05.06.2025
Rethel – Variscourt: 37 km, 6 śluz, sześć godzin
Z Rethel wypływamy o 9 rano. Mamy do przepłynięcia 35 km. Wcześniej nie ma sensu bo zaczynamy od śluzy. Wpływamy do niej jako druga łódź, wcześniej z naszego halte wypłynął duży niemiecki jacht i jego sternik uruchomił mechanizm śluzowania. Przez trzy kolejne śluzy będziemy podążali razem. Płyniemy Kanałem Ardeńskim po czym po 20 km przechodzimy w sposób niezauważalny w kanał Lateralny a I’Asine. Cały dzisiejszy odcinek to walka z przyrodą. W kanale są niesamowite ilości roślinności, która z prędkością światła owija się wokół śruby silnika zapasowego, w wodzie co rusz pływają olbrzymie konary lub nawet powalone drzewa. Z brzegów sterczą uschnięte gałęzie. Cudze chwalicie, swego nie znacie – wypisz, wymaluj nasz Kanał Iławski. Wystarczy chwila nieuwagi i katastrofa murowana.
Po drodze mijamy trzy kombajny, które prowadzą nierówną walkę z roślinkami. Kanał zarasta bowiem obecnie ruch na nim jest minimalny, nie ma dużych barek, które ułatwiają czyszczenie i napowietrzają wodę. Priorytetem w utrzymaniu są główne kanały takie jak Kanał Marny czy Kanał Centralny. Mniejsze kanały otrzymują mniej środków na koszenie, pogłębianie i czyszczenie śluz. Przed czwartą śluzą uderzamy w ogromny konar długości 5 m grubości męskiego ramienia leżący na środku szlaku. Na szczęście kapitan zdążył wyłączyć silnik zanim ten wpadł pod śrubę. Tego szczęścia nie miał chyba nieniecki jacht bo po chwili zjechał ze szlaku i przycumował do brzegu, Chyba oberwał. Zmierzamy do halte fluviale w Variscourt z nadzieją na dostęp do wody, bowiem zapasy mamy na wyczerpaniu.
Miejsce postojowe jest, wygląda bardzo ładnie ale nie ma gdzie dobić. Cztery duże barki zajmują całe nabrzeże. Wiemy też, że dalej nie popłyniemy bo najzwyczajniej w świecie nie ma gdzie – kolejne miejsce postojowe jest za 5 godzin. Dobijamy prawie w krzakach. Od Anglika z ostatniej barki dowiadujemy się, ze 100 m dalej znajdziemy wolne miejsce. Dobijamy i mocujemy się za pomocą mocnych śledzi, polerów ani żadnych słupków nie ma a do drzew nie wolno. Miejsce jest naprawdę bardzo urokliwe, jest zadbany trawnik, ławy w cieniu drzew, są śmietniki i kranik z wodą ale bez możliwości podłączenia węża. Wyciągamy z „kotłowni” kanister z zapasem 60 l wody, wlewamy do baku zawartość i uzupełniamy wodą z kranu. Mamy całe 120 l wody. Port z prawdziwego zdarzenia ma być na naszej trasie jutro. Podobno… Na całym dzisiejszym odcinku minęliśmy tylko dwa miejsca gdzie jest możliwość postoju ale bez żadnej infrastruktury. Kanał piękny ale żyć trudno.
Prawo Murphiego działa: ulewne, krótkie deszcze rozpoczynają się w momencie podejścia do śluzy, kulminacja następuje kiedy jesteśmy w komorze, przy wyjściu mamy już promienie słoneczne. Śluzy przechodzimy szybko, średnio 10-12 minut na jedną. Mają długość ok 40 m i szerokość 5 m. Praktycznie mieszczą się bezpiecznie dwie duże łodzie, maksymalnie trzy.
Przyjemny postój. Niestety Iga przegrała półfinał French Open z Sabalenko.
