23 czerwca 2024 r.
Pogoda nas nie rozpieszcza ale skoro ma być wycieczka to będzie. Rowerki i karoca dla Ajry naszykowane i mimo że lekko pada ruszamy. Do Muzeum Stutthof mamy 7km w większości trasą rowerową R10 więc nie dotyczy nas przebudowa drogi na mierzei i korki. Trasa wiedzie częściowo uliczkami Kątów, jest też super odcinek przez las. Końcówka naszej trasy wypada na remontowany odcinek drogi więc jest mniej przyjemnie. Na miejsce docieramy o 12, Ajra musi zostać z rowerami przed wejściem. Zabezpieczamy ją w zacisznym miejscu, dostaje wodę i musi na nas poczekać. Niestety nie ma możliwości wejścia za bramę z psem.
Obóz koncentracyjny w Sztutowie był pierwszym obozem utworzonym na terenach należących do zaanektowanego Wolnego Miasta Gdańsk i funkcjonował do maja 1945 r. W tym czasie przez obóz przeszło około 110 tyś ludzi z czego 65 tysięcy pozbawiono życia. W obozie największą narodowość stanowili Żydzi natomiast największą grupę państwową Polacy, obywatele ZSRR, Węgrzy oraz Niemcy. Wejście na teren muzeum jest bezpłatne, wszystkie obiekty są opisane. W pomieszczeniach, gdzie znajdowały się baraki dla więźniów znajduję się wystawy dotyczące historii obozu, życia więźniów. Za drobną opłatą (8zł) można obejrzeć film o obozie, którego większość kadrów pochodzi z dokumentacji przeprowadzonej przez żołnierzy ZSRR tuż po wyzwoleniu – projekcja trwa 20 minut. Jest to miejsce, które w dzisiejszych czasach szczególnie warto odwiedzić i robi wrażenie na każdym odwiedzającym. Na spokojne zwiedzenie muzeum potrzeba min. 2 godziny.
Wracamy do portu tą samą drogą i po zabezpieczeniu rowerów udajemy się do Muzeum Zalewu Wiślanego, które jest tuż przy porcie. Mimo, iż nie wydaje się duże jesteśmy pod wrażeniem ilości eksponatów. Największe wrażenie robią na nas łodzie ale można zobaczyć zabytkowy wóz z końca XIX w do transportu łodzi ratowniczej z kołami na gąsienicach oraz mnóstwo eksponatów związanych z rybołówstwem i szkutnictwem. Bilet wstępu kosztuje: 17 zł normalny, 12 zł ulgowy.
Po tak spędzonym dniu pędzimy do Smażalni u Jarka na obiad. Kotlecik kapitana ledwo mieści się na talerzu – naprawdę zacnie dają tutaj jeść. My z dwóch zamówionych porcji kompletujemy jeszcze obiad na jutro. Styropianek dostajemy gratis
Jutro płyniemy do Elbląga ale tym razem nie wyłącznie przez zalew lecz również Nogatem i kanałem Jagiellońskim.
A oto Kąty Rybackie by night:
















