11.06.2025
La Ferte-sous-Jouarre – Meaux: odcinek 43,5 km, 2 śluzy, czas 4,5 h.
Przed nami wyjątkowy dzień jeżeli chodzi o ilość śluz bowiem dzisiaj na naszej trasie będą tylko dwie!
Wypływamy wcześnie ze La Ferte-sous-Jouarre, miasteczka znanego z kamieniołomów, które przez wielki dostarczały kamienie młyńskie. W czasach prosperity wytwarzano tutaj rocznie około 1000 sztuk gotowych kamieni młyńskich, które eksportowano nawet do Ameryki, Australii i Nowej Zelandii. Gotowy kamień ważący nawet 5 ton miał wartość domu.
Pilot nas polubił i otwiera bez problemu wrota. Marna meandruje sobie spokojnie, brzegi są bujnie porośnięte i jest naprawdę ładnie. Płyniemy szeroką na 60 m rzeką, od kilku dni niezwykle szybko bo z prądem. Głębokość Marny jest różna i wynosi od 3 do 5 metrów. Jedyne czego brakuje to miejsc do zatrzymania. Takie były w Holandii dość często.
Byliśmy pewni, że w sporym mieście (50 tyś mieszkańców) będzie przystań z prawdziwego zdarzenia ale nic z tego. W centrum są cztery pomosty ale mają odłączone kable, wody nie ma, brakuje również mostków po których można zejść na ląd. Jeden z pomostów jest na tyle blisko, że udaje się bezpiecznie wyjść na ląd i przy nim stajemy. Mamy swój własny trap, ale szkoda go zostawiać na pomoście kiedy pójdziemy zwiedzać. Na halte fluviale jesteśmy sami.
Nad miastem króluje katedra św. Szczepana i to do niej kierujemy swoje kroki. Została wzniesiona etapami między XII a XVI w. i z uwagi na tak długi czas budowy posiada ona cechy wszystkich faz gotyku. Wnętrze jest zachwycające.
Tuż za katedrą znajduje się Informacja Turystyczna – można w niej nabyć słynną musztardę oraz oczywiście ser Brie. Muzeum poświęcone tenu słynnemu serkowi znajduje się jakieś 3 km od centrum. W 1815 r. podczas Kongresu Wiedeńskiego ser Brie de Meaux został nazwany „królem serów i serem królów” Sposób wytwarzania tego sera znano już 2000 lat temu!
Zaglądamy od Ogrodów Bossueta przy pałacu Biskupów, niestety nie można tam wejść z psem. Z pałacu można podwieszonym, zadaszonym przejściem dostać się bezpośrednio do katedry. Biskupi mieli wygodnie.
Tuż pod katedrą czeka na nas niespodzianka – restauracja, w której o godzinie 15 można zjeść obiad! Ajra zostaje obsłużona jako pierwsza (jest bardzo ciepło) a my zamawiamy danie dnia: lasagne 🙂
Klucząc po uliczkach starego miasta docieramy do fragmentów starych murów obronnych oraz placu Doumer na którym znajduje się pomnik wojenny poświęcony dzieciom z dystryktu Meaux, które zginęły w wojnie francusko – pruskiej w 1870 r. Na najładniejszej ulicy Rue du General Leclerc przysiadamy w małym ogródku by delektować się pysznymi lodami. Cały obszar starówki jest wyłączony z ruchu samochodowego i rowerowego. Penetrujemy jeszcze stacje benzynowe i z uwagi na dogodną lokalizację Kapitan wykonuje dwa kursy petrobicyclem.
Z uwagi na panujący dzisiaj upał nabrzeże Marny gdzie cumujemy stanowi miejsce ochłody dla wielu mieszkańców Meaux, wieczorem są to już tylko ci „ciemniejsi” i tylko mężczyźni. Mamy obawy, czy będzie spokojnie i bezpiecznie ale około 22 robi się pusto i cicho. Na straży Hooka zostaje Ajrinka.






