14 czerwca 2024 r.
Dziś dzień pochylni! Już przed 8 rano byliśmy w maszynowni aby opłacić przeprawę oraz ustalić kiedy możemy podpłynąć pod wózek. Przed nami jedna biała flota i startujemy-8.30.
Po zmianie świateł na zielone wpływamy na wózek. Pierwszy i ostatni są bardzo wysokie bowiem pracują na styku jezior, gdzie zmienia się poziom wody, kolejne trzy są mniejsze. Zasada jest na wszystkich taka sama: żółty wystający hak to umowny granicznik dla dzioba – jeżeli stajemy z tyłu wózka – dla rufy-jeżeli stajemy z przodu. My wpływamy na przednią cześć więc żółty hak mamy na końcu trapu. To ustawienie jest ważne, bowiem w środkowej części wózka znajdują się dwie grubsze belki, które przy złym ustawieniu mogą uszkodzić silnik. Przeczytaliśmy w jakimś poradniku, że odległość burty od kładki powinna wynosić ok 10 cm i tak się ustawiamy. Podnosimy silnik. Trzymamy liny dziobowe oraz rufowe i walimy w gong. Wózek rusza. Źle obłożona cuma powoduje, że dziób nam odpływa więc znowu gong. Podchodzi obsługa, kilka wskazówek i ruszamy. Wydaje się, że mamy sukces. Jedziemy po torach w górę, podziwiamy konstrukcję i nagle jacht się z impetem kładzie. W tej pozycji dojeżdżamy do wody, powoli łódka wstaje, mamy nadzieję, że nie ma uszkodzeń. Przy następnej pochylni już wiemy, że po wpłynięciu na wózek Hook musi stać co najmniej około 50 cm od kładki, a najlepiej na środku wózka wówczas przy wyjeździe sam delikatnie się położy. I tak robimy. Na drugiej pochylni jest już łatwiej, można powiedzieć, że idzie nam już sprawnie. Łącznie pochylniami pokonujemy odcinek 9,6km.
Buczyniec położony jest 99,5 m npm a ostatnia pochylnia Całuny 0,3 m npm. Tak więc dzięki pięciu pochylniom zniwelowana została prawie 100 metrowa różnica poziomów.
Mamy sporo szczęścia bo wypływając rano spotykamy się tylko z dwoma statkami białej floty na pochylniach i praktycznie nigdzie nie musimy czekać. Gdyby była taka potrzeba przed każdą pochylnią znajdują się miejsca do zatrzymania się, można na nich również nocować. Za pochylnią Oleśnica znajduje się obrotnica dla jachtów.
Ostatni odcinek kanałowy do jeziora Dróżno wynosi 6,5km i widokowo jest mało atrakcyjny. Trudy przeprawy rekompensują widoki na jeziorze. Jest ono stosunkowo płytkie – 1,5 m i mocno zarośnięte. Przed nami wytyczony tor wodny i ogrom ptactwa. Jest niesamowicie. To trzeba zobaczyć!!!
Jezioro jest przelewowe i jego poziom zależy od tego ile wody jest w Zalewie Wiślanym. Wygląda jak wielkie rozlewisko. Płyniemy wytyczonym i pogłębionym specjalnie torem. Dookoła mamy pływające wyspy roślinne, ogrom ptaków, które są bardzo głośne. Mieszka tu ponad 200 gatunków ptaków! Pływanie poza torem jest zabronione. Po pierwsze grozi to unieruchomieniem silnika a po drugie można się natknąć na patrol policji.
Ten odcinek ma ok 10 km a dalej zaczyna się rzeka Elbląg. Tu już jest wygodny szlak, 2-3 m głębokości. Zabudowa portowa sprawia trochę przygnębiające wrażenie za to bulwary prezentują się wyśmienicie. Mijamy Most Dolny bez problemu bowiem jego prześwit wynosi 2,8 m i stajemy na Bulwarach Zygmunta Augusta. Można tam również zostać na noc, w słupkach znajdują się łącza do wody i prądu, a kluczyki są u pana mostowego. W posiadanych materiałach mamy informację, że drugi most o prześwicie 1,8 otwiera się o godzinach nieparzystych od 7 do 21. Cumujący obok nas mówią, że mamy dzwonić i udaje się. Most zostaje dla nas otwarty, nie ma konieczności czekania. Do Jacht Klubu Elbląg docieramy o 14. Chcąc tutaj stanąć należy wcześniej zadzwonić do bosmana i ustalić czy będzie miejsce. Keje dla gości są po prawej stronie przy zielonych bojach, my jednak dostajemy wygodne miejsce przy Y-boom’ie z uwagi na Ajrę. Opłata za Hook’a wynosi 130 zł w tym prąd i prysznice. Woda dodatkowo 20 zł za 100l. Można też zrobić pranie-20 zł za wsad. Jest wręcz komfortowo.
Przepłynęliśmy dziś 32 km, pokonaliśmy 100 metrową różnicę wzniesień, osiągnęliśmy maksymalny poziom stresu ( ja, mąż nie) i jest pięknie. Z portu do starówki mamy 2,5 km – idziemy na obiad a Ajra na zasłużony spacer. Ponieważ byliśmy w Elblągu rok temu nie skupialiśmy się za bardzo na zwiedzaniu. Zjedliśmy pyszny obiad we włoskiej restauracji na bulwarze, pospacerowaliśmy starówką. Informacja turystyczna znajduje się w Urzędzie Miasta. Wracamy na łódkę bowiem dziś początek Mistrzostw Europy. Kapitan przygotowuje strefę kibica, dziś początek Mistrzostw Europy, mecz Niemcy- Szkocja. Załoga zajmuje się praniem. Jutro płyniemy do Tolkmicka na Zalewie Wiślanym. I też będzie pięknie.






























