Planując półroczną podróż wiedzieliśmy, że Ajra popłynie z nami – rozstanie na tak długi okres nie wchodziło w grę. Posiadanie psa wbrew powszechnej opinii nie pozbawia nas możliwości podróżowania, czasem tylko wymaga lepszej organizacji. A jak to wyglądało?
Psie przygotowania rozpoczęliśmy od paszportu – musi się w nim znaleźć wpis o aktualnych szczepieniach. W czasie całej podróży nikt nas nie skontrolował na tę okoliczność ale mamy go i pamiętamy bo co roku znalazł się w nim stosowny wpis (robi się to w tym samy dniu kiedy szczepi psa).
Dalej – psia apteczka. Znalazło się w niej wszystko to, co możemy sami podać by udzielić pomocy kudłatej: leki przeciwbólowe, przeciwbiegunkowe, krople do oczu, preparaty na kleszcze, odrobaczanie oraz zestaw opatrunków. Na południu Europy, gdzie panują wysokie temperatury komary oraz moskity przenoszą wiele chorób więc konieczna jest profilaktyka przeciw pasożytom.
Jedzonko – Ajra jest alergikiem, więc na cały czas trwania podróży miała zabezpieczoną swoją karmę.
Jak południe to wysokie temperatury – nabyliśmy specjalną kamizelkę chłodzącą dzięki której nasza psica przetrwała dwie fale upałów we Francji. Dobra kamizelka zapewnia obniżenie temperatury nawet o 15 stopni i utrzymuje komfort termiczny do 5 godzin.
W kwestii bezpieczeństwa sprawdziliśmy przed wyjazdem czy chip jest na swoim miejscu, czy dane zapisane w bazie są prawidłowe a na nowej obroży znalazły się nasze numery telefonów poprzedzone prefiksem. W czasie kiedy płynęliśmy po bardziej niespokojnych wodach zawsze ubieraliśmy ją w kapok. Pies potrafi pływać ale wyciągnięcie owczarka z wody to już poważny problem.
Pies, który od szczeniaka był socjalizowany w nowych warunkach radzi sobie świetnie. Ajra zwiedziła z nami Berlin, Amsterdam i Brukselę, tylko w Paryżu i Wiedniu na czas zwiedzania spędzała czas w pokoju hotelowym. Do większości restauracji można dzisiaj wejść z psem – nadmienię tylko, że Ajra zawsze obsługiwana jest pierwsza 🙂 Znalezienie hotelu, który jest przyjazny zwierzętom też nie stanowi dużego problemu ale czasem wiąże się poniesieniem dodatkowej opłaty. Ajra, która podróżuje z nami od szczeniaka świetnie radzi sobie w metrze, pociągu, autobusie, kolejce górskiej czy w przyczepce rowerowej, nie są jej straszne zatłoczone ulice. Łódź to jakby drugi dom, mam tam swoją kanapę z widokiem i ukochaną zabawkę. Zabytki, do których pies nie ma wstępu a nie wymagają długiej wizyty zwiedzaliśmy na zmianę. Czasem bywa tak, że trafia się na miłośników zwierząt, którzy chętnie psa przypilnują – piękny zamek w Burgundii zwiedziliśmy dzięki uprzejmości pani ze sklepiku z lokalnymi produktami. W rewanżu zrobiliśmy u niej całkiem niezłe zakupy. Tak więc bez obaw – podróżowanie psem nie jest trudne.
