10.08.2025
Beziers-Argens: odległość 55 km, śluzy 3 w tym zespół śluz Fonserannes, czas 10 h
Z samego rana przestawiamy łódkę pod wejście do śluzy tak by przejść ją jako pierwsi bowiem przed nami zespół śluz Fonserannes na pokonanie którego potrzeba 50 min. Ruch jest jednokierunkowy więc jeżeli źle się trafi i dodatkowo kolejka oczekujących jest spora można stracić nawet dwie godziny czasu. Po dopłynięciu mamy czerwone światło więc czekamy, jesteśmy drudzy w kolejności a do komory wchodzą trzy łodzie.
Zespół śluz jest najbardziej imponującym dziełem inżynierii kanałowej XVII wieku zaprojektowanym przez Pierre’a Paula Riqueta. Pierwotnie składał się z 8 komór śluzowych ułożonych schodkowo a górny basen liczony był jako 9. Na odcinku o długości 300m pokonuje się różnicę poziomów 21,5m. Dzisiaj system obejmuje 7 działających śluz i jest najczęściej fotografowanym obiektem na Kanale Południowym. Jak to działa? Wpływamy do pierwszej komory, wrota za nami się zamykają a kilka górnych jest otwartych. Do komory wlewa się woda (zrzut jest bardzo duży) i podnosimy się do góry. Na polecenie śluzowego przepływamy do kolejnej komory i proces się powtarza.
Do komory zmieściły się trzy łodzie, zawsze jedna osoba musi być na zewnątrz aby odbierać cumy. Na Hooku tą zaszczytną funkcję pełnił Alan. W przeciwieństwie do Kanału Burgundzkiego, gdzie śluzowi są bardzo pomocni i sami proponują odebranie cum w sytuacji gdzie jest duża różnica poziomów na Kanale Południowym na pomoc liczyć nie można. Gdybyśmy pokonywali te śluzy sami mielibyśmy spory problem. W drodze powrotnej proces będzie zdecydowanie łatwiejszy bo będziemy wpływać do pełnego basenu i schodzić w dół. Przed każdą śluzą należy stanąć (na szczęście są przygotowane poczekalnie), podejść do śluzowego i zgłosić przeprawę.
Jest niewiarygodnie gorąco, mamy 42 stopnie, po nocy bez prądu lodówka postanowiła się sama rozmrozić. Krajobraz nieco się zmienia jednak na tym etapie nadal nas nie zachwyca gdy porównujemy go z Burgundzkim. Jest wąsko, miejscami 15-16 m i płytko ,czasami nawet 1,4 m. Odcinek do Capestangu słynął ze szpaleru platanów, niestety po drzewach zostało już dzisiaj tylko wspomnienie i zdjęcia. Psi patrol spędza praktycznie cały dzień w kamizelkach.
Zaplanowaliśmy postój w malutkim Le Somail jednak nie udało nam się znaleźć żadnego miejsca do cumowania. Całe nabrzeże zostało opanowane przez firmę czarterową. Płyniemy zatem dalej do Argens gdzie wedle map powinien być port z prawdziwego zdarzenia. Bardzo potrzebujemy prądu i wody. Mamy do pokonania jeszcze jedną śluzę i po dwóch godzinach cumujemy. Port należy do firmy czarterowej, nie ma nikogo z obsługi za to ku naszej radości są media.
Wieczór w restauracji rekompensuje nam trudy dnia. Pierwszy raz trafiliśmy na dania, które bardzo, ale to bardzo nas usatysfakcjonowały. Nad wioską króluje chateau d’Argens Minervois. Zamek znajduje się w rekach prywatnych ale stanowi urokliwą atrakcję, którą można obejść i podziwiać z zewnątrz.
