10.07.2025
W czwartkowy poranek udajemy się na zbadanie sytuacji po drugiej stronie tunelu. Przed pierwszą śluzą teren jest uprzątnięty, widzimy tez samochody ciężarowe z logiem VNF załadowane dużymi pniakami drzew. Przed śluzą numer 8S, która jest ostatnią działającą na tę chwilę śluzą po tamtej stronie tunelu na przejście oczekuje 9 łodzi. Udajemy się na inspekcję wzdłuż kanału – wygląda na to, że jest czysto. Mamy nadzieję, że termin 15 lipca będzie już ostatecznym terminem otwarcia tunelu. Pytanie tylko czemu nie jutro? Odpowiedź jest prosta. Mamy weekend a poniedziałek 14.07 to święto Bastylii. No tak, po trudach trzeba odpocząć. Nasi holenderscy przyjaciele (gdy im o tym napisałem) nazwali to francuskim akcentem co oznacza, że francuz może zrobić coś jutro ale dziś na pewno tego nie zrobi
W odległości 5 km od śluzy znajduje się Chateau Commarin – cel naszej wycieczki. To jedna z nielicznych rezydencji szlacheckich w regionie, która nigdy nie została zniszczona – przetrwała średniowiecze, rewolucję francuską i obie wojny światowe. Od ponad 900 lat zamek należy do tej samej rodziny – najpierw do rodu Cortemblin, potem do ich potomków.
Wnętrza udostępnione do zwiedzania są wyjątkowo autentyczne. Całość otoczona jest szeroką, wypełnioną fosą a w ogrodach jest ogromny półkolisty staw. W zamku wychowywał się Talleyrand – słynny polityk i dyplomata czasów Napoleona. Był związany z rodziną właścicieli i spędził tu młodość. Właściciele udostępnią do zwiedzania: stajnię, kuchnię, kaplicę oraz część apartamentów. Do ogrodów można zabrać ze sobą psa.
Jako ostatni punkt wycieczki obieramy małą wioskę Mont-Saint-Jean. Wioska oferuje przepiękny widok na okoliczne wzgórza Cote-d’Or i średniowieczny klimat. Niestety to wszystko bowiem atrakcje jakie chcieliśmy zobaczyć były zamknięte. Na terenie wioski znajduje się stary szpital z XVI w., udzielający pomocy ubogim i pielgrzymom wewnątrz którego znajduje się muzeum medyczne i bardzo nam szkoda, że nie udało nam się wejść do środka.
Zamek królujący nad wioską jest w rękach prywatnych więc można go oglądać tylko z zewnątrz a średniowieczny kościół również był zamknięty. W uroczej restauracji nie dane było nam odpocząć w upale bowiem restauracja napoi nie serwuje – wyłącznie jedzenie. No, Francja!!! No szkoda a było zupełnie pusto.
W drodze do portu mijamy sporych rozmiarów pole golfowe, które dysponuje hotelem zlokalizowanym a jakże w zamku. Cena za pobyt jest arystokratyczna – 200 e za dobę, golf płatny dodatkowo. Nie bez powodu mówi się, że golf to bardzo drogi sport. Kapitan wszedł do środka. Ekskluzywne wnętrza, rozległe spa.
Ponieważ w piątek musimy zdać samochód robimy spore zakupy spożywcze na kolejne dni. Optymizm Kapitana jest porażający, zakłada nawet wcześniejsze otwarcie szlaku a co za tym idzie wzmożone prace związane z odgruzowaniem łodzi. Burgundię uważamy za zwiedzoną bardzo porządnie ale chcemy już płynąć dalej.












