23.06.2025

Tanlay-Ravieres: odległość 30 km, 15 śluz, czas 9 godzin.

Rejs po kanale oznacza dzienne pokonywanie bardzo małych odcinków z uwagi na ilość śluz. Nie pomaga tez codzienna przerwa w ich pracy, zwłaszcza, że są tacy śluzowi, którzy mocno naginają fakt przysługującej im przerwy. Dzisiejszą przeprawę rozpoczęliśmy z dziewczyną, która taki ma właśnie pomysł na pracę. Na śluzie stawiła się o 9:20 a o 11:30 już 

planowała zakończenie bo przecież za pół godziny rozpoczyna się jej przerwa. Im bliżej lunchu tym ruchy szybsze i bardziej skoordynowane. Mieliśmy obawy czy uda nam się ją przekonać do minimalnego wysiłku tak abyśmy mogli stanąć na halte fluviale a nie w komorze śluzy w pełnym słońcu. Stanowczość kapitana wygrała a dziewczę za karę utknęło z nami z ostatniej śluzie na dobre pół godziny bo coś zdecydowanie szło nie tak.

Kanał Burgundzki z każdym kilometrem staje się coraz bardziej malowniczy. Powoli po jednej ze stron pojawiają się niewielkie wzgórza. Widać na zboczach przepiękny, żółty piaskowiec. No mieli i mają z czego budować. Szerokość kanału nie przekracza 15-17 m ale właściwy szlak gdzie nie ma na powierzchni roślin to najwyżej 6-8 m. Jak tu się minąć z barka komercyjną , którą spotkaliśmy w porcie Ravieres? Na szczęście to jedyna barka a ruch turystyczny jest mały bo firma czarterująca łodzie na kanale ma w tym roku jakieś problemy o czym dowiedzieliśmy się od pani śluzowej. Głębokość kanału to 1,5-2 metrów ale przy brzegu spada poniżej metra. Lepiej nie zbliżać się do brzegu na mniej niż 2 m chyba, że w miejscach postojowych a i to ostrożnie.

Od przerwy lunchowej mamy nową śluzową, która będzie nam asystowała do końca dzisiejszej trasy. Jest operatywna, mówi po angielsku i widać, że lubi swoją pracę. Na kilku śluzach korbką kręcić pomaga nawet sam Kapitan. Wiadomo … Całą trasę przechodzimy sami, nie mija nas po drodze żadna łódź. Kanał jest na tym odcinku „zaroślinkowany” ale centralnie można płynąć bez konieczności czyszczenia śruby. Pogoda dzisiaj nam sprzyja – mamy komfortowe 28 stopni i taki stan mógłby się utrzymać, niestety w prognozach na najbliższe dni widać 36. Obsługa kanału jest od wczoraj sfeminizowana – u nas było: kobiety na traktory a tutaj mamy wydanie francuskie: kobiety na śluzy.

Kiedy dopływamy do Ravieres z naprzeciwka płyną dwie spore łodzie, które ewidentnie mają zamiar również tutaj zacumować. Rozpoczynamy wyścig o dobrą miejscówkę, który niechcący wygrywamy. Stanęliśmy w miejscu, które na początku niezbyt nam się podobało ale za to mamy prąd i wodę. Upatrzone wcześniej miejsce nie miało słupków. Miejscowość jest malutka, ma raczej wiejski charakter, oprócz starych uliczek i niebyt dobrze zaopatrzonego sklepu nie ma tutaj nic. Za to w sąsiedniej wiosce jest zamek, który wyruszamy zobaczyć wieczorową porą.

Chatou Nuits powstał w XVIII w., na miejscu dawnej warowni. Ma elegancką symetryczną fasadę i starannie utrzymany park. Wnętrza zamku kryją oryginalne meble, portrety oraz bibliotekę. Od pokoleń pozostaje w rękach tej samej rodziny, której członkowie często oprowadzają turystów po zabytkowych wnętrzach. Mimo, że jest to prywatna rezydencja można ją zwiedzać co nas niestety znowu ominie. W zamku kręcono sceny wielu filmów między innymi Wielkiej włóczęgi z Louis de Funes i Bourvilem. Okolice zamku są bardzo klimatyczne.

Szlak wzdłuż kanału jest przygotowany dla rowerzystów, których sporo można spotkać po drodze. Przy śluzach oraz w ładnych widokowo lokalizacjach są dla nich przygotowane miejsca na odpoczynek.

Nasze halte fluviale jest bardzo spokojne, jest kilka ławeczek w zacienionym miejscu, prąd, woda i jest bezpłatne. Brzeg niestety jest mocno zarośnięty, jest też płytko i gdyby nie podniesiony silnik uszkodzenie śruby byłoby murowane. Wieczór spędzamy ze Sławkiem Borewiczem.

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *