21.09.2025
Hofkirchen – Schlogen: odległość 70 km, 2 śluzy, 7 h ( z czego na śluzach 1:30).
W niedzielny poranek kiedy cała marina jeszcze śpi, my ruszamy dalej kierując się na Linz. Przed nami dwie śluzy, które są jeszcze obsługiwane przez niemieckich operatorów. Na pierwszej spędzamy ponad godzinę oczekując na przejście big shipa. Przed śluzą znajduje się poczekalnia z domofonem, przez który otrzymujemy komunikat o możliwości wejścia do basenu.
Po 20 kilometrach wpływamy na ogromną głębię, nasz wskaźnik odczytuje 65 m po czym po stosunkowo krótkim odcinku mamy ponownie odczyt na poziomie 4 m. Głębokość Dunaju jest zmienna i jest sezonowa, zależy od topnienia śniegów a Alpach i opadów a ten odcinek jest wyjątkowy. Największe głębokości znajdują się na granicy Serbii i Rumunii – tam dno sięga nawet 80 m.
Mijamy barwne Passau (czyli Pasawę), miejsce gdzie rozpoczynają się rejsy wycieczkowcami, które opanowały większość nabrzeża. W Passau łączą się trzy rzeki: Dunaj, In, Ilz i od tego momentu kolor Dunaju jest już tylko zielony a widoki roztaczające się wokół są spektakularne. Co raz mijamy małe wioski, w których można znaleźć miejsca postojowe z klimatycznymi gasthofami.
Na długim odcinku Dunaj stanowi granicę państw: po prawej stronie mamy Austrię a po lewej Niemcy. Panuje tutaj duży ruch na wodzie a wielkie wycieczkowce co rusz tworzą spore fale. Kilometr za drugą śluzą oba brzegi należą już tylko do Austrii. Na wodnej granicy kręci się policyjny patrol, który po chwili obserwacji podpływa do nas i mamy kontrolę. Ponoć nie mogli zobaczyć numeru łodzi ale chyba ciekawość polskiej bandery ich zjadła. Sprawdzane są dokumenty łodzi, uprawnienia oraz trzeźwość Kapitana. Jest bardzo uprzejmie. Kontrola wypada pomyślnie. To druga taka kontrola po francuskiej.
Dzisiejszy postój mamy zaplanowany w Schlogen, miejscu gdzie znajduje się słynne zakole Dunaju. Rzeka dwukrotnie zmienia kierunek, niemal o 180 stopni tworząc efektowne „S” w krajobrazie. Jest tu specjalny punkt widokowy do którego można dotrzeć pieszo (40 minut wspinaczki) ale my przybijamy zbyt późno by wybrać się na taką wycieczkę. Pozostaje nam podziwianie zakola z perspektywy rzeki i lądu. Zresztą tak naprawdę Dunaj i jego wzgórza na brzegach trzeba oglądać z poziomu rzeki i to mamy.
Port jest spory, mamy wygodne pomosty, stację nawodną i widoki jakich nigdzie indziej.
Schlogen to raczej baza wypadowa niż miasteczko, znajdują się tutaj hotele, pensjonaty i restauracje. W miejscu gdzie dzisiaj na zakolu rzeki jest hotel stał kiedyś fort, którego budowa datowana jest na 170 r n.e. Obok restauracji na wzgórzu znajdują się ruiny dawnej rzymskiej łaźni. Cały teren jest pięknie zadbany, jak to w Austrii, wszystko jest opisane, ścieżki oznaczone.
Z postój w porcie płacimy 31 e, benzyna w nawodnej stacji ku naszemu zaskoczeniu kosztuje tyle samo ile w tradycyjnej, naziemnej: 1,7 e. Czyli można normalnie.
