03.09.2025

Donnmarie – Miluza: odległość 23 km, 22 śluzy, 2 mosty zwodzone, czas 6h.

Wypływamy punktualnie o godzinie 10, śluza, która jest praktycznie w porcie jest przygotowana, czeka też asysta. Obsługa jest dzisiaj sfeminizowana i praktycznie cały odcinek pokonujemy razem z dwoma sympatycznymi dziewczynami (panowie pojawią się raptem na dwóch śluzach). Dziewczyny władają dwoma językami: angielskim i niemieckim (druga płynąca z nami łódka jest z Niemiec) co niezwykle ułatwia przeprawę. Żegna nas też na sluzie przemiła Pani Kapitan portu i to zaskakująco miłe dla nas doświadczenie.

Przeprawa polega na ciągłym śluzowaniu: wypływamy z jednej śluzy, pokonujemy mały odcinek 200-300m i wpływamy do kolejnej, która jest już otwarta. I tak 22 razy. Z czasem te odcinki wydłużają się pod koniec dnia do 0,5-1 km. Na każdej śluzie opuszczamy się o jakieś 3 m. Kanał w przeważającej części jest rurą transportową ale ma też kilka malowniczych odcinków. Tereny przylegające do kanału są ładnie zagospodarowane, w śladzie starej ścieżki holowniczej cały czas biegnie trasa pieszo-rowerowa. Nasza asysta rezygnuje z przerwy na lunch i płyniemy non stop. W trakcie przeprawy ustalamy szczegóły jutrzejszego dnia: o której startujemy i gdzie zamierzamy dopłynąć. Do Miluzy docieramy o godzinie 16.

Port znajduje się kilometr za ostatnią śluzą, położony jest tuż obok dworca kolejowego i jakieś 800 m od historycznego centrum miasta. Zapewne za tę lokalizację należy zapłacić 30 e. To najdroższy postój w czasie naszej wyprawy. Płacimy i ruszamy w miasto.

Miluza znana jest z bogatej historii przemysłowej – często nazywano ją „francuskim Manchesterem”. Rozwijał się tutaj głównie przemysł włókienniczy i mechaniczny. Przypomina nam to też trochę historię naszej Łodzi. Miasto ma międzynarodowy charakter – wiele osób mieszka w Miluzie a pracuje w Szwajcarii. Dwujęzyczne są niektóre nazwy ulic. Od XVI do XVIII w była miastem wolnym i przez 250 lat pozostawała sojusznikiem Szwajcarii. Dopiero w 1798 r. po referendum przyłączyła się do Francji. Największą atrakcją jest muzeum samochodów. My niestety go nie zwiedzimy ale ciekawa jest historia jego powstania. Właściciele fabryk tekstylnych Hans i Fritz Schlumpf potajemnie skupowali setki luksusowych samochodów – zwłaszcza Bugatti. Po upadku firmy pracownicy odkryli kolekcję i tak powstało muzeum.

Na głównym placu znajduje się renesansowy ratusz w różowo – bordowym kolorze. Mieszkańcy żartują, że dzięki temu nie sposób go przeoczyć. Jest też przepiękny kościół św. Szczepana, który jest najwyższym budynkiem protestanckim we Francji.

Stare miasto pełne jest klimatycznych uliczek, gdzie oprócz kawiarni i restauracji znajduje się mnóstwo sklepów. Są znane sieciówki ale też małe sklepiki i wszystko funkcjonuje. Nie popełniono tutaj tego błędu co u nas stawiając wielkie galerie w centrach miast.

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *