21.06.2025
Joigny – Saint-Florentin: odległość 25 km, 7 śluz, czas 6:30 h
Rozpoczynamy dzisiaj rejs Kanałem Burgundzkim, pierwsze pięć kilometrów płyniemy jeszcze rzeką Yonne następnie wchodzimy w ten jeden z najstarszych kanałów we Francji. Kanał przecina region Burgundii słynący z wina, średniowiecznych miasteczek i wzgórz porośniętych winoroślą. Ma długość 242 km i 189 śluz. Został zbudowany w latach 1775 – 1832 aby usprawnić handel pomiędzy Paryżem a Lyonem omijając trudną do żeglugi Loarę. Kiedyś był ważnym szlakiem transportowym a dzisiaj pełni funkcję turystyczną.
Jesteśmy przed śluzą chwilę po dziewiątej ale wrota są zamknięte więc czekamy. Pierwsze dwie śluzy na Yonne mijamy względnie szybko, na trzeciej rozpoczyna się kanał. Śluza jest mała ma długość 40 m, szerokość 5 i podnosimy się o jakieś 3-4 m. Zrzut wody jest duży więc przeprawa nie należy do przyjemnych. Cały mechanizm śluzmistrz uruchamia ręcznie od początku do końca. Kręci korbkami to z jednej to z drugiej strony, kilka razy musi obejść komorę dookoła. Proces trwa około 20 minut po czym pan wsiada na skuter i pędzi przed nami do kolejnej śluzy. Udaje nam się zdążyć przeprawić przed przerwą, która tutaj trwa od dwunastej do trzynastej. Woda w kanale jest krystalicznie czysta, widać pięknie roślinność wodną i wielkie ryby. Ale to tyle, jeżeli chodzi o piękno roślin bowiem przyjdzie nam na tym krótkim odcinku aż sześć razy zatrzymywać pracę silnika i czyścić śrubę. Postój nawet chwilowy w kanale jest niemożliwy dla nas bowiem ściany kanału są skośne więc grozi to uszkodzeniem silnika jak i samej łodzi. Posługując się sterami strumieniowymi, bocznymi bez zatrzymywania czyścimy śrubę silnika głównego.
Upał jest przeogromny ale na szczęście w porcie Saint-Florentin jest zacieniony cypel z trawnikiem, ławkami więc mamy się gdzie schronić. O ile w czasie kiedy płyniemy da się na łodzi wytrzymać to w przeciągu kilkunastu minut kiedy cumujemy temperatura na pokładzie rośnie w tempie błyskawicznym. W cieniu drzew czekamy aż upał zelżeje i dopiero o dziewiętnastej ruszmy zobaczyć miasteczko.
Jego historia sięga czasów rzymskich ale rozwinęło się na dobre w średniowieczu. Nazwa pochodzi od Św.Florentyna, którego relikwie miały być tutaj przechowywane. W tamtych czasach był to ważny punkt handlowy i strategiczny dzięki położeniu na wzgórzu. Nad miasteczkiem góruje kościół Eglise Saint-Florentin, którego budowa trwała sto lat ( i nigdy nie została dokończona) – o dziwo udaje nam się wejść do środka bowiem w sobotni wieczór będzie się odbywał w jego wnętrzach koncert. Wokół kościoła biegną małe, kamienne uliczki, widać domy z muru pruskiego podobne do tych widzianych wczoraj w Joigne. Niestety wieczorem nie działa tutaj żadna restauracja czy kawiarnia więc uzupełniamy szybko zapasy w Aldim i wracamy na łódkę. Komfortowa temperatura robi się dopiero po dziewiątej.
22.06.2025
Saint-Florentin – Tanlay: odłegłość 37km, 18 śluz, czas 9h
Dopływamy do śluzy po dziewiątej rano tak jak się umawialiśmy a tutaj niespodzianka – w komorze stoi już łódź. Wpływamy zatem za nią i rozpoczynamy śluzowanie. Na początku Kapitan się nieco irytuje obawiając się, że barka będzie nas spowalniać ale jednak nie, płynie całkiem żwawo. Samo podnoszenie się dzięki nim też przebiega sprawniej bowiem jej kapitan wychodzi kręcić korbką oraz uwaga: mimośrodem. Tak, dzisiaj kapitan zabłysnął swoją wiedzą, w końcu skończył mat-fiz więc udzielił majtkowi mikrowykładu. Dzięki towarzyszom podróży przerwę obiadową spędzamy na miłym halte fluwiale. Zdołali przekonać śluzowych aby nas przeprawili przez dwie kolejne śluzy i dopiero wówczas rozpoczęli lunch time. Gdyby nie oni, stalibyśmy zapewne godzinę w śluzie. Upał jest dzisiaj jeszcze większy niż wczoraj, kamizelka Ajry moczona jest trzykrotnie. Wszystkie śluzy pokonujemy w asyście. Nasi towarzysze kończą rejs w Tonnerre a my płyniemy 9 km dalej. Na mijanych dzisiaj śluzach widzieliśmy urocze domki śluzowych, krajobraz zaczyna się robić coraz ładniejszy. Na naszym halte fluwiale stoimy my oraz dwie barki ale wyglądają raczej na łodzie tubylców. To ważne w kwestii jutrzejszej przeprawy. Trzy łodzie do śluzy nie wejdą.
Tanlay to malutka miejscowość znana przede wszystkim z pięknego zamku. Chateau de Tanlay znajduje się w rękach prywatnych – od 1705 r . należy do tej samej rodziny. Można go zwiedzać jednak nam nie będzie dane bowiem musielibyśmy zostać tutaj kolejny dzień. Zwiedzanie jest co godzinę między 10 a 17. Wielka szkoda bo zamek z daleka wygląda imponująco a znany jest ze zdjęć do kilku filmów. Najbardziej znany to Markiza Angelika z Michele Mercier i Robertem Hossein. Ulubiona seria filmowa z cyklu płaszcza i szpady Kapitana. Smutek jest więc przeogromny. Nie byliśmy dobrze przygotowani. Podziwiamy więc z zewnątrz i udajemy na się na spacer wąskimi uliczkami. Praktycznie cała zabudowa wygląda na XVI- XVII w. Jest uroczo i sielsko. Ale musimy płynąć. Jesteśmy umówieni z panią śluzową na rano.
























