04.09.2025
Miluza – Breisach am Rhein: odległość 60 km, 5 śluz, czas 8:15h.
Wypływamy rankiem całkiem nieśpiesznie bowiem jak w popularnej piosence umówiliśmy się na dziewiątą, z tym, że my na śluzie. Kiedy podpływamy jest jeszcze nieczynna, stajemy przy prowizorycznym pontonie i czekamy. Po chwili pojawia się samochód VNF i rozpoczynamy śluzowanie. Jeszcze ostatnie sprawdzenie winiety, spisanie wszystkich danych i żegnaj Canal du Rhone au Rhin.
Zmierzamy do kolejnej śluzy, która pozwala wpłynąć na Grand Canal d’Alsace. Przed śluzą Niffer znajduje się mały port w którym pierwotnie mieliśmy stanąć ale z uwagi na wczesna porę podjęliśmy decyzję, że płyniemy dalej. Śluza Niffer ma już rozmiary przemysłowe 188×12 m i wchodzimy do niej jako druga jednostka ustępując pierwszeństwa barce. „Przemysłowa” jest również wysokość – opuszczamy się jakieś 12 m dwukrotnie przekładając cumę.
Wielki Kanał Alzacki jest sztucznie wykopanym kanałem o długości 50 km, biegnącym równolegle do Renu. Umożliwia przepływ dużych barek między Bazyleą a Strasburgiem omijając trudne odcinki Renu. Na podstawie Traktatu wersalskiego to Francja uzyskała prawo do regulacji i wykorzystania Renu, toteż w 1928 r. rozpoczęto budowę kanału. Ten monopol jest widoczny w trakcie żeglugi bowiem po stronie francuskiej jest bardzo przemysłowo a po stronie niemieckiej spacerują kaczki. Rzeka na tym odcinku jest trudna dla żeglugi, ma zakola, płytkie odcinki i zmienny poziom wody a kanał jest uregulowany i prosty. Znajdują się na nim cztery zespoły śluz i jazów. Elektrownie wodne rozmieszczone kaskadowo wzdłuż kanału produkują znaczną część energii odnawialnej we Francji.
Kanał ma 150 m szerokości, głębokość 9 m i bardzo silny prąd. Po wyjściu ze śluzy płyniemy z prędkością 13 km/h przy spalaniu 4,5 l/h. Kolejne trzy śluzy również zaliczane są do kategorii gigantów, mają wymiary 183×22 m i na każdej opuszczamy się jakieś 12 m. Przed każdą musimy. też czekać na barkę ustępując miejsca większemu. Pomostów do oczekiwania na wejście brak, więc trzeba się kręcić w kółko w oczekiwaniu na „big ship”.
Pogoda od wielu dni nas nie rozpieszcza i w ciągu dnia stale popaduje na zmianę z krótkimi słonecznymi przerywnikami. Przed ostatnią śluzą zaczyna się burza i w strugach deszczu cumujemy w porcie I’lle du Rhin. O porcie a w zasadzie o Kapitanie przeczytaliśmy niezbyt pochlebne opinie w internecie, które potwierdziły się błyskawicznie. W rozmowie telefonicznej po 16 powiedział, że ma komplet i żeby płynąc do innego portu po stronie niemieckiej. Ostrzegawcze światła stroboskopowe błyskają, leje i słychać grzmoty więc przed 17 wpływamy i cumujemy. Wbrew temu co powiedział Kapitan w porcie jest sporo wolnych miejsc. Nie chciał chłop poczekać (wyczytaliśmy,że pracuje do 17 i chyba dla tego skłamał) więc obsługujemy się sami – na pomostach jest prąd, woda i mimo zamkniętej furtki znaleźliśmy też całkiem spory fragment trawnika na psią toaletę. Przypomina nam się ponownie określenie naszych Holendrów na taką sytuację – francuski akcent.
Pogoda fatalna, pod wieczór przestało padać. Dziś ważny dzień, mecz Holandia -Polska. Kapitan mówi, że wygramy. To wieczny optymista.
