08.05.2025

Przed nami długi 70 km odcinek do Holandii więc ruszamy już o 8 rano w stronę śluzy Herbrum. Przed wrotami nie ma żadnej poczekalni dla małych statków więc krążymy w oczekiwaniu na zielone światło. Czekamy na barkę, która ma pierwszeństwo i wpływamy tuż za nią do komory. Opuszczamy się w dół około metra, czyli mamy jeszcze przypływ bowiem różnica poziomów w śluzie wynosi 2,7 m. Była to ostania nasza schleuse w Niemczech. Zaraz po wyjściu ze śluzy głębokość rzeki jest zadziwiająco niska i wynosi jakieś 1,5-2 m. Po pokonaniu 8 km poziom podnosi się do 3-4 m, brzegi są porośnięte tylko trawą a woda ma kolor błota.

Ujście rzeki Ems było przez wieki spornym obszarem granicznym, konflikt o przebieg granicy zaostrzył się w XIX i XX w. , kiedy ujście nabrało znaczenia strategicznego w związku z rozwojem przemysłu. W czasie II wojny światowej w ujściu rzeki znajdowały się stocznie marynarki wojennej. Dzisiaj jest to obszar gospodarczy, znajdują się tutaj stocznie, fabryki i porty. W Emdem znajduje się fabryka Volkswagena, skąd wyprodukowane elektryki płyną w świat.

Port w Emdem

Po ok 30 km na wysokości Weener głębokość zwiększa się do 4-5, a szerokość rzeki do ponad 100 m. Płyniemy z coraz bardziej wartkim prądem a nasza prędkość wzrasta z 9 do11-12 km/h a pod koniec nawet do 14. To przy stałych obrotach silnika! To dowodzi, że szybkość nurtu w Ems wynosi nawet 5 km/godzinę. Będziemy zatem w porcie ponad 1,5 godziny szybciej. Pokonaliśmy tę trasę w niecałe 7 godzin. Jedną dodatkowo zmarnowaliśmy w śluzie.

Przed samym ujściem w pobliżu Gandersum znajduje się jedna z najnowocześniejszych zapór wodnych w Europie. Konstrukcja o długości 476 m ma dwie funkcje: odbija fale sztormowe, które osiągają nawet 4 m a także umożliwia ruch statków o większym zanurzeniu poprzez spiętrzenie wody. Ma to szczególne znaczenie dla nieodległej stoczni w Papenburgu, gdzie produkowane są olbrzymie jednostki pasażerskie (takie statki miłości). Na wysokości zapory Ems ma już szerokość ok. 800 m a głębokość 8-9 m. Wokół na horyzoncie same wiatraki, które co tu ukrywać psują nieco krajobraz.

Wpływamy do zatoki Dollard, która o 14 jest jeszcze zalana- jej szerokość wynosi nawet do 7 km, ale kiedy zacznie się odpływ większa jej część wysycha. Od przejścia rankiem przez śluzę tor dla statków jest stale oznaczony przez czerwone i zielone pławy, jest też sporo kardynałek czyli oznaczonych miejsc niebezpiecznych.

Na holenderskim wybrzeżu morza Północnego cykl odpływów i przypływów zmienia się co 6 godzin, Czas między przypływami wynosi 12 godzin i 25 minut. W ciągu doby występuje dwa razy przypływ i dwa razy odpływ. Średnio różnica poziomów wynosi 2 m, zdarza się ,że i 5-6 metrów.

Na wodach zatoki pojawiają się już duże statki, a jak tak to jest też spora fala. Zmieniamy kurs i kierujemy się w stronę kanału prowadzącego do portu w Delfzij. Dalej już tylko otwarte morze Północne. Neptunus to duży port nazywany „bramą Holandii”, który ma stanowiska cumownicze dla 122 łodzi. Jest prąd, sanitariaty ale woda na pomoście nie nadaje się do picia. Śmietniki oraz bramka wejściowa na teren portu są na kody. Koszt cumowania to 23 e. Zastanawialiśmy się jak wygląda sytuacja z cumowaniem w obliczu pływów – otóż pomosty w porcie są ruchome. Wszystkie podnoszą się i opadają zgodnie z pływami. Od momentu kiedy zacumowaliśmy czyli od godziny 16 do 22 poziom wody wzrósł o 3 m! Siedząc na łodzi, jest to niezauważalne ale nasz wskaźnik głębokości jest niezawodny.

.

Udajemy się na spacer do miasteczka aby obowiązkowo zobaczyć wiatrak i plażę ale morze zniknęło, odpływ odsłania szeroki pas lądu. Jest to fascynujące ale zdecydowanie wybieramy nasze bałtyckie plaże, które są zawsze na swoim miejscu.

Plaża jest miejscem specjalnie przygotowanym z uwagi na pływy. Jest na podwyższeniu, ma schodki do wody, piękny biały piasek i jest malutka. Tereny wokół jak i całe miasteczko usiane są ścieżkami rowerowymi ale to oczywiste. Tuż przy plaży znajduje się bardzo znane Muzeum Aquarium do którego w z wiadomych względów nie zawitamy. Natomiast zawitaliśmy do restauracji hotelu usadowionego na palach na plaży. Majtek dostał lody z czekoladą a kapitan odpowiedni napój regenerujący.

Wieczorny spacer z Ajrą pozwolił zobaczyć jak wygląda morze i plaża podczas przypływu. Jutro płyniemy do Groningen.

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *