13 czerwca 2024 r.
Dzisiejszy dzień był ciężki bo płynęliśmy 6 godzin. Pokonaliśmy trasę z Miłomłynu do Buczyńca o długości 36,6 km.
Tuż po wejściu na kanał w kierunku Elbląga po lewej stronie znajduje się duży basen portowy, którego nie znaleźliśmy na mapach a może chyba być alternatywą dla Przystani na Wyspie gdyby okazało się, że brakuje wolnych miejsc. Nie jest tak urokliwie ale gdyby nie było wyboru to dobrze o tym miejscu wiedzieć.
Szerokość toru wodnego wynosi zaledwie 10 metrów a samego kanału 20 do 30 metrów. Wpływamy na jezioro Ilińskie gdzie szlak wyznaczony jest bojami. W północno-zachodniej części wchodzimy do kanału i przed nami trzy małe jeziorka: Sopelek, Copka i Krebs. Na odcinku za Copką jest bardzo dziko, w kanale leży duże drzewo, które udaje nam się minąć bez szkody. Spośród wszystkich odcinków kanału jakie do tej pory minęliśmy w tym rządzi przyroda i jest bardzo, bardzo dziko.
Przy wejściu do zatoki Liksajny na jeziorze Ruda Woda leży kolejne drzewo. Postanawiamy zgłosić przeszkodę bowiem konary zajmują ponad połowę toru. Zadanie okazuje się nie być proste. Wody Polskie w Gdańsku odsyłają nas do Zlewni w Elblągu, ta z kolei do pochylni w Buczyńcu. Tu sympatyczny Pan kierownik przyjmuje zgłoszenie i prosi o wysłanie zdjęcia przeszkody. Dowiadujemy się też od niego, że możemy zacumować w Buczyńcu i dostaniemy prąd. Wpływamy na jezioro Ruda Woda – jest bardzo długie- ma ponad 12 km, szlak żeglowny wyznaczony jest przez boje ale są one ustawione naprzemiennie na dużych odległościach, przy brzegach jeziora. Zastanawiamy się, czy czy w tym wypadku tor biegnie całą szerokością jeziora czy też należy płynąć od boi do boi jak na rzece. Przeczytaliśmy, że na jeziorze są podwodne wyspy. Wątpliwości rozwiewa telefon do przyjaciela – tor biegnie całą szerokością.
Jezioro jest głębokie na 28m więc raczej jest bezpiecznie. Zaraz po wejściu na jezioro po prawej stronie znajduje się Osada Borsuka i również nie jest oznaczona na mapach. Jest tam niemały pomost, przy którym może zacumować kilka łodzi, pole namiotowe, prąd ale konieczny dłuższy przedłużacz, prysznice i wc. Wodę można pobrać z ośrodka i przelać do zbiorników. Tel. 510 523 524. Jest to mniej więcej godzinę i kwadrans od Miłomłyna. Jezioro jest bardzo ładne, brzegi mocno porośnięte lasami, od momentu wypłynięcia mijamy teraz pierwszą łódkę zacumowaną w malutkiej leśnej zatoczce, Na końcu Rudej Wody mijamy Wilamowo – jest tu mały pomost, bar i pole namiotowe. Wpływamy do kanału – będziemy mijali słynny Zajad pod Kłobukiem. Odbyły się to Kuchenne Rewolucje, jest pyszne jedzenie a nazwę wymyślił Pan Nienacki. W czasie budowy kanału budynek był wynajmowany przez G.J.Steenke i jako jedyny przetrwał do dziś, bowiem inne domy związane z obecnością budowniczego nie przetrwały. My jednak nie skosztujemy specjałów szefa kuchni bowiem przed nami jeszcze szmat drogi. Kanałem wpływamy na jezioro Sambrodzkie i znowu kanał. Dalej jezioro Piniewskie. Jest mocno zarośnięte. Planowaliśmy nocleg w Folwarku Karczemka oznaczonym jako Gościniec Kanału Elbląskiego jednak nie podjęliśmy ryzyka. Pomościk znajduje się jakieś 40m na na lewo od wyjścia z kanału na jezioro Piniewskie i aby do niego dopłynąć trzeba przebić się przez roślinki ale jest to wykonalne.
Przed nami znowu kanał – długi na 6km i najbardziej zarośnięty. Szerokość tortu wynosi zaledwie 3-4 m. Reszta to roślinki. Bardzo dłuży się ten odcinek. Kilkaset metrów przed pochylnią, mniej więcej na wysokości przystani białej floty Cyranka i Cyraneczka kanał robi się czysty i szeroki.
Dopływamy do Buczyńca. Stajemy zgodnie z uzyskaną wcześniej informacją po prawej stronie przed miejscem gdzie biała flota wykonuje manewr nawracania. Jest skrzynka z prądem. W Budynku maszynowni dostajemy ulotkę z informacją jak wjeżdżać na wózek. Pochylnie pracują do 7 do 19 a pierwsze rejsy pasażerskie zaczynają się po godzinie 8. Planujemy start przed 8 a czy się uda zobaczymy rano. Przemiły Pan Adam udziela nam jeszcze kilku wskazówek co do przeprawy. Udajemy się na spacer z Ajrą wzdłuż kanału i mamy jeszcze szansę zobaczyć powrót statku oraz samą konstrukcję wózka.
Na terenie pochylni nie ma restauracji, działa sezonowo bar ale jest zamknięty. Stołujemy się więc na Hook’u. Nie ma też zaplecza dla żeglarzy typu prysznice, wc na szczęście wszystko to mamy na łodzi. Nauczeni doświadczeniem wodę zatankowaliśmy przed wypłynięciem po korek, zbiorniki zapasowe również pełne stoją spokojnie pod pokładem.
Przebycie tego odcinka było bardzo męczące. Zrobiliśmy to w jeden dzień, bowiem po drodze nie ma żadnego sensownego miejsca z zapleczem, gdzie można by przystanąć i zostać na noc. Osada Borsuka znajdowała się zbyt blisko od Miłomłyna.
Tuż obok pochylni znajduje się pole dla kamperów i namiotów. Teren z pięknym drzewostanem, wiatami, hamakami. Dziś stało tam kilka kamperów – głównie na niemieckich rejestracjach – oraz dwa namioty. Jest prąd, słupki z wodą, miejsce do mycia naczyń. Parcele oddzielone są żywopłotem, więc można znaleźć bardzo kameralne miejsce na postój. Trawniki W trakcie budowy chyba jakiś mini bar.
W pobliżu pochylni znajduje się Izba Historii Kanału Elbląskiego. Czynna od 9 d0 17. Nie zdążyliśmy już jej odwiedzić a rano wypływamy wcześniej. Obok budynku maszynowni można zobaczyć wystawę elementów pochylni oraz pomnik Georga Jacoba Steenke, twórcy kanału Elbląskiego. Ciekawa jest jego historia bowiem odsłonięto go w 1872r w 50 lecie pracy G.J Steenke. Po II wojnie światowej jako że „niemiecki” zrzucono go z cokołu i tak sobie przeleżał w chaszczach do lat 80. Z inicjatywy mieszkańców został osadzony ponownie ale już ku czci holendra bo tylko tak się dało.



























