01.06.2025
Givet-Revin, 36 km, 9 śluz, 2 tunele, czas 8 godzin
Noc była krótka bowiem szaleństwo we Francji po wygranej PSG zakończyło się grubo po północy ale wita nas ciepły, słoneczny dzień. Lekko niedospani ruszmy rankiem w kierunku śluz, które otwarte są od dziewiątej. Na pierwszej jest śluzowy, który sam otwiera nam wrota. Podnosimy się do góry i już za moment wpływamy do tunelu. Jest długi, ma ok 300 m, nieoświetlony więc nasz szperacz bardzo się przydaje. Po przejściu tunelu mamy jeszcze jedną śluzę, która jest już gotowa do wejścia. Poszło sprawnie i od teraz sami będziemy sobie wszystkim sterowali za pomocą naszego pilota.
Działa to tak: jakieś 300 m przed śluzą należy wypatrywać zlokalizowanej na brzegu antenki, po czym podpłynąć do niej na odległość około 20 m i nacisnąć guzik na pilocie. Antenka zamruga na żółto na znak, że jest połączona i rozpoczyna się proces śluzowania.
Przed wrotami zapalają się światła (różne w zależności od tego co się dzieje w komorze) a gdy mamy zielone wpływamy. Podpływamy do miejsca z drabinką gdzie znajdują się dwie rurki: niebieska i czerwona. Mocujemy łódkę, podnosimy do góry niebieską rurkę, rozlega się dzwonek i wrota się zamykają. Czerwona rurka służy do wstrzymania procesu w sytuacji awaryjnej lub innego nieszczęścia. Po zakończeniu śluzowania wrota same się otwierają, zapala się zielone światło i już, gotowe.
Na całym dzisiejszym odcinku podnosiliśmy się do góry. Komory nie są zbyt duże, nie ma też wiele miejsc do mocowania, na czas śluzowania zmieszczą się w nich trzy większe łodzie. Wyrzut wody jest spory więc należy mieć się na baczności stojąc z przodu śluzy. I tak machnęliśmy kolejne 7 śluz delektując się w międzyczasie widokami.
Opisać się nie da, trzeba zobaczyć jak Moza meandruje wśród wzgórz. Rzeka ma szerokość 50-70 metrów. Jej głębokość to 2,5 do 4 m. Choć w kanałach śluzowych miejscami spada poniżej 2 metrów.
Niestety płynęliśmy przez Ardeny pod prąd. Nurt nie jest zbyt wartki ale w połączeniu z wiatrem nie pozwolił nam płynąć szybciej niż 8,5 km/godzinę jeśli chcieliśmy zachować w miarę ekonomiczne spalanie. Wszędzie śluzowaliśmy się sami, po drodze minęło nas uwaga: siedem łodzi!
W sezonie pewnie tak szybko byśmy tych śluz nie przeszli. Na koniec czeka nas jeszcze drugi tunel, nieco krótszy i oświetlony, dopływamy do Halte Fluviale de Revin. Ku naszemu zaskoczeniu są wolne tylko dwa miejsca. Miejsce jest bardzo zadbane, jest prąd, bardzo czyste sanitariaty i woda a postój kosztuje nas 11 e. Są też pralki – jeden wsad kosztuje 3,5 euro więc pierzemy. 300 m od przystani znajduje się stacja samoobsługowa Intermarche więc Krzysiek wykonuje trzy kursy po paliwo. Tym razem nie jedzie rowerem ale przywozi kanistry w wózku sklepowym.
Ardeny nie są zbyt wysokie ale bardzo malownicze. Po drodze mijamy stare zamki, pałace i fortyfikacje. W czasie II wojny światowej odbyła się tutaj słynna bitwa o Ardeny po której armia niemiecka była już tylko w odwrocie a koniec wojny był nieunikniony. Miasteczko Revin było kiedyś przemysłowym sercem doliny Mozy znanym z fabryk tekstylnych i przędzalni. W okresie międzywojennym i po II wojnie światowej osiedliło się tutaj sporo Polaków. W latach 50 i 60 odprawiano msze w języku polskim, odbywały się święta zgodnie z polską tradycją jak dożynki czy Boże Ciało. Dzisiaj wszystkie rodziny są już zasymilowane.
Jutro płyniemy dalej Mozą, potem kanałem Ardeńskim i Marną do Paryża. Mamy nadzieję, że dotrzemy tam za jakieś 10 dni.
