23 lutego 2025 r.
Udajemy się dzisiaj na Dzikie Mazury, czyli północno-wschodnią część Mazur, która nie jest tak naznaczona masową turystyką a krajobrazy pozostały niezmienione ludzką ręką. Pierwszy przystanek to wiatrak „Holender” Grądzkie. Droga biegnie wzdłuż jeziora Gawlik, które w przeciwieństwie do bliskich nam terenów nie jest całkowicie zabudowane, mijamy wiele miejsc z których można swobodnie wejść do wody, brzegi jeziora nie są mocno porośnięte, widać malowniczą wyspę.
Wiatrak zwyczajowo stoi na wzgórzu, dojechać do niego można polną drogą. Roztacza się z tego miejsca piękny widok, dookoła są tylko pola, łagodne wzgórza i jezioro. Stary „Holender” nie ma skrzydeł, które w latach 70 uszkodziła wichura i nie zostały odbudowane. Los uśmiechnął się do niego w 1988 r. kiedy znalazł nowych właścicieli, którzy mieli plan na jego drugie życie. I tak wnętrza wiatraka stały się miejscem spotkań miłośników sztuki, literatury i muzyki, którzy latem chętnie przybywają na organizowane eventy. Obok budowli znajduje się mały amfiteatr, jest miejsce na ognisko. Mimo iż nie można wejść do środka i tak warto tutaj przyjechać by go zobaczyć. Latem musi być tutaj magicznie a nam podoba się nawet zimą.
W Orłowie oddalonym 7 km od wiatraka znajduje się Panteon Niezłomnych Żołnierzy Wyklętych, którzy zginęli w największej na Maurach bitwie polskiego podziemia z NKWD pod Gajrowskimi. Przyznajemy się, że nie mieliśmy o niej pojęcia. W 1946 r. odział 3 Wileńskiej Brygady Narodowego Zjednoczenia Wojskowego liczący 150 żołnierzy został zaatakowany przez 1500 funkcjonariuszy NKWD, UB i MO. W bitwie poległo około 20 żołnierzy, których ciała kilka dni dni później pochowali w lesie mieszkańcy Gajrowskich. W 2014 r. członkowie fundacji „Niezłomni” odnaleźli i ekshumowali szczątki a po przeprowadzonych badaniach żołnierze spoczęli z należytymi honorami w nowej kwaterze wojennej. Bardzo nas cieszy, że takie rzeczy się dzieją tuż obok nas i nie jesteśmy w tym odosobnieni. W tym krótkim czasie na cmentarz przyjechało kilka innych osób by zapalić znicz i odmówić modlitwę. O tym, że pamiętamy świadczy też mały postument przy wjeździe do Gajrowskich oraz zadbane miejsce pierwszego pochówku żołnierzy. Polną drogą, wzdłuż ściany lasu docieramy na małe wzgórze gdzie stoi krzyż i powiewa biało-czerwona.
Na naszej trasie ostatnie miejsce – Folwark Łękuk, którego powstanie datowane jest na 1707r.
Zakładając go Wilhelm Fleischer miał wspaniałe plany, które zniweczyła zima 500-lecia. Lód pokrywał jeziora jeszcze w czerwcu, roślinność przemarzła i nastał głód. Jakby tego było mało nadeszła epidemia dżumy i właściciel zmarł a folwark popadł w ruinę. Obiekt ten po wojnie podzielił los wielu innych czyli powstało tutaj Państwowe Gospodarstwo Rolne. Majątek z czasem odkupił ojciec obecnego właściciela i dzisiaj w odrestaurowanych murach mieści się hotel i spa. Wzdłuż jeziora prowadzi piękna krajoznawcza ścieżka, jest oznaczona plaża dla psów (nie korzystamy) i lodowisko na jeziorze. Do restauracji Ogień i Woda możemy wejść z Ajrą więc na wejściu już nam się podoba. Karta jest krótka i bazuje na regionalnych daniach. Pysznie polecamy!
Latem można jeszcze wpaść do niedalekiej zagrody żubrów.








