20-21.05.2025
We wtorkowy poranek wypływamy do Goudy – mamy przed sobą trasę o długości 46 km. Jak na nasze dotychczasowe osiągnięcia nie jest to bardzo wiele ale na tym odcinku mamy 20 podnoszonych mostków oraz 4 śluzy. Nie jesteśmy w stanie oszacować ile czasu zajmie nam przeprawa.
Mostki są różne: takie pod którymi przechodzimy bez problemu, takie które otwierają się automatycznie a nawet taki na guzik, który otwiera się samemu. Jest też mostek płatny – należność 3 e wrzucamy do chodaka na wędce.
Wypływając z portu mamy śluzę z której po wypłynięciu przecinamy ruchliwy Amsterdam-Rijnkanaal i lądujemy w poczekalni przed kolejną. Od teraz płyniemy Hollandsche Ijssel. Rzeka przepływa przez obszary zurbanizowane ale również malownicze, zielone osady z urokliwymi domkami przy wodzie, ma szerokość około 15 m i głębokość 2,5 m. Można wypstrykać dwa miliony zdjęć.
Z malowniczej rzeki wpływamy na Gouwekanaal. Ma on długość 2,2 km, biegnie on wzdłuż zachodniej części miasta i łączy rzeki Gouwe i Ijseel. Przed wejściem do portu mamy ostatnią dzisiaj śluzę Julianasluis.
Do Goudy docieramy o godzinie 17 i postanawiamy zostać tutaj dwie noce. Port W.V. Gouda jest zlokalizowany niecałe dwa kilometry od ścisłego centrum, na wejściu czeka na nas pomocny bosman. Doba kosztuje zaskakująco mało – 14 e, w cenie mamy sanitariaty, wodę, prąd i prysznic na wrzutkę 1 e. Prąd we wszystkich holenderskich marinach jest dobrem luksusowym – w większości z nich maksymalne obciążenie przyłączonych urządzeń może wynosić 6A co dla nas oznacza, że gotujemy na kuchence turystycznej na gazowe kartusze. W Goudzie musimy również odłączyć lodówkę turystyczną bowiem stale wybija bezpieczniki. Robimy pranie (7,5 e) i układamy trasę zwiedzania na następny dzień. Za widok na piękny wiatrak nie płacimy nic.
Rankiem czas na prace porządkowe i tankowanie Hooka. Tuż za płotem portu znajduje się stacja benzynowa ale aby do niej dojść trzeba przejść przez cały port wąskim pomostem a następnie obejść go. Niby blisko a jednak problematycznie. Od bosmana dostajemy taczkę i tak oto Kapitan z eleganckim jednokołowcem robi dwa kursy paliwowe. Benzyna w Holandii jest droższa niż w Niemczech. Średnio 1,86 euro za litr. W Niemczech 1,7
Czas na zwiedzanie. Gouda jest znana oczywiście z sera ale co ciekawe słynny ser nie jest i nigdy nie był produkowany w mieście Gouda. Ser jest produkowany w okolicznych miejscowościach a w Goudzie jest tylko sprzedawany. Sama nazwa nie jest opatentowana więc na całym świecie powstaje mnóstwo podróbek sera a oryginalny ser ma w nazwie Gouda Holland. W każdy czwartek w miesiącach letnich odbywa się na rynku słynny targ serowy, nam niestety nie udało się trafić na ten dzień.
Na uroczym, trójkątnym rynku (może w kształcie sera?) znajdują się trzy niezwykłe atrakcje miasta: ratusz – uznany za najpiękniejszy w Holandii, Dom Wagi, oraz kościół św. Jana. Ratusz wygląda jak z bajki i jak nic zasługuje na miano najpiękniejszego. Ma piękne strzeliste wieżyczki i czerwone okiennice. Na prawej fasadzie znajduje się zabytkowy zegar z figurkami, które ożywają na 2 minuty co pół godziny a scena przedstawia nadanie praw miejskich Goudzie. W ratuszu znajdował się kiedyś pręgierz i sąd a w 1860 r. wykonano tutaj ostatnią w Holandii egzekucję.
Tuż obok znajduje się Dom Wagi – budynek powstał w 1668 r., i służył oczywiście do ważenia sera oraz innych produktów rolnych. O przeznaczeniu budynku mówi płaskorzeźba na fasadzie budynku. Ale uwaga – bystre oko dostrzeże oszustwo bowiem w trakcie ważenia jeden z mężczyzn dociska nogą szalę. Obecnie w budynku znajduje się informacja turystyczna, symboliczna waga, mały sklep z serami a na piętrze muzeum.
Kościół św. Jana jest najdłuższą świątynią w Holandii – ma 123 m długości. Kiedyś katolicki dzisiaj protestancki. Słynie z 72 witraży które przetrwały zawieruchę wojenną do dzisiaj zachwycają swoim pięknem. Uliczki wokół kościoła objęte są psim zakazem więc osobiście podziwia je tylko Kapitan a majtek ogląda fotorelację.
Wizyta w sklepie serkowym jest obowiązkowym elementem zwiedzania Goudy. Sery są pięknie wyeksponowane i można spróbować każdego rodzaju. Mam nieodparte wrażenie że Krzysiek ma już za sobą branczyk. Kupujemy dwa rodzaje i specjalny nożyk, którego nie mamy na pokładzie.
Uliczkami nad kanałem docieramy do Visbanken – miejsca gdzie znajdują się dwie kryte galerie, w których kiedyś w każdy piątek czyszczono i sprzedawano ryby. Po jednej stronie jest galeria dla lokalsów a po drugiej dla przybyłych spoza miasta. Targ rybny w tym miejscu funkcjonował do 1879 r.
.
Dalej jeden ze słynnych dziedzińców miasta – wybieramy dawny sierociniec gdzie dzisiaj znajduje się butikowy hotel Relais.
Spacerując urokliwymi uliczkami co rusz napotykamy na chodniku charakterystyczne mosiężne tabliczki. To Stolpersteine czyli kamienie pamięci. Zostały wmurowane przed ostatnimi znanymi adresami zamieszkania ofiar nazizmu. Każda tabliczka zawiera imię, nazwisko, datę urodzenia a często również informację o deportacji i śmierci.
Uzupełniamy zapasy a po południu odwiedza nas Pascal i dowozi zapasowe korki do baku, które nabył Jarek a do Holandii przywiozła Gosia. Dobrze jest mieć przyjaznych followersów.
Z dzienniczka majtka pokładowego: buja nas… każde zejście na ląd skutkuje lekkimi zawrotami.
