26.05.2025

Płyniemy do Brukseli a podróż według kapitana Huka zajmie nam 4 godziny. Wprost z portu wpływamy na Zeekaanal Brussel-Schelde, jeden z najstarszych i najważniejszych kanałów żeglugowych w Belgii. Łączy on port w Brukseli z rzeką Skandą na śluzie Wintam umożliwiając dostęp do Morza Północnego. Budowę tego kanału rozpoczęto już w XV w. a różnicę poziomów pomiędzy Brukselą w Willebrokiem pokonywano za pomocą 4 śluz. Dzisiaj jest jedna ale konkretna. Można by rzec, taka w niemieckim stylu. Mowa o śluzie Zemst, która dzisiaj w zaskakująco krótkim czasie podniosła nas o jakieś 8 m. Śluza ma jedną długą komorę ale przedzieloną dodatkowymi wrotami, wejściowe i wyjściowe schodzą pionowo do wody a wewnętrzne mają dwa skrzydła zamykane klasycznie. Przed wejściem musimy podać nazwę łodzi zapewne w celu sprawdzenia pozwolenia. W komorze oprócz zwykłych polerów są też ruchome co bardzo ułatwia pokonywanie tak dużej różnicy poziomów. Mamy też na trasie 4 mosty, które wymagają podnoszenia i co ciekawe na każdym z nich część ruchoma (jezdnia) podnosi się w równomiernie w górę i w dół jak winda. Do dwóch dzwonimy a dwa przechodzimy na „doczepkę”. W porównaniu do ostatnich dni mamy fantastyczne warunki pogodowe.

Do Brukseli docieramy około 13, cumujemy w porcie Bruxelles Royal Yacht Club ale nazwa nie ma kompletnie nic wspólnego z royalsami. Niestety nie ma innej , ciekawej mariny w tak dużym mieście. Port jest położony na obrzeżach w typowo przemysłowej części, oferuje dostęp do prądu, wody i widoki mało romantczne. Hafenmeister jest dzisiaj niedostępny ale telefonicznie ustalamy gdzie możemy stanąć oraz otrzymujemy kody do bramek.

Skoro 13 (jak mówi Janusz) to czas do miasta. Udajemy się na przystanek tramwajowy i jedziemy do centrum. Bilety godzinne w jedną stronę kosztują niecałe 6 e za nas dwoje, kupujemy je w automacie. Po przejechaniu 10 przystanków lądujemy na Placu Bourse czyli giełdowym po naszemu. Jest to główny plac w centrum, który powstał po zasypaniu rzeki Senne. Zabytkowy gmach giełdy przekształcony jest w muzeum piwa i centrum kultury. Po zamachach terrorystycznych w Brukseli w 2016 r. (eksplozje bombowe w metrze oraz w hali dolotów) plac jest miejscem spotkań i pokojowych demonstracji.

Przed nami Grand Place czyli obowiązkowy punkt wizyty w Brukseli. To chyba jedno z najpiękniejszych miejsc w Europie. Ratusz oraz okoliczne budynki cechów wpisane są na listę światowego dziedzictwa UNESCO. We wczesnym średniowieczu służył jako rynek, ale gdy w 1444 roku zbudowano ratusz, stał się sercem Brukseli. Współzawodniczące cechy handlarzy suknem i materiałami pasmanteryjnymi, bednarzy, stolarzy meblowych, browarników i flisaków stawiały tutaj swoiste symbole swojej pozycji, zdobne w złociste fasady, ślimakowe szczyty i wymyślne posągi. Opisać się nie da, trzeba zobaczyć. Jest gwarno i tłoczno a o piękną fotkę bez tłumu turystów w tle raczej trudno.

W restauracji na placu robimy przerwę. Uzupełniamy płyny i czujemy się bardzo zawiedzeni frytkami… Frytki w Belgii to narodowa potrawa i element kultury kulinarnej a sami mieszkańcy uważają się za oryginalnych twórców frytek. Nasze niestety wcale nas nie powaliły, ale być może wybraliśmy zły lokal. Tradycyjne frytki smażone są dwukrotnie – najpierw w niższej a później w wyższej temperaturze dlatego są chrupiące z zewnątrz a miękkie w środku.

Ruszamy w kierunku Manneken Pis czyli słynnego siusiającego chłopca. Początkowo była to zwykła fontanna, która od XV wieku odgrywała istotną rolę w dystrybucji wody pitnej. Kiedy w XIX wieku utraciła swoją główną funkcję stawała się powoli symbolem brukselskiego folkloru. Rzeźba padała ofiarą kradzieży – kradli chłopca Anglicy i Francuzi. Król Francji Ludwik XV nakazał oddać skradzioną przez jego żołnierzy rzeźbę chłopca, ubierając ją dla rozładowania napięcia we wspaniały mundur oficera gwardii francuskiej. Przebranie to jest dziś najstarszym zachowanym strojem, w który ubrany był Manneken Pis.

Wiadomo, że w XVII wieku Manneken Pis ubierany był co najmniej cztery razy w roku. Współcześnie figurka przebierana jest około 130 razy. 1965 roku rzeźba została zniszczona i zniknęła. Władze Brukseli zleciły wykonanie kopii, która zastąpiła oryginał. Rok później oryginalny posąg został znaleziony w kanale i obecnie znajduje się w muzeum. W 1985 roku belgijskie feministki zażądały dziewczęcej wersji pomnika i tak powstała figurka Jeanneke Pis a późniejszych latach powstał jeszcze Zinneke Pis, czyli figurka sikającego psa.

Tuż obok słynnego siusiaka znajduje się sklep z goframi i to jest strzał w dziesiątkę. Gofry to najsłynniejszy słodki przysmak tego kraju. Są chrupiące, podawane z niezliczoną ilością dodatków. Przed sklepem krąży Pani z malutkimi kawałkami słodkości, które można degustować. Wybieramy zgodnie gofra z bita śmietaną, truskawkami i polewą czekoladową. Obiadu i kolacji już dzisiaj nie zjemy. Belgijskiej czekoladzie mówimy nie – nie zmieści się już nawet kosteczka.

Wokół głównego placu jest mnóstwo uliczek z knajpkami i przytulnymi restauracjami po których miło się jest poszwendać. Mimo, że nie ma jeszcze sezonu turystycznego i jest poniedziałek wszędzie jest dosyć tłoczno.

Bruksela to pierwsze z mijanych miast, w którym napotykani ludzie panicznie boją się psów. Na widok Ajry momentalnie się odsuwają unikając jakiegokolwiek kontaktu. A taka miła ta nasza Ajrinka.

Dla dociekliwych wyjaśnienie dlaczego nie mogliśmy wpłynąć do Antwerpii a jednak przepłynęliśmy przez nią. Problem tak jak pisaliśmy polegał na tym, że nie mieliśmy systemu AIS.

Płynąc do Tholen rozlewiskami rzeki Wall (Renu) weszliśmy w kanał Schelda -Rijnkanaal. Kanał ten prowadzi przez doki Antwerpii i właśnie tu niezbędny jest system AIS. Była to najkrótsza droga przez Antwerpię do Brukseli. Nie posiadając tego systemu zmuszeni byliśmy płynąć przez rozlewiska rzeki Skaldy – Oostershelde i Westerschelde i łączący je kanał Door Zuid Beveland. To pozwoliło nam wejść na rzekę Skaldę (Shelde), która płynie równolegle do wspomnianego kanału i przepłynąć Antwerpię omijając jej olbrzymie doki portowe. Droga dłuższa, typowo morska z przypływami i odpływami dającymi problemy opisane wcześniej ale jedyna możliwa dla nas.

 

Jutro płyniemy dalej na południe ….Francja czeka.

Małe podsumowanie Holandii.

Przepłynęliśmy w kraju tulipanów 580 km co zajęło nam 69 motogodzin, łącznie ze śluzami, których było 12 (oraz 25 zwodzonych mostów) 78 godzin. Pływaliśmy 13 dni, 4 odpoczywaliśmy. Zużyliśmy 400 litrów paliwa. Średnia prędkość 8,4 km/godzinę, średnie spalanie 4,8 l/mh. A więc wszystko zgodnie z planem.

Od wypłynięcia ze Szczecina przepłynęliśmy 1306 km w ciągu 178 godzin. Pływaliśmy 29 dni a 5 odpoczywaliśmy. Jesteśmy w Belgii 3 dni wcześniej.

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *