04.06.2025

Le Chesne – Rethel: 37 km, 31 śluz, 10 godzin.

Przed nami kultowy odcinek Kanału Ardeńskiego czyli Dolina Śluz. Wzdłuż 8 km odcinka pomiędzy Le Chesne i Semuy mamy do pokonania 26 śluz. Wypływamy tuż po 8 licząc na to, że uda się wejść wcześniej do pierwszej śluzy (wg nawigacji rankiem od 7 otwarte są dla ruchu komercyjnego lub po uzgodnieniu) niestety nic z tego – musimy czekać do 9. Za nami ustawiają się dwie łodzie ale do komory ostatecznie zmieścimy się tylko my i jedna większa barka. Śluzy mają ok 40 m długości i 5 szerokości. Spóźnialski musi się zatem wycofać i czekać na swoją kolejkę.

Śluzy rozmieszczone są co 200-300 m, należy płynąć cały czas bez przystanków, zresztą nawet nie bardzo jest gdzie przycupnąć bowiem kanał jest dosyć wąski. Przejście wygląda następująco: wpływamy, mocujemy się, niebieska wajcha w górę, opadamy, wrota się otwierają, wypływamy i już widzimy kolejną otwarta śluzę. I tak 26 razy. Na piątej śluzie mamy awarię – nie zamykają się wrota. Towarzysze ze śluzy dzwonią po pomoc, czekamy 20 min, przyjeżdża obsługa, naprawia co trzeba i w drogę. Od tego momentu samochód z obsługą praktycznie przemieszcza się z nami, znika tylko chwilami, być może ratuje innych z opresji. Na całym tym odcinku mieliśmy trzy awarie, obniżyliśmy się o 85 m.

Dolina śluz przebiega pomiędzy łąkami i polami, sam kanał jest dosyć mocno zarośnięty i wąski. Kolor wody oraz jej zawartość nie zachwycają. Trudno nam sobie wyobrazić jak to działa w sezonie kiedy ruch jest większy, bowiem zejście z toru to gwarancja zielska w śrubie. Pokonanie tego odcinka zajęło nam 5 godzin. Na 27 śluzie zdajemy pilota a w zamian otrzymujemy karteczkę z awaryjnym numerem telefonu gdyby kolejne śluzy nie działały. Mechanizm działania od teraz jest inny – 200 m przed śluzą nad wodą wisi drążek, który należy przekręcić w około osi w prawo celem uruchomienia śluzy. Zaczyna padać a my mamy przed sobą jeszcze 4 śluzy. Po drodze nie ma miejsc do cumowania za to w ramach rozrywki mamy kolejne dwie awarie. Karteczka z numerem nawet nie zdążyła się nawet zakurzyć. Dzwonimy dwukrotnie i po kilkunastu minutach przyjeżdża pracownik VNF z pomocą. Po przepłynięciu 35 km i pokonaniu 31 śluz koło 18 cumujemy w miejscu oznaczonym jako halte fluviale w Rethel. Nadzieja na prąd i wodę prysła jak bańka mydlana – na słupkach są nieczynne kontakty, nie ma wody a sanitariaty są zamknięte. Stery strumieniowe używane dzisiaj jak nigdy błagają o naładowanie. Kąpiel po manewrach w deszczu tez byłaby niezła. Może jutro. Na szczęście wieczorem świeci słonko i nastroje się nieco poprawiają. Jeden z bardziej męczących dni za nami.

Kanał Ardeński jest generalnie dość wąski- średnio 20 m, czasem tor jest węższy z powodu wspomnianych roślinek wodnych. Głębokość też nie budzi entuzjazmu. W przewadze poniżej 2 m ale są miejsca gdzie spada poniżej 1,5. Wymaga stałej uwagi przy nawigacji i nie jest to czas relaksu. Kto wie czy droga do Paryża rzeką Sambrą (taka była alternatywa) mimo,i ż jest to szlak komercyjny nie byłaby korzystniejsza. Ale tego już się nie dowiemy.

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *