15.09.2025
Eltmann – Fortchheim: odległość 42,5 km (14,5 po Menie, 28 po kanale Men-Dunaj), 4 śluzy, czas 6h.
Ruszmy z małym opóźnieniem ale możemy sobie na nie pozwolić bo przed nami stosunkowo krótki odcinek do Forchheim. Po 14 kilometrach żegnamy się z Menem i wpływamy na Kanał Ren-Men-Dunaj w skrócie MDK. Przed wejściem w kanał Men wyraźnie się zwęża i osiąga szerokość około 60 m.
Kanał został zbudowany w latach 1960-1992. Ma 171 km długości i łączy Men w Bambergu z Dunajem koło Kelheim. Ma trapezowy przekrój o szerokości 55 m na lustrze wody, 31 m na dnie i 4 m głębokości. Śluzy mają wymiary 190×12 m i jest ich 16. Za ich pomocą pokonuje się różnicę poziomów 243 m. Patrząc od strony Menu trzeba się wspiąć 175 m na wododział a następnie schodzi się w dół pokonując różnicę 68 m. Wododział czyli najwyższy punkt, z którego wody mogą płynąć w dwie strony znajduje się w w okolicach Hilpoltstein i Bachhausen. Dzięki niemu możliwa jest żegluga śródlądowa z Rotterdamu (Morze Północne) aż do Konstancy (Morze Czarne). Na śluzy najlepiej dzwonić dwukrotnie bo obsługiwane są zdalnie: najpierw dzwonimy żeby się zapowiedzieć a później aby potwierdzić gotowość. Na pierwszej czekaliśmy dobre kilka minut i dopiero po telefonie rozpoczęto śluzowanie.
Ruch na kanale jest znacznie mniejszy niż na Menie, żeby nie powiedzieć znikomy. Do każdej śluzy wchodzimy z marszu po wcześniejszym telefonie. Proces zajmuje ok 20 minut. Kapitan samodzielnie bez trudu obsługuje łódkę.
Stajemy w małym porcie klubowym do którego dzwoniliśmy wcześniej. Keja dla gości jest oznaczona, port jest chroniony bramką zamykaną na klucz. Po chwili przyjeżdża Hafenmeister i wręcza nam torebkę z kluczem, cennikiem (20 euro) i kopertą. Jest też bardzo miły upominek dla Kapitana – mini wiśnióweczka. Opłatę klasycznie należy włożyć do do koperty i wraz z kluczem wrzucić przed wyjazdem do skrzynki. W oddalonym o 200 m sklepie robimy ostatnie w czasie rejsu zakupy spożywcze i ruszamy w miasto.
Forchheim to malutkie miasteczko znane z malowniczego starego miasta nad którym króluje Zamek Cesarski pełniący dzisiaj rolę muzeum.
Spacerujemy pięknymi uliczkami z kolorowymi, drewniano-kamiennymi domami i podziwiamy.
Mamy jasno wytyczony cel – szukamy lokalnej restauracji w której serwują klasyczny kotlecik, którego bardzo nam brakuje. Misja zostaje zakończona sukcesem 🙂
Miasteczko słynie z piwnych piwnic (Kellerwald) wykutych w skale gdzie odbywa się Annafest czyli lokalne święto piwa, jedno z największych w Bawarii po Oktoberfeście. Nie zwiedzamy bo brakuje czasu ale być może jeszcze kiedyś tu wrócimy na słynny szlak niemieckich zamków.
