06-07.09.2025
Strasburg – Germersheim: odległość 92 km, 2 śluzy, czas 8:45 h.
Plan był taki by wypłynąć o 8 ale nie wyszło. Załoga była gotowa, łódka też ale wszystko popsuła mgła. Wypłynęliśmy z osłoniętego portu, w którym mgły nie było widać i czym prędzej zawróciliśmy. Na Renie widoczność była na kilkadziesiąt metrów. Płynęliśmy chwilę w szybkim nurcie z prędkością 16 km/h a po zawróceniu do portu i zwiększeniu mocy silnika ledwo udało się uzyskać 4 km/h. Odczekawszy godzinę po opadnięciu mgły ruszyliśmy w trasę, która przy ostatnich przebiegach wydawała się nie do pokonania w jeden dzień. A jednak – prąd jest tak silny, że płyniemy z prędkością 17 km/h. Był nawet rekord 18,5.
Mamy do przejścia dwie olbrzymie śluzy i tracimy na ich pokonanie 2,5 h. Baseny mają wymiary 270×24 m, więc samo napełnianie trwa bardzo długo a dodatkowo musimy ustąpić pierwszeństwa olbrzymim barkom. Niestety na Renie nie ma pontonów dla małych łodzi więc czekając cały czas musimy się kręcić przed wrotami. Dziś nie było na śluzach tak pięknie jak wczoraj.
Jest sobota, dopisuje piękna pogoda i na rzece pojawia się sporo łodzi turystycznych. Nie maleje ruch komercyjny i co chwilę mijają nas duże barki. Po wyjściu z drugiej śluzy d’Iffezheim rozpoczyna się dosyć trudny nawigacyjnie odcinek Renu. Tor jest momentami mocno zwężony, po obu stronach rzeki znajdują się progi regulujące rzekę widoczne tylko w nawigacji. Barki, które mijamy mają wystawione specjalne niebieskie tablice, które informują nas, że mamy je wymijać „niestandardowo” prawą burtą. Jest spory wiatr, ponad 20km/h i trzeba szukać bojek nawigacyjnych. Rodan ze swoimi wysokimi czerwonymi i zielonymi słupami jest nawigacyjnie idealny.
Po godzinie 16 opuszczamy Francję i wpływamy na wody niemieckie. Do tej pory cały czas płynęliśmy pograniczem mając po prawej stronie Niemcy a po lewej Francję. Au revoir la France – spędziliśmy tutaj dokładnie 99 dni.
Cumujemy w porcie należącym do klubu sportowego Germersheim i trafiamy na Mistrzostwa Niemiec w Match Race MS11 czyli taką wodną Formułę 1. Port jest sporych rozmiarów, ma szerokie wygodne pomosty, dostęp do prądu i wody, postój kosztuje 17e. Okolica jest raczej portowo-przemysłowa. Zawody trwają do 20 a później zabawa przenosi się do małego budynku klubowego.
Rano w niedzielę niespodzianka. Już w nocy wyłączyła się lodówka. A akumulatory mimo podłączenia do prądu były nienaładowane. Przetwornica 12/230V odmówiła współpracy co pozbawiało nas internetu. A co najgorsze silnik również miał problemy z uruchomieniem, ewidentnie z powodu słabego akumulatora. To już trochę niepokojące bo jest nowy. A co ciekawe napięcia na voltomierzach dobre. Nie chcieliśmy ryzykować na Renie i zostajemy do poniedziałku w porcie ładując akumulatory. Sprawdziliśmy instalacje. Wszystko wygląda dobrze. Przy okazji Kapitan sprawdził bojler. Niestety na jednej ze złączek powolutku kapie woda. Na razie to nie problem. Pompa zęzowa skutecznie ją eliminuje. To drugi poważniejszy problem po awarii bojlera trzy miesiące wcześniej. Jak na 5 miesięcy nie jest źle. Za to mamy miejscówki w pierwszym rzędzie drugiego finałowego dnia zawodów motorowodnych a w pobliskiej restauracji zauważyliśmy w menu wspaniałego schabowego, którego nie jedliśmy prawie pół roku.
A dziś Polska Finlandia. Po remisie z Holandią 1:1 Kapitan jest spokojny o wynik!
