13.09.2025
Wurzburg-Wipfeld: odległość 64 km. 7 śluz, czas: 11 h.
To jeden z ostatnich dni na Menie. Trasa jest nadal piękna widokowo a my mamy dużo czasu na kontemplację uroków przyrody bo stale jesteśmy spowalniani przez barki. Nie sposób tego przeskoczyć bowiem nawet, jeżeli barki wyprzedzimy to i tak przyjdzie nam na nie czekać przed śluzami. Ot taki los małych jednostek. Majtek nadal ma chorobowe więc wszystkie śluzy Kapitan przechodzi sam i wychodzi mu to bardzo zgrabnie. Polewa nas cyklicznie z fazami kulminacyjnymi na śluzach.
Do mariny w Wipfeld przypływamy późno a jednak czeka na nas Hafenmeister. Mówi dobrze po angielsku, pomaga w cumowaniu. Marina jest klubowa, bardzo zadbana i są w niej rozwiązania, które u nas zapewne długa jeszcze nie będą funkcjonowały. System kopertowy do zapłaty za postój to jedna rzecz, ale obsługa baru w tej marinie to jest dopiero coś. Jest dobrze zaopatrzona lodówka (w napoje procentowe również) i zeszyt. Po wyjęciu z lodówki pożądanego napoju należy wpisać zakup w zeszyt i zostawić pieniądze zgodnie z podaną ceną w skarbonce. I to działa!
W marinie jest restauracja do której mamy zaproszenie jednak nie dla nas dzisiaj te przyjemności – wieczorem rozgrywa się mecz Piasta więc na Hooku startuje studio piłkarskie. W porcie są czyściutkie sanitariaty, kuchnia gdzie można sobie przygotować posiłek, prąd i woda na kei, strzeżona jest bramką z kodem i wszystko to kosztuje 22 e.
Wipfeld to jedna z najstarszych osad winiarskich w regionie. W 1901 r. powstała tutaj pierwsza frankońska spółdzielnia winiarska. Wioska ma zachowany średniowieczny układ ulic z wąskimi ulicami i domami z pruskiego muru.
Wzdłuż Menu biegnie oczywiście ścieżka pieszo-rowerowa, jest też ładny plac dla kamperów.
Piast -Jagiellonia 1:1 po dobrym meczu. Dobranoc.
14.09.2025
Wipfeld – Eltmann: odległość 53 km, 5 śluz, czas 9 h.
Zaczynamy kolejny dzień w strugach deszczu i znowu nie mamy szczęścia na śluzach. Na pierwszej tego dnia tracimy godzinę bo mimo, że jest przygotowana operator każe nam czekać na barkę. Nie ma miejsca postojowego – jak zresztą na wszystkich śluzach na Menie- więc trzeba się kręcić przed wrotami. Kolejne przejścia spowalniają nam kontrole policyjne barek i tak straciwszy sporo czasu podejmujemy decyzję o skróceniu trasy i noclegu w marinie w Eltmann a nie w Bambergu.
Udaje nam się zatankować Hooka bo na przeciwległym brzegu mariny znajduje się ponton oraz stacja Aral. Kapitan wykonuje dwa kursy z kanistrami i po chwili jesteśmy już w porcie. Marina jest pięknie zagospodarowana, oprócz miejsc postojowych dla łodzi są ładne parcele z przyczepami. Obowiązuje kopertowy system płatniczy, przez telefon otrzymujemy tez instrukcje gdzie znajdują się klucze do bramki. Bardzo jesteśmy podbudowani tą wiarą w uczciwość ludzi. Za prąd, wodę i czyste sanitariaty płacimy 20 e – w kopercie rzecz jasna.
Kolację w stylu włoskim spożywamy na łodzi a wieczorem odbywają się zajęcia w podgrupach.
Mecz Barcelona- Valencia 6:0 a Lewandowski, który wszedł na ostatnie 20 minut strzelił dwie przepiękne bramki.
