02.09.2025
Montbeliard – Donnemarie: odległość 32km, 26 śluz, czas 8h.
Odpalamy silnik punktualnie o 8 rano bo o godzinie 11 jesteśmy umówieni na śluzie nr 7 z obsługą VNF – tak nam się przynajmniej wydaje. Do wododziału pozostało nam 14 śluz. Z ciekawostek kanałowych mamy do przekazania to, że ważne dla płynących wajchy: niebieska i czerwona służące do uruchomienia bądź zatrzymania śluzy lokowane są po różnych stronach więc stale trzeba mieć przygotowane cumy prawą i lewą bo nigdy nie wiadomo na jaką stronę padnie.
Dzisiaj głównie płyniemy kanałem, szerokim na 15-20 metrów. Na krótkim odcinku szlak prowadzi rzeką l’Allan będącą dopływem Doubs. Mimo, że miejscami jest płytko nawet do 1,5 m nawigacja jest o wiele łatwiejsza niż na rzece Doubs.
Podpływając do śluzy nr 7 testujemy czy pilot na niej zadziała bo nie widzimy nikogo z obsługi. Pilot działa, wpływamy do komory i rozpoczynamy podnoszenie. Dzwonimy do VNF i znowu trafiamy na barierę językową. Decydujemy się zatem płynąć dalej. Na kolejnej czeka na nas już pracownik, który spisuje nasze dane, sprawdza winietę i ustala z Kapitanem że płyniemy aż do Donnamarie zamiast do zaplanowanego Montreux. Zmiana planów wynika z faktu, że w Montreux nie ma prądu choć według map być powinien. Płyniemy zatem dalej i wszystkie śluzy aż do nr 2 pokonujemy nadal sami przy użyciu pilota. Tam zdajemy naszą czarną skrzynkę i dopiero od tego momentu płyniemy z asystą.
10 pierwszych śluz pokonujemy jedna za drugą – wszystkie są otwarte więc po wypłynięciu z jednej od razu wpływa się do kolejnej. Odległości pomiędzy nimi wynoszą 200-300m, od teraz cały czas się opuszczamy. Stale towarzyszy nam dwóch pracowników: jeden na rowerze, drugi w samochodzie i wszystko przebiega bardzo sprawnie.
Jutrzejszą przeprawę również powinniśmy zgłosić telefonicznie do 15 (o czym nie wiedzieliśmy). Założyliśmy, że tak jak na kanale Burgundzkim ustalimy to z pracownikiem śluzy pod koniec dnia. Na szczęście robi to za nas pracownik VNF i ustala, że przeprawę zaczniemy jutro o godzinie 10 a towarzyszyć nam będzie mała, niemiecka łódka.
Kolejne cztery śluzy położone są w nieco większych względem siebie odległościach. Na ostatniej wita nas Pani Kapitan zarządzająca portem i od razu wskazuje miejsce cumowania posługując się sprawnie angielskim. Port jest kameralny choć niemały, ma prąd, wodę i kosztuje zaledwie 15e.
