17.07.2025

Chalon-sur-Saona – Macon: odległość 60 km, 1 śluza, czas 6,5 h.

Saona nas zachwyca – jest po prostu piękna. Szeroka na 150-200m z pięknymi brzegami. Mijamy wiele kameralnych plaż zachęcających do wypoczynku nad wodą, są też pomosty z prawdziwego zdarzenia, gdzie można przystanąć. Z uroków rzeki korzystają też … krowy – co rusz widzimy stada pasące się nad wodą. Niektóre nawet zażywają kąpieli.

Saona jest rzeką „powodziową” – wiosną i jesienią po deszczach poziom wody może wzrosnąć nawet o kilka metrów w stosunku do niskiego stanu w lecie. W Lyonie różnica często wynosi 5-7 m. Stąd znaki żeglugowe wyznaczające szlak to wysokie na kilka metrów słupy. Muszą być one widoczne nawet wtedy, gdy woda jest wysoka. Na słupkach widoczne są też tablice pokazujące dopuszczalne maksymalne poziomy wody dla bezpiecznej żeglugi. I – najniższy poziom wody: oznacza, że rzeka jest żeglowna w warunkach niskiej wody, głębokości mogą być minimalne. II – normalny poziom wody, żegluga bez ograniczeń. III – stan powodziowy, żegluga zamknięta lub tylko dla statków z uprawnieniami. Jak widać, płyniemy w stanie bardzo niskiego poziomu wody a głębokość to 4-6 metrów.

Płyniemy cały czas z prądem więc prędkość i spalanie są na poziomie zadowalającym Kapitana. Nurt rzeki jest umiarkowany, należy ściśle trzymać się szlaku bo brzegi są płytkie, bywają też bagniste. Śluzy są duże 180×12 m i przechodzimy przez nie jak burza, jesteśmy sami. Na nocleg przybijamy do dużego portu w Macon. W porcie znajduje się 425 miejsc cumowniczych, jest stacja paliw – automat na kartę, dźwig, slip i niezły serwis Yamahy i Suzuki. Po raz pierwszy jutro rano zatankujemy w porcie. To duża ulga gdy nie ma potrzeby jechać po paliwo rowerem. Taki port widzimy po raz pierwszy we Francji. Wszystkie pomosty są pływające z uwagi na zmienny poziom wody. Osadzone są na wysokich słupach i w miarę podwyższania się poziomu wody unoszą się razem z nią. Podobnie jak w portach nad morzem Północnym w trakcie przypływu. W cenie 19 e mamy prąd, wodę i węzeł sanitarny. Wejście na keję chroni bramka, na terenie portu jest też restauracja, do której wieczorem zjechało chyba połowę mieszkańców Macon. My zjedliśmy wcześniej bo do 19 umarlibyśmy z głodu. Majtek zjadł lody na deser a Kapitan wypił drinka z rumem jak przystało na kapitana. Wokół biegnie piękna ścieżka spacerowa, którą można w ciągu 20 minut dotrzeć do miasta. Macon to stare miasto z dwutysięczną historią ale w wyniku wojen religijnych było wielokrotnie zniszczone. Niewiele zachowało się w nim ciekawych budowli. Rezygnujemy ze zwiedzania z uwagi na Ajrę – w ubiegłym tygodniu zaczęła nam mocno utykać, jest po kuracji i nie chcemy jej zbytnio forsować.

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *