23.04.2025
Dzisiejszy dzień był zaplanowany bardzo ambitnie ale okazało się, że plany to plany a rzeczywistość jest zupełnie inna. Ale o tym dalej. Wypływamy z samego rana, czekając tylko aby opadły mgły unoszące się nad rzeką. Płyniemy Odrą i bardzo szybko w zasięgu wzroku pojawia się słupek graniczny. Odra stanowi naturalną granicę państw: po prawej stronie mamy Niemcy po lewej zaś Polskę. Mijamy piękne piaszczyste plaże, koryto Odry ma tutaj szerokość około 150 m, głębokość ok 7-8 metrów.
Po ok 35 km od Gryfina km rozpoczyna się „meandrowanie” – miejscami szlak wyznaczają czerwone i zielone boje ale oprócz tego po obu stromach rzeki ustawione są znaki brzegowe wskazujące na przejście szlaku od lewego do prawego brzegu bądź odwrotnie. To zdecydowanie zadanie dla kapitana, majtek ze swoim sokolim wzrokiem niechybnie wprowadziłby Hooka na mieliznę. I tak sobie płyniemy, ale przyznajemy zgodnie, że po 5 godzinach zrobiło się nieco monotonnie. Nawet nudnawo.
Dzisiejszy odcinek do mariny Oderberg powinniśmy według planu pokonać w 6 godzin ale wartki nurt Odry zadecydował inaczej (płyniemy pod prąd). Niewątpliwą atrakcją dzisiejszego dnia jest śluza Hohensaaten znajdująca się na Kanale Odra-Hawela. Pełni ona ważną rolę w żegludze śródlądowej łącząc rzekę Odrę z systemem kanałów prowadzących do Berlina i dalej na zachód Niemiec. W Hohensaaten znajdują się dwie śluzy równolegle – stara i nowa, my płyniemy nową ( nazwa nowa jest raczej umowna bowiem śluza została oddana została do użytku w latach 70). Telefon do śluzowego wydaje się zbędny bowiem on nie rozumie nas a my jego (rozmowa angielsko-niemiecka). Na nasze szczęście system kamer wyłapuje nasze podejście i po zaledwie kilku minutach oczekiwania wrota śluzy otwierają się. Zaskakujące jest to, że nie jak w znanych nam śluzach w bok czy do wnętrza ale uchylnie jak brama w garażu. Komora ma długość 225 m, szerokość 12 m a różnica poziomów wynosi od 8 do 14 m. My nawet nie odnotowaliśmy zmiany poziomu wody…. Nie ma zwisających sznureczków jak w naszych śluzach a łódź stabilizuje się na metalowych polerach. O tej porze roku byliśmy tu sami.
Kanał Odra–Hawela, przy którym leży śluza, został oddany do użytku w 1914 roku, tuż przed wybuchem I wojny światowej. Miał strategiczne znaczenie nie tylko gospodarcze, ale też militarne – umożliwiał szybki transport towarów i wojsk w głąb Rzeszy. Po II Wojnie Światowej śluza znalazła się tuż przy granicy NRD z Polską. Była pod szczególnym nadzorem – w czasach zimnej wojny kanały i śluzy były często monitorowane przez Stasi ze względu na ryzyko „ucieczki Zachód” drogą wodną.
Po przejściu śluzy mamy niecałą godzinę do celu – marina Oderberg. Kanał Odra-Hawela to ważna droga wodna w Niemczech, łącząca rzekę Odrę z Hawelą. Ma długość 82,8 km i przebiega przez Brandenburgię, stanowiąc część systemu Havel-Oder-Wasserstraße o łącznej długości 101,6 km. Kanał ten umożliwia żeglugę między Berlinem a Szczecinem, a także stanowi istotne połączenie wodne między Niemcami a Polską oraz Europą Zachodnią. Kanał jest bardzo malowniczy a jego okolice były wykorzystywane w niemieckich produkcjach filmowych. Lekko tajemnicze krajobrazy świetnie sprawdzają się w thrillerach i filmach historycznych. Jest i legenda – podobno „duch barki” bez załogi porusza się w okolicach Oderbergu. I mały samczek: w czasach NRD kanał był wykorzystywany do dyskretnego transportu towarów między Wschodem a Zachodem – w tym również „nieoficjalnych” przesyłek z elektroniką czy alkoholem.
Do mariny Oderberg docieramy po uwaga: prawie 9 godzinach rejsu…i przepłynięciu 60 km.
Cumujemy przy zaskakująco wysokich pomostach – być może i tutaj poziom wody opadł tak bardzo, że aby wyjść z łodzi trzeba się nieco nagimnastykować. Przeżywamy chwile grozy bowiem Ajra wyskakuje na pomost i tylko cudem nie zalicza kąpieli. Odbiła się z trapu i wylądowała powyżej naszego trapu na wysokości około 80 cm. Sam skok miał długość ponad 1,5 m więc kudłata dostaje dwa medale w kategoriach skok w dal i skok wzwyż.
Marina jest bardzo kameralna ale zapewne powstała w czasach, kiedy kwitł ten przemyt na kanale a cumujące w porcie łodzie to chyba te, na których ten szmugiel się odbywał, Ale są i plusy – panie mówią po angielsku, możemy zostać na noc, mamy prąd i wodę, Wszystko to kosztuje 29 euro, płatne gotówką. Prysznice kosztują dodatkowo 2e (na wrzutkę) więc skorzystamy z naszej łazienki, niestety w nadal nieurządzonym „domu”. Nie mamy na prace porządkowe najmniejszej ochoty. Był to najdłuższy w naszej karierze rejs na Hooku.












