30.09.2025
Wiedeń – Bratysława: odległość 61 km , 1 śluza, czas 6 h.
We wtorkowy poranek żegnamy się z Wiedniem i wypływamy z portu by pokonać ostatni odcinek drogi wodnej tego rejsu. Nie ma obijania się bo mamy przed sobą sporo pracy – musimy zapakować niezbędne rzeczy osobiste i przygotować Hooka w daleką podróż do domu.
Ostatnią śluzę przechodzimy „z marszu” a na Dunaju panuje wyjątkowo duży ruch. Na pograniczu austriacko – słowackim mijamy przepiękny zamek Devin – to jedna z najstarszych i najważniejszych twierdz na Słowacji. Zamek został zniszczony przez wojska napoleońskie i od tego czasu pozostaje bardzo urokliwą ruiną. U podnóża zamku stoją wycieczkowce, małe łodzie zapewne również mogą się tu na chwilę zatrzymać i podziwiać ten narodowy skarb Słowacji.
Port w Bratysławie jest typowym portem przemysłowym zlokalizowanym na terenie stoczni. Nie ma nabrzeża do którego możemy przybić więc nasz operator dźwigowy wskazuje nam mocowanie do burty remontowanej barki. Wyjście z Ajrą na spacer okazuje się nie lada wyzwaniem: musimy podsadzić ją do forpika, następnie po schodkach wprowadzić na trap, z trapu musi przejść na barkę i kolejnym pomostem na ląd. Miejsce z całą pewnością nie jest malownicze ale jest bezpiecznie i w bonusie mamy darmowy prąd. Podniesienie Hooka z wody ustalamy na godzinę 9.
Późnym popołudniem do portu dociera kierowca z naczepą, który również spędzi noc w porcie. Tuż za bramą stoczni, przy ścieżce rowerowej odkrywamy mały bar dla cyklistów i przy późnym obiedzie omawiamy szczegóły transportu. Kiedy Kapitan układa się wyjątkowo szybko na spoczynek majtek stale nasłuchuje odgłosów działającej pompy zęzowej. Patrol nocny nie przynosi odpowiedzi na pytanie co się dzieje więc majtek czuwa. Rankiem wszystko staje się jasne – ostatniej nocy tego rejsu złączka w bojlerze odmówiła współpracy z system wodnym na łodzi i cała zawartość zbiorników wody a jest tego 300 l wylała się do zęzy. Czyż nie jesteśmy szczęściarzami? Taka awaria kilka dni wcześniej okazałaby się gigantycznym problemem. Podjęcie łodzi przez olbrzymi dźwig poszło bardzo sprawnie i o godzinie 11 nasz Hook odjechał do domu, bez nas oczywiście. Nasza droga powrotna podzielona jest na dwa etapy: pierwszy prowadzi do Gliwic i docieramy tam samochodem przyjaciół, którzy przyjechali po nas do Bratysławy. Następnego dnia rano w czwartek 2.10. wyruszamy do domu samochodem Jarka i o 16 przy użyciu dźwigu wodujemy w porcie w Bogaczewie naszą łódź. Mamy happy end.
