8 sierpnia 2024 r.
Mazury to nie tylko żeglowanie i pływanie – to kraina, która stale zachwyca nas pięknymi krajobrazami, spokojem i mnóstwem miejsc wartych zobaczenia. Odkąd tu zamieszkaliśmy w wolnych chwilach poznajemy lądowe Mazury. Sporo wycieczek już za nami ale być może jeszcze kiedyś do tych miejsc ponownie zawitamy a wówczas relacje z tych wypraw pojawią się na naszym blogu. Dzisiaj wycieczka z tych pod hasłem – byłam kilka razy, widziałam ale nic o nich nie wiem. Stare Juchy leżą 40 km od naszego domu i są na prawdę bardzo urokliwe. To jedna z najstarszych miejscowości we wschodniej części Mazur. Jej powstanie datowane jest na 1450 r. Dziwna nazwa związana jest z zamieszkującym te tereny plemieniem Jaćwingów. Na olbrzymim leśnym głazie składali swoim Bogom ofiary. Z głazu ściekała obficie krew czyli jucha – i mamy gotową legendę o nazwie. Głaz leży sobie spokojnie około 500 m od centrum i można do niego dotrzeć wyznaczoną ścieżką. My z uwagi na przebudowę drogi zostawiliśmy tę atrakcję na kolejną wizytę a sami udaliśmy się na malutki cmentarz rodziny Gruberów.
Byli to osadnicy z Salzburga, którzy przybyli na te tereny w 1721 r, a na terenie wioski postawili swój majątek. Cmentarz położony jest na malutkim wzgórzu, wiele razy koło niego przejeżdżaliśmy nie wiedząc o jego istnieniu. Jest zadbany, zachowało się wiele starych, żeliwnych krzyży, doskonale widoczne są napisy. Dwór Gruberów po wojnie został a jakże przejęty przez PGR a obecnie znajduje się w rękach prywatnych.
Udajemy się na Piaskową Górę. Wielkie hałdy żółtego piasku to pozostałość po niedziałającej już dzisiaj żwirowni. W upalny dzień podejście na szczyt jest nieco męczące ale zapewniam, że warto. To piękny punkt widokowy z którego można podziwiać jezioro Jędzelewo i Stare Juchy.
Przy drodze do centrum mijamy uginające się pod ciężarem owoców jabłonie – nie tylko my przystajemy by zerwać dorodne jabłko. Smakują wybornie.



W centralnej części osady mimo letniego sezonu nie ma tłumu turystów. W knajpce w cieniu parasoli odpoczywa kilka osób, malutki sklepik obok oferuje wakacyjne pamiątki. Jest mnóstwo kwiatów. Udajemy się nad Młyńską Strugę do parku owadów.
Kierując się w drugą stronę pięknym nadrzecznym traktem można dojść do publicznej plaży. My udajemy się na wieżę widokową. Drewniana budowla ma 20m wysokości i można z niej podziwiać niezwykłą panoramę Mazur. Tuż obok wieży znajduje się Gościniec na Wzgórzu, który oferuje wspaniałe dania lokalnej kuchni. Jest bardzo klimatycznie i w szczycie sezonu konieczna jest wcześniejsza rezerwacja. Miejsce to jest przyjazne dla piesków – Ajra została obsłużona jako pierwsza i dostała miseczkę z zimną wodą. Obiad był przepyszny! Szkoda, że gościniec działa tylko sezonowo.








