06.06.2025

Variscourt – Sillery: 40 km, 14 śluz, 8 godzin

Padało całe popołudnie, wieczór i noc, wypływamy o 9 rano w przerwie między polewaniem. Przed nami trzy potężne jachty holenderskie, które wczoraj opanowały nabrzeże do cumowania. Z ostatnią z konwoju będziemy płynęli przez większość trasy. Pierwsze 5 km płyniemy Kanałem Lateralnym a I’Aisne by następnie wpłynąć na Kanał de I’Aisne a la Marne. Kanał jest bardziej zadbany, nieco mniej zielska, woda ma ładny kolor. System śluzowania nadal oparty na zwisającej rurze do przekręcenia. Reszta bez zmian. W śluzach jest bardzo mało miejsc do mocowania, o ile płynący z naprzeciwka mają do dyspozycji kilka polerów na brzegach komory u góry, my podnosząc się mamy zaledwie 3 drabinki a stanąć trzeba tak by można było podnieść niebieską wajchę. Stery strumieniowe są niezbędne aby przesunąć się z miejsca gdzie jest drążek startowy na przeciwległą stronę do drabinki.

Planowaliśmy postój w porcie w Reims gdzie wedle map powinien być port z pełną infrastrukturą ale niestety trafiamy na remont. Port jest zamknięty, dopiero stawiane są pomosty, stanąć nie ma gdzie. W miasteczku warto się zatrzymać aby zobaczyć katedrę, bowiem koronowano w niej francuskich królów. Nam pozostanie obejrzenie zdjęć w internecie. Płyniemy zatem dalej do portu w Sillery. Bardzo potrzebujemy wody i prądu bowiem stery strumieniowe są na wykończeniu. Jesze tylko 4 śluzy i już. Mamy port z prawdziwego zdarzenia. Do opłacenia konieczna jest aplikacja Qipeo więc uregulowanie należności zajmuje trochę czasu. W cenie 19 e mamy postój, prąd, wodę i sanitariaty. Na pomostach są bramki na kod więc jest bezpiecznie.

Ajra idzie na zasłużony spacer i rozpoczynamy prace gospodarcze: majtek myje pokład, kapitan zasuwa na staję po paliwo. Intermarche znajduje się 300 m od portu więc wykorzystujemy patent z koszykiem sklepowym do transportu kanistrów z paliwem. Jesteśmy dosyć mocno rozczarowani infrastrukturą portową we Francji. Opis miejsc postojowych niewiele ma wspólnego z rzeczywistością, często brakuje dostępu do prądu i wody. Mamy nadzieję, że dalej będzie tylko lepiej.

Tuż obok portu znajduje się cmentarz wojenny z okresu I wojny światowej na którym pochowane są szczątki 11 tysięcy żołnierzy francuskich, którzy zginęli w walkach o Reims.

Trzy jachty z wcześniejszego konwoju przypłynęły też do naszego portu. Wcześniej zatrzymali się w Reims pod Aldim. Zainteresował ich niewielki napis na naszej burcie – „around Europe 2025” i wdali się w rozmowę o naszych planach. Okazało się też, że słyszeli o Mazurach a nawet o pochylniach na kanale Elbląskim.

07.06.2025

Jednak zobaczyliśmy słynną katedrę i to wcale nie dlatego, że tak bardzo się uparliśmy ale dlatego, że w sobotni poranek mieliśmy na pokładzie dwie katastrofy. Ale od początku. Rankiem wszystko szło zgodnie z planem – toaleta, spacer, zakupy i już odbijamy. W tym momencie okazje się, że ster strumieniowy dziobowy zamiast nas wspomagać wydaje jedynie dziwne, słabe odgłosy. Znak, że rozładowany a bez niego przy zaplanowanych 12 śluzach jesteśmy mało sterowni. Przybijamy zatem ponownie do pomostu i sprawdzamy co się dzieje – znaczy się Kapitan sprawdza. Podłączamy prąd i pozostaje czekać. Kiedy kapitan sprawdza połączenia akumulatorów w naszej „kotłowni” następuje katastrofa numer dwa: leje nam się woda na złączach z bojlerem i to zarówno na doprowadzeniu jak i wyjściu z ciepłą wodą. Najpierw mocno kapie a po próbach uszczelnienia leje całkiem sporym strumieniem. Szukamy hydraulika ale w sobotnie przedpołudnie nikt w tej Francji nie odbiera telefonu. Wędruje zatem kapitan do kolegów z wczorajszego holenderskiego konwoju z prośbą o pomoc. Okazuje się, że znają się na rzeczy i po trzech godzinach pracy mamy naprawiony bojler. Po raz drugi w życiu pomogli kapitanowi właśnie Holendrzy. Kościoły mają w większości wprawdzie pozamykane ale to dobry i przyjazny naród. Akumulator steru dziobowego ładuje się nadal więc ruszamy do Reims. Jedziemy autobusem, bilet w cenie 2 e na osobę kupujemy u kierowcy a Ajra jedzie gratis.

Katedra Notre – Dame czyli pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny to jedna z najpiękniejszych gotyckich świątyń w Europie. To tutaj niemal przez 1000 lat koronowano królów Francji. Imponująca fasada z tysiącem rzeźb oraz witraże robią na nas niesamowite wrażenie. Według umieszczonej wewnątrz tablicy namaszczono w niej głowy 31 władców. Zwiedzanie jest bezpłatne, my z uwagi na kudłatą oglądamy świątynię na zmianę. Mieliśmy niesamowitą ochotę na dobry obiad w przytulnej restauracji ale zapomnieliśmy o jednym – Francuzi jadają wieczorami a po południu w nielicznych otwartych restauracjach jest tylko krótkie, „zimne” menu. Wszędzie natomiast można napić się szampana, w końcu jesteśmy w Champanii. Wokół katedry znajduje się mnóstwo sklepów z tym szlachetnym trunkiem oraz lokale specjalizujące się tylko w jego sprzedaży. Nie korzystamy i wracamy na łódkę. Będzie sałatka z pyszną francuską bagietką.

Stan po powrocie na łódkę: bojler nie cieknie, akumulator steru dziobowego nadal się ładuje ale widać światło w tunelu. Jutro ruszamy dalej.

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *