Cztery dni na Wiedeń to niewiele więc ograniczamy się do niezbędnego minimum. Z hotelu do centrum docieramy spacerem, po drodze mijamy sławny zegar Ankenuhr, który ozdabia mostek przechodzący nad jedną z uliczek. Zegar składa się z dwunastu ruchomych figur związanych z historią Wiednia, które powoli przemieszczają się a pełen występ odbywa się o 12. Niestety nie wbiliśmy się czasowo.
Ruszamy w kierunku katedry św. Szczepana. Jej charakterystyczny dach pokryty jest kolorową mozaiką a najwyższa wieża wznosi ponad 136 m. Część katedry dostępna jest do zwiedzenia bezpłatnie, na wieże, katakumby, skarbiec i wnętrze katedry należy zakupić bilet.
Nie sposób pominąć najsławniejszej ulicy Wiednia czyli luksusowej Graben pełnej markowych sklepów i pięknych kamienic. Od lat 70 ulica funkcjonuje jako deptak i jest to jedno z najbardziej przyjaznych miejsc spacerowych w centrum Wiednia z licznymi kafejkami.
Na Graben znajduje się słynna kolumna morowa – wotywny pomnik ku czci Trójcy Świętej ufundowany przez cesarza Leopolda I w podzięce za zakończenie epidemii dżumy. W miejscu gdzie stoi grzebano kiedyś zwłoki pomarłych od zarazy.
Pośród wąskich ulic Wiednia wyrasta biało-żólta fasada kościoła św. Piotra wzorowana na sławnej rzymskiej bazylice. Wnętrze jest przepiękne z barokowymi zdobieniami.
W nieodległym, niepozornym kościele Kapucynów znajdują się grobowce Habsburgów, między innymi Sisi i Franca Jozefa.
Hofburg to miasto w mieście – na jego terenie znajduje się 18 budynków oraz rozległe tereny parkowe. Znajduje się tutaj siedziba prezydenta Austrii, centrum kongresowe, budynki rządowe, muzea, Hiszpańska Dworska Szkoła Jazdy i Biblioteka Narodowa.
Dziedzińce Hofburga są ogólnodostępne, po całym kompleksie można spacerować o każdej porze dnia i nocy. Pozostałe atrakcje są płatne, my decydujemy się na zwiedzenie muzeum Sisi. Bilety kupuje się na określoną godzinę wejścia a ponieważ mamy dwie godziny czasu pędzimy do hotelu Sacher na słynny torcik czekoladowy.
Kolejka do restauracji jest spora ale można szybciej spałaszować torcik w zewnętrznym ogródku. Naszym zdaniem ciasteczko smakiem nie powala ale być i nie spróbować to grzech.
Mijamy budynek opery ale podziwiać możemy go tylko z zewnątrz, bowiem bilety na zwiedzanie należy rezerwować wcześniej – na ten weekend wolnych miejsc brak.
Z budynków stajennych spoglądają na nas ciekawskie koniki z Dworskiej Szkoły Jazdy. Bilety na ich poranne treningi tez trzeba rezerwować z wyprzedzeniem a ich pokazy określane są mianem baletu koni, ponieważ ruchy koników odbywają się w takt muzyki. Szkoła działa od XVI w, dawniej trenowano tutaj wyłącznie cesarskie konie.
Na Sisi należy przeznaczyć minimum godzinę. Muzeum zwiedza się z polskim audio-przewodnikiem. Można zobaczyć cesarskie apartamenty, suknie, biżuterię, portrety i inne pamiątki związane ze sławną cesarzową.
Wiedeń architekturą kamienic, bogactwem ich wystroju jak zawsze powala na kolana. Białe dorożki z turystami przypominają Kraków. Podobieństwa są widoczne ale dziesiątki markowych sklepów począwszy od Diora skończywszy na Rolexie zlokalizowane jeden za drugim w spacerowym centrum miasta robią różnicę.
Obiad pałaszujemy na Praterze w upatrzonej wczoraj restauracji. Początkowa myśl o sznyclu wiedeńskim przegrała z pysznym sandaczem.
I na koniec Kapitan cieszył się pierwszą w tym sezonie wygraną Piasta z Termalicą 4:2.