17.05.2025

W sobotę rano wyruszamy na zwiedzanie. Po 30 minutach od wyjścia z portu jesteśmy na placu Dam czyli centralnym placu Amsterdamu. Słowo dam oznacza w języku niderlandzkim tamę. Dodając do tego rzekę Amstel uzyskujemy genezę nazwy Amsterdam. Plac jest owszem duży ale czy piękny to sprawa dyskusyjna. W 1665 roku w tym miejscu powstał Pałac Dam czyli Pałac na Tamie, który w tamtych czasach zachwycał wszystkich wielkością i przepychem. Budowlę wzniesiono na mokradle – tak jak w przypadku setek innych budynków w tym mieście. Pałac utrzymuje się na 13659 drewnianych palach o długości 20m, które sprowadzono tam z Polski. Od 1936 r. jest siedzibą władz miejskich. Jeszcze niedawno uczniowie w szkole holenderskiej musieli wiedzieć ile jest dokładnie tych pali. No cóż, nasi uczniowie uczyli się poważniejszej historii. To nie koniec polskich akcentów w tym miejscu bowiem przed nami Hotel Krasnapolsky. W 1866 roku Adolf Krasnapolsky postanowił przejąć dość nierentowną polską kawiarnię, którą w późniejszym czasie zamienił w luksusowy hotel. W każdym z pokojów była ciepła woda a nawet telefon.

Na placu znajduje się również Nieuwe Kerk czyli Nowy Kościół. Nazwa średnio pasuje do tego budynku bowiem wewnątrz znajduje się obecnie wystawa. Cały ołtarz oraz nawy boczne są ogrodzone a na utworzonych ściankach wiszą eksponaty. Za te artystyczne cuda należy uiścić opłatę 19 euro od osoby. Kiedyś odbywały się tutaj koronacje królów Holandii – m.in. królowej Beatrix w 1980 roku. W 2002 roku odbyła się tutaj ceremonia zaślubin jej syna a dzisiaj z kościołem ma to niewiele wspólnego. Czy na wystawę o demokracji rodzącej się w ciemnościach nie można znaleźć innego bardziej stosownego miejsca?

Na placu znajdują się jeszcze: ogromny budynek bardzo ekskluzywnego sklepu Bijenkorf, zabytkowy budynek dawnej poczty w którym dziś mieści się centrum handlowe oraz gabinet figur woskowych Madame Tussauds. My zmierzamy w stronę Herengracht czyli najpiękniejszego kanału Amsterdamu.

Pod numerem 81, znajduje się najstarszy dom mieszkalny w Amsterdamie, zbudowany w 1590 roku jako tradycyjny dom kupiecki. Chociaż miasto zostało założone w 1275 r., większość najstarszych domów pochodzi z okresu po 1600 r. Początkowo większość mieszkańców Amsterdamu budowała domy drewniane. W średniowieczu miały miejsce 3 duże pożary miasta, w których zniszczeniu uległy niemal wszystkie domy w mieście. Ostatni duży pożar miał miejsce w 1597 r. Po tym pożarze rada miejska zakazała budowy domów drewnianych. Zezwolono na budowę tylko domów z cegły i kamienia.

Dom pod nr. 132 został zniszczony w sylwestra 2008 roku przez pożar, który spowodował kasztanowiec. W XVII wieku dom ten był sceną dramatycznej historii miłosnej między córką bogatego kupca Elisabeth de Flines i służącym jej ojca. Ojciec jak można się domyśleć nie był zachwycony wybrankiem córki toteż uczynił wszystko aby zapobiec małżeństwu ze służącym. Elisabeth uciekła ze swoim kochankiem ale ojciec nakazał ją odszukać i sprowadzić z powrotem. Wyszła za mąż za rusznikarza, raczej nie z własnej woli.

Pod numerem 172 po prawej stronie kanału stoi jeden z najpiękniejszych domów kupieckich w Amsterdamie. Został zaprojektowany przez miejskiego architekta Hendricka de Keysera i zbudowany w 1617 roku dla kupca Willema van den Heuvela, za pieniądze odziedziczone po wuju Giovannim Bartolottim. Po wybudowaniu domu van den Heuvel zmienił nazwisko na Guillermo Bartolotti. Dorobił się majątku jako kupiec jedwabiu i bankier. W swoim czasie był jednym z najbogatszych ludzi w Amsterdamie. Kamienica jest doskonale odrestaurowana i robi naprawdę wrażenie.

Pod numerami 364-370 znajdują się cztery domy Cromhout. Zostały zaprojektowane w stylu klasycystycznym i zbudowane w 1660 roku dla niezwykle bogatego kupca Jacoba Cromhout. Pan kupiec wraz z małżonką mieszkał w największych z czterech domów pod numerem 366, pozostałe 3 domy były wynajmowane.

Mimo wczesnej godziny panuje już tutaj spory ruch. Robimy małą przerwę i udajemy się w kierunku domu Anny Frank. Przez ponad dwa lata żydowska dziewczynka Anna Frank wraz z siostrą i rodzicami oraz przyjaciółmi rodziców ukrywali się na zapleczu domu Prinsengracht 263, w którym mieściła się wcześniej firma ojca Anny – Otto Franka. Wejście do pomieszczenia w którym się ukrywali skryte  było za specjalnie zbudowaną, ruchomą półką z książkami. Niestety znalazł się zdrajca, który doniósł Niemcom o ukrywających się żydach i wszyscy zostali wywiezieni do obozów koncentracyjnych. Wojnę przeżył tylko ojciec Anny – Otto Frank a nazwiska zdrajcy nigdy nie udało się ustalić. Już z daleka widać dom Anny bowiem stoją  przed nim tłumy turystów. Jeżeli chce się wejść do pomieszczenia należy wcześniej zakupić bilet i jest to możliwe tylko online.

Zmierzamy do Placu Muzeów – tłumy na nim były tak duże, że umknął naszej uwadze słynny napis Amestrdam … Plac otoczony jest trzema głównymi muzeami w Amsterdamie: muzeum Stedelijk, Rijksmuseum i Muzeum Vincenta van Gogha. Ponieważ jesteśmy z Ajrą te jak inne atrakcje możemy podziwiać tylko z zewnątrz. Całkiem nieświadomie łamiemy zakaz wprowadzania psów do ogrodu przy Rijksmuseum, o czym dowiadujemy się od przemiłego ochroniarza kiedy już wychodzimy.

Na trasie zwiedzania mamy Zevenlandenhuizen . Jest to szereg siedmiu domów, z których każdy reprezentuje styl architektoniczny innego kraju europejskiego. Nr 20 Niemcy, Nr 22 Francja, Nr 24 Hiszpania, Nr 26 Włochy, Nr 28 Rosjam, Nr 30 Holandia, Nr 30A Anglia. Są doskonale odrestaurowane i warto je zobaczyć.

Tuż obok znajduje się Vondelpark – najczęściej odwiedzany park w Holandii. Tutaj miła niespodzianka, otóż można wejść tam z psem. Park powstał w 1864 r. i został zaprojektowany w modnym wówczas angielskim stylu krajobrazowym. Rocznie odwiedza go 10 milionów turystów. I nie bez powodu! Ponad 470 000 metrów kwadratowych zieleni, drzew, róż, krzewów, stawów i placów zabaw czyni ten park idealnym miejscem spotkań, relaksu i rozrywki. Początkowo, w latach 70 – tych park był miejscem relaksu dla hipisów. Obecnie w dalszym ciągu jest idealnym miejscem na odpoczynek po dniu zwiedzania Amsterdamu. Oficjalna strona Amsterdamu podaje, że na jeden metr kwadratowy przypada 21 odwiedzających rocznie. Dla porównania w Central Parku w NY jest to 5 osób.

Kończymy zwiedzanie a do portu mamy 3,5 km. Jesteśmy już bardzo zmęczeni a chyba najbardziej Ajra. Jest bardzo dzielna i doskonale daje sobie radę w przemieszczaniu się w tłumie ludzi. Z uwagi na weekend po południu na ulicach jest strasznie tłoczno. To co rzuca się w oczy to ilość śmieci, na chodnikach leży masa niedopałków oraz opakowań po jedzeniu. Amsterdam jest kolorowy, multikulturowy i kontrowersyjny. Jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny z niezliczoną ilością małych knajpek nad kanałami. Trzeba go zobaczyć. Dla kapitana jest kolejnym sentymentalnym przeżyciem, dla mnie kontrowersją.

Trasę zwiedzania opracowaliśmy przy pomocy AI korzystając ze strony speak spots i potwierdzamy, że plan był dobry. Łącznie przespacerowaliśmy 12 km. Najgorszy odcinek to trasa pomiędzy dworcem centralnym a placem Dam, tutaj przejście z psem wymaga koncentracji bowiem ilość ludzi jaką napotyka się po drodze jest ogromna. Z góry założyliśmy, że wszystkie muzea odpadają, nastawiamy tylko się tylko na oglądanie zabytków z zewnątrz. Obowiązkowo trzeba mieć butelkę z wodą dla psa, choć po drodze często mijaliśmy uliczne krany z wodą pitną. Na zakończenie dnia Ajra zaliczyła kąpiel w wodzie. Źle dziewczyna obliczyła skok na trap.

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *