15.05.2025
Urlop się skończył – czas płynąć. Dzisiaj do małego miasteczka Harderwijk, które stanowi ostatni przystanek przed Amsterdamem. Drogi do wyboru były dwie: przez morze i kanałem. Mimo, że w wersji „morskiej” dotarlibyśmy do celu szybciej podjęliśmy decyzję o trasie śródlądowej. Po wypłynięciu z portu mamy do pokonania mały odcinek przez Ijsselmeer i Werkhaven, następnie przez śluzę Urkersluis wchodzimy na kanał Hogevaart, którym dotrzemy do celu. Na terenie Holandii korzystamy z nawigacji Waterkaarten, która jest bardzo dobra a jej zakup nie rujnuje domowego budżetu bowiem kosztuje uokoło 200 zł na rok. Działa na dwóch urządzeniach, ma świetne opcje planowania trasy niezbędne informacje o portach, śluzach i mostach.
Trochę o naszym dotychczasowym śluzowaniu. Telefon podany przy każdej śluzie to numer do centrum w którym obsługiwane są wszystkie śluzy w okręgu. Mamy do wyboru menu w trzech językach: niderlandzkim, angielskim i niemieckim. To wydanie angielskiego, który słyszymy w trakcie odczytywania komunikatu jest dla nas praktycznie niezrozumiałe. Automat wymienia kolejno kierunki i punkty startowe, które potwierdza się za pomocą klawiatury telefonu. Dzisiaj spłynęła na nas mądrość – otóż na tablicy informacyjnej jest podany numer startowy! Procedura jest więc następująca: dzwonimy na podany numer, potwierdzamy klawiaturą telefonu numer punktu startowego a następnie wpisujemy na klawiaturze za ile minut będziemy pod śluzą i potwierdzamy #. Zazwyczaj dzwonimy stojąc już w poczekalni więc wbijamy 1#. Na tablicy jest też informacja o aplikacji ale niestety nie ma jej w sklepie więc coś poszło nie tak. Najlepszym chyba rozwiązaniem jest radio ale go nie mamy. Na śluzie Ketelsluis opuszczamy się 5 metrów w dół. Obowiązuje mocowanie się do do pionowych lin – ich rozstaw w przeciwieństwie do niemieckich śluz umożliwia mocowanie na dziobie i na rufie.
Kanał, którym płyniemy jest raczej mało widokowy, biegnie praktycznie cały czas przez pola uprawne lub lasy, ma bezpieczną głębokość 2,5 m oraz szerokość 30 m. Na całej długości minęły nas zaledwie dwie łódki. .
Przed wejściem do portu WV Flevo Jachthaven de Knar mamy kolejną śluzę De Blauwe Dromer i podnosimy się o 5 metrów w górę . Jest bardzo mała i mogą do niej wejść łodzie o maksymalnym zanurzeniu 1,4 m. Port jest spory, ma wszystkie wygody a do centrum mamy kilkanaście minut spacerem. Ma też jeszcze jedną poważną zaletę – cena za nasz pobyt wynosi 18 e.
Cumujemy i ruszamy na zwiedzanie. Harderwijk to miasto z 800 – letnią historią, które jak wiele innych kiedyś było morskim portem a dzisiaj leży nad jeziorem. Działał tutaj znany uniwersytet, który ukończył m.in. Karol Linneusz, twórca klasyfikacji roślin i zwierząt. Harderwijk należał do Hanzy czyli średniowiecznego związku handlowego miast Europy Północnej. W latach 1814-1909 miasteczku działał kolonialny punkt rekrutacyjny dla Armii Indii Wschodnich, gdzie przygotowywano rekrutów do służby w koloniach. Z tego powodu miasteczko miało bardzo złą sławę i nazywano je „ściekiem Europy” bowiem rekruci byli w większości wyrzutkami społecznymi. Była to złota era burdeli i pubów.
Na Kerkplein 1 znajduje się Grote Kerk – bazylika, która kiedyś była katolicka a po dotarciu reformacji stała się protestancka. O dziwo jest otwarta.
Tuż obok na Straat van Sevenhuysen znajduje się piękny zakątek a pod numerem 8 jest dom, w którym kiedyś umieszczano chorych na dżumę. Oczywiście bez pytania ich o zgodę.
W Harderwijk zachowała się część murów obronnych miasta z XV w. a tuż za nimi jest piękny mały skwer.
Podążamy na ulicę Klooster 1 gdzie kiedyś znajdował się kościół św. Katarzyny a obecnie w jego wnętrzach jest galeria i mini- barek To nie pierwszy kościół zamieniony na kafejkę. Zostawiamy bez komentarza choć chciałoby się coś napisać.
Mijamy ratusz położony na gwarnym placyku i zmierzamy do jedynej zachowanej bramy miejskiej Vischpoort, co oznacza po prostu rybę. Przez tą bramę transportowano ryby z i do miasta a na pamiątkę tych czasów na bruku wokół znajduje się mnóstwo metalowych rybek.
Na placyku przy wieży pod numerem 45 znajduje się najmniejszy dom w mieście oraz fontanna, której elewacja pokryta jest okładkami książek. Twórca czyta codziennie na głos przez 45 minut książki z fontanny i jak policzył zajmie mu to 25 lat.
Miasteczko jest małe ale pełne romantycznych uliczek i kawiarni. Dzisiaj obiadu w restauracji nie będzie – będą zapasy z Polski i….mecz Barcelony.
Tuż przy porcie znajduje się akwedukt: dołem biegnie autostrada a górą kanał.
