16.07.2025
Ecluse 71 d’Aiserey– Chalon-sur-Soane: odległość 71 km (z tego 10 km kanałem), 8 śluz (6 w kanale), czas 9h.
Po dwudziestu pięciu dniach opuszczamy Kanał Burgundzki! W tym czasie 15 dni spędziliśmy na wymuszonym postoju zwiedzając Burgundię od strony lądu. Przez ostatnie dwa dni odliczaliśmy kolejne śluzy do tej ostatniej z numerem 76S, za którą wpływa się na szeroką rzekę Saonę.
W ciągu dwóch ostatnich dni pokonywaliśmy niewielkie odcinki, pojawiło się też sporo barek czterdziestometrowych, które kompletnie blokują ruch na kanale. Płyną bardzo powoli a ich śluzowanie też trwa długo. W oczekiwaniu na ich przejście wszystkie łodzie muszą dobić do brzegu bo mijanka jest obarczona ryzykiem. Brzegi kanału nie są w najlepszym stanie i potrafi być płytko toteż zawsze trzeba bardzo powoli wykonywać manewry i sprawdzać czy jest bezpiecznie. A wszystko to trwa. W trakcie takiego wymuszonego postoju doganiają nas łodzie cumujące z nami po katastrofie przed tunelem – znaczy się trafili na lepszych śluzowych bo mieliśmy nad nimi dzień przewagi. Dzisiejszą noc spędziliśmy z naszymi towarzyszami podróży przed śluzą, gdzie pracownicy VNF zakończyli dzień pracy. Specjalne śledzie do cumowania znowu idą w ruch. Przed śluzą nie ma miejsca postojowego a o infrastrukturze nawet nie ma co marzyć. Nowa kuchenka gazowa jak znalazł.
Przepłynęliśmy zatem 242 km najsłynniejszym kanałem we Francji pokonując 189 śluz. Od punktu początkowego w Migennes do najwyższego punktu czyli tunelu podnieśliśmy się 298 m w górę a ze szczytu do Saint-Jean-Losne opuściliśmy się 198 m w dół. Łączna różnica poziomów pokonywana przez śluzy na cały kanale to 496 m. Przeprawa przez kanał jest męcząca bowiem wszystkie śluzy obsługiwane są ręcznie. Bywały odcinki, które przechodziliśmy bardzo sprawnie ale zawsze zależy to od śluzowych – ich organizacji pracy i dobrej woli. Planowanie trasy bywa czasem zbędne – obsługa potrafi poinformować, że kończy pracę w danym punkcie i na nic błagalne prośby, wsiadają na motorki i see you tomorrow. Nigdy nie rozpoczynają pracy punktualnie, zawsze kończą ją wcześniej a przerwa obiadowa jest święta.
Utrzymanie kanału pochłania ogromne pieniądze i wymaga dotacji państwa. Co roku w okresie jesienno zimowym przeprowadzane są niezbędne prace konserwacyjne ale od lat planowano zamknięcie najbardziej newralgicznego odcinka czyli w rejonie tunelu pozostawiając tylko jego końcówki jako martwe odnogi dla turystyki. Po licznych protestach lokalnych samorządów oraz organizacji turystycznych kanał pozostanie otwarty dla turystyki. Na całej długości kanału nie ma dobrze rozwiniętej infrastruktury dla wodniaków. Bywają dobre przystanie ale w większości są tylko miejsca oznaczone jako postojowe gdzie jest prąd i woda ale też nie zawsze. Na całej trasie kanału wiedzieliśmy tylko jedną odsysarkę nieczystości. Odcinki początkowe kanału są bardzo zarośnięte. W północnej części kanału brzegi są skośne więc w przypadku łodzi takiej jak nasza zacumowanie na postój nawet chwilowy jest niemożliwe. Bez sterów strumieniowych nie ma co się tutaj wybierać. W przeciwnym razie gwarantujemy przednią zabawę. Na dalszym odcinku brzegi są już częściowo zmodernizowane ale bywają kamieniste podejścia a i z głębokością bywa różnie. Wszystkie śluzy mają takie same wymiary i wbrew pozorom przeprawa nie jest łatwa bo mają duży zrzut wody oraz małą ilość polerów, których rozstaw jest przystosowany do barek a nie mniejszych łodzi turystycznych. Nie ma poczekalni przed śluzami więc czekanie na otwarcie wrót to czas, kiedy sternik musi wykazać się swoimi umiejętnościami. Domki śluzowych a jest ich tyle ile śluz czyli 189 w większości należą do VNF ale część została sprzedana i mieszkają w niej ludzie, którzy kochają kanałową atmosferę. Są urocze. W tych należących do VNF znajdują się metrowe, brązowe „grzybki”, w których znajduje się gniazdko elektryczne. Wystarczy tylko zdjąć kopułę i voila – mamy prąd. Wzdłuż kanału biegnie świetnie przygotowana ścieżka rowerowa. Dla mniej zorganizowanych cyklistów postawiono tablice gdzie znajdą informacje o pobliskich atrakcjach, odległościach do nich oraz wpisy o historii kanału. Zadbano również o kameralne miejsca na odpoczynek.
Generalnie kanał Burgundzki płynąc przez Francję trzeba zobaczyć. Sama Burgundia z zamkami, których zobaczyliśmy kilkanaście oraz swoimi kilkuwiekowymi, nierzadko średniowiecznymi wioskami jest niepowtarzalna, wręcz bajkowa. Ale przez huragan spędziliśmy tu 25 dni z czego płynęliśmy tylko 11. Ten przymusowy postój był o tydzień za długi dlatego czujemy się troszkę zmęczeni. Ale z drugiej strony nie zobaczylibyśmy tyle gdyby nie ta „katastrofa’ i wypożyczony samochód.
Na Saonie, na którą wpłynęliśmy z kanału mamy do pokonania dziś dwie śluzy. Tym razem są to już duże, przemysłowe komory. Obowiązkowo trzeba mieć na sobie kapoki. Sama przeprawa idzie bardzo sprawnie. Rzeka ma szerokość około 150-200 m oraz głębokość do 7 m. Jest głównym dopływem Rodanu, który poprowadzi nas do morza. Po drodze mijamy zaledwie kilka łodzi i kilka motorówek w okolicach miasteczek.
Płyniemy do Chalon-sur-Soane – miasteczka, które znane jest z tego, że mieszkał tutaj wynalazca fotografii Joseph Niepce. To tutaj wykonał w 1826 r. najstarszą znana fotografię „ Widok z okna La Gras”. Marina jest duża, prawie pełna ale mamy miejsce. Jest wszystko co potrzeba. Koszt postoju wynosi 19e w tym prąd, woda, śmieci i sanitariaty.
