29 czerwca 2024 r.
Po wczorajszej burzy budzi nas rześki poranek. Uzupełniamy wodę i ruszamy do Gdańska. Mamy przed sobą 30 km Martwą Wisłą oraz Motławą. Po wyjściu z portu Wisła ma kręty bieg, tor wodny nie biegnie tu środkiem, czasem przejście znajduje się tuż przy zewnętrznym zakolu bo tam po prostu głębiej. Pierwsze oznaki, że zbliżamy się do dużego portowego miasta widoczne są już po przejściu Mostu 100 lecia Odzyskania Niepodległości w Gdańsku Sobieszewie. Zwodzony most na Martwej Wiśle został oddany do użytku w 2018 r. i zastąpił stary most pontonowy, który był najdłuższym mostem pontonowym w Polsce. Mieszkańcy wysypy czekali na jego budowę 40 lat. Nowy most wymaga otwarcia w przypadku przeprawy statków, których wysokość przekracza 5 m.
Na brzegach Wisły widoczne są co rusz portowe żurawie, hale, przy nabrzeżach cumuje wiele jednostek – i tych malutkich łupinek i tych olbrzymich, które budzą respekt. Po lewej stronie mijamy stocznię Galeon, której statki można spotkać na Mazurach, stoją min. w Rydzewie. To wiodący w Europie producent luksusowych jachtów.
Na niektórych brzegach widzimy pięknie zagospodarowane nabrzeża, stoją pomosty, nie ma zarośniętych brzegów. Zbaczamy z kursu i wchodzimy na Wisłę Śmiałą by przywitać się z morzem i sprawdzić trzy znajdujące się przy ujściu przystanie. Po lewej stronie od wyjścia w morze rozciągają się piękne plaże, na których nie ma dzikich tłumów. Wrócimy tu.
Zawracamy i wracamy na Martwą Wisłę. Mijamy kolejną stocznię Sunreff – powstają tu piękne luksusowe morskie katamarany, które pływają po całym świecie. Są olbrzymie! Krajobraz już bardzo portowy. Tuż przy dojściu do Motławy na Haku Polskim zatrzymuje nas policja i nakazuje zawrócić. W Kanale Kaszubskim trwa podnoszenie powalonego wczoraj przez wichurę dźwigu portowego. Cumujemy w oczekiwaniu na informacje co dalej na szczęście po 15 minutach dostajemy sygnał, że mamy płynąć – droga zostaje otwarta na godzinę. Przed nami jeszcze kładka zwodzona na Ołowiankę. Jest otwierana co pełną godzinę na 30 minut a nam udaje się przejść bez oczekiwania.
Marina Gdańsk położona jest w samym centrum Starego Miasta. W sprawie cumowania kontaktowaliśmy się z bosmanem już rano – dzięki temu mamy zgodę na cumowanie na jedną noc. Kolejna doba będzie do potwierdzenia rano, jeżeli jakaś jednostka wypłynie. W szczycie sezonu raczej nie ma możliwości wpłynięcia tutaj bez wcześniejszego zapowiedzenia się. Bosman wskazuje nam konkretną keję, cumowanie odbywa się na Y-boom’ach. Wejścia na teren mariny strzeże furtka z kodem a barierki oblegane są przez tłumy turystów podziwiających zacumowane jednostki. A stoją naprawdę piękne! Nasz Hook przy nich wygląda bardzo skromnie. W porcie na słupkach mamy prąd i wodę, bezpłatne toalety i wszystko to za 90 zł. Prysznic płatny jest ekstra i kosztuje 5 zł. W porcie stoi zacumowany jacht „Mazurek” na którym Krystyna Chojnowska-Liskiewicz jako pierwsza kobieta samotnie opłynęła świat a z ciekawostek na terenie portu jest kosz morski, który wyławia śmieci bezpośrednio z wody.
Spacer z Ajrą to trudne zadanie – zarówno dla niej jak i dla nas. Wokół tłumy ludzi, mnóstwo psów (małe agresorki są najgorsze), dzieci wyciągają ręce do głaskania. Już wiemy, że jakiekolwiek zwiedzanie Gdańska w tym wakacyjnym czasie odpada. Postanawiamy zatem, że jutro udajemy się na do Górek Zachodnich gdzie widzieliśmy śliczną plażę, zwłaszcza że na jutro prognozowana temperatura wynosi 31 stopni.
Gdańsk od strony wody robi olbrzymie wrażenie i jest bardzo światowy. Słychać to też na ulicach. Jest mnóstwo turystów, jest gwarnie, tłoczno i wesoło. Jest to też bardzo modne miejsce do spędzania wieczorów panieńskich/kawalerskich bowiem co rusz widać zabawową łódkę z wynajętym sternikiem. Dziewczyny w jednakowych kreacjach, wymyślnych kapeluszach, opasane szarfami. U panów dominują gołe torsy i jeszcze głośniejsza muzyka. Wszystko tętni życiem. U nas dla odmiany nie działa TV i internet. Jakaś dziura!!! Po ogromnej walce kapitan obejrzał mecz Niemcy – Dania.
Noc w marinie jest śliczna.








