedzie z nami w swojej sterówce. Pokonujemy odcinek 1432 m a różnica poziomów wynosi 67,7 m. Podczas jady, która trwała nieco ponad 20 min łódka stała sobie spokojnie w miejscu a z wanienki nie wylała się kropla wody! Przed uruchomieniem pochylni na tym odcinku trzeba było pokonać aż 16 śluz co zajmowało 1 dzień, dzisiaj całość zajmuje około godziny. Koryto kanału biegło wówczas inaczej, dzisiaj ten odcinek jest wyłączony z ruchu i przekazany w zarząd leśnictwa. Mieliśmy sporo szczęścia, że nie było oczekujących barek bowiem mają priorytet przejścia. Rozwiązanie jest genialne a my w ciągu dwóch ostatnich dni podnieśliśmy się o jakieś 120 m.
Tuż po wyjściu z portu na odcinku kilku kilometrów odbywają się zawody wędkarskie. W Belgii jest dzisiaj dzień wolny – celebrują Wniebowstąpienie Pańskie.
Po przejściu pochylni krajobraz staje się coraz bardziej industrialny. Trzy śluzy na naszej drodze wyglądają identycznie i opuszczamy się w każdej o jakieś 7 m. Mijamy kolejno: Virginal, Viesville i Marchienne. Na pierwszej z nich obsługa nie mówi po angielsku więc musimy skorzystać z tłumacza, kolejne są już otwarte kiedy podpływamy. We wszystkich śluzach są ruchome polery – to super oraz… ogromna ilość śmieci. Pomijając kwestie wizualne jest to niebezpieczne bowiem grozi uszkodzeniem silnika. Mimo, że bardzo uważamy przy wypływaniu łapiemy śrubą jakieś paskudztwo co momentalnie słychać w pracy silnika. Na szczęście nie stwierdzamy uszkodzenia więc płyniemy dalej. Taki „Zielony Ład” w Belgii.
Nabrzeża Charleroi sprawiają bardzo przygnębiające wrażenie. To olbrzymie obszary przemysłowe, bardzo zaniedbane, krótko mówiąc jest brzydko. Jedyne miejsce jakie znaleźliśmy do zacumowania to pomost w Marchienne obok barki-kaplicy „Spes Nostra”. Stajemy zatem, bowiem dalej nie dopłyniemy. Barka to kaplica rzeczna zbudowana w 1953 r. dla marynarzy śródlądowych aby umożliwić im uczestnictwo w nabożeństwach bez konieczności schodzenia na ląd. Na jej pokładzie odbywały się chrzciny, śluby i inne ceremonie religijne. Obecnie, mimo spadku liczby wiernych nadal pozostaje ważnym miejscem tradycji i kultury.
Okolica nie należy do najciekawszych więc nie udajemy się na zwiedzanie, Ajra musi szybciutko załatwić co należy i siedzimy na łodzi.
Z ciekawostek: Charleroi pojawia się w rankingu „najbrzydszych miast Europy” oraz jest słynnym obiektem „urban exploration”. Pasjonaci urbexu mają w czym wybierać a miejsca te są wykorzystywane jako plany zdjęciowe, regularnie pojawiają się w teledyskach.
Bardzo chcemy już wypłynąć z Belgii.
O 21 podjęliśmy decyzję, że odbijamy z pomostu i szukamy bardziej bezpiecznego miejsca. Tuż przy pomoście ma swoją bazę belgijska, kolorowa młodzież. Postanowili spędzić wolny wieczór właśnie tutaj, przybyli z reklamówkami piwa, chipsów i nie wiadomo czego jeszcze. Zakładaliśmy, że uda nam się stanąć przy śluzie ale niestety nie było żadnego miejsca. Ostatecznie stanęliśmy w opuszczonej portowej zatoczce mocując się do stanowiska dla barki na wodzie. Włączyliśmy topowe światła i spokojnie udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. Zdecydowanie nie polecamy tego miejsca, chyba, że w sezonie stoi
więcej łodzi.
