23-24.05.2025

Willemstad miało być ostatnim miejscem cumowania w Holandii a jednak życie pisze inne scenariusze niż kapitan Huk. Ale do brzegu.

Wypłynęliśmy o czasie i od razu pokonała nas Volkeraksluizen, która znajduje się dosłownie po wyjściu z portu. Nawigacja poprowadziła nas do wejścia dla jachtów turystycznych, podpływamy, dzwonimy a miły Pan po drugiej stronie informuje nas, że to nie to wejście. Płyniemy zatem do innego omijając spory cypel zastawiony wiatrakami. Podpływamy – przed nami trzy komory. Są olbrzymie, barki śmigają jak szalone i już wiemy, że nastąpił szum komunikacyjny. Nasz angielski + angielski śluzowego i pomyłka murowana. Wielkie komory zarezerwowane są wyłącznie dla barek oraz łodzi żaglowych z wysokim masztem. Wracamy zatem i trzeci raz dzwonimy. Tym razem możemy odnotować sukces, po kilkunastu minutach oczekiwania wrota się otwierają a my przechodzimy na drugą stronę. Straciliśmy ponad godzinę cennego czasu a plan jest ambitny bowiem zakłada pokonanie 60 km i postój w porcie w Antwerpii.

Wpływamy na wody jeziora Volkerak, dużego sztucznego jeziora z ruchem komercyjnym. Zaczyna silnie wiać a przepływające barki wzmagają fale. Około 14 kiedy jesteśmy mniej więcej w połowie drogi podejmujemy decyzję o postoju w Tholen. Niesprzyjający wiatr i fale zrobiły swoje.

Udaje nam się znaleźć miejsce ale to nie koniec przygód na dzisiaj. U hafenmeistera Krzysiek dowiaduje się, że aby wpłynąć do Antwerpii koniecznym jest posiadanie AIS czyli Automatic Identificaton System, którego oczywiście nie mamy. Możliwe jest wejście w konwoju ale musielibyśmy znaleźć dwie łodzie: jedną płynącą z przodu a drugą za nami a to raczej mało realne. Pozostaje zatem szukanie alternatywnej drogi do Brukseli z pominięciem Antwerpii, gdzie system AIC nie będzie wymagany. Po konsultacjach z bosmanem i innym wodniakiem mamy wyznaczoną nowa trasę. Będziemy płynąć przez dwa „ morza”… W internecie są sprzeczne informacje dotyczące systemu identyfikacji bowiem większość serwisów podaje, że nie jest on wymagany na łodziach turystycznych mniejszych niż 20 m. Musimy również wykupić specjalna winietę na pływanie po wodach Belgii. Można ją nabyć online lub telefonicznie ale w tym wypadku czas realizacji jest wydłużony. Kupujemy online, za 4 dni płacimy 30 e.

Antwerpia jest jednym z największych portów morskich w Europie gdzie codziennie wpływa i wypływa setki statków towarowych, kontenerowców oraz barek. System AIS pozwala kontrolować ten ruch i zapobiega kolizjom. Cały obszar portu objęty jest nadzorem i wymaga się stałego nadawania pozycji przez AIS. Co grozi za brak? Można otrzymać zakaz wpłynięcia do portu, mandat lub narazić się na kolizję z dużą łodzią.

Czas na zwiedzanie miasteczka. Jest bardzo stare bowiem prawa miejskie nabyło w 1366 r. jako punkt poboru opłat. Podobnie jak Willemstad otoczone jest murami w kształcie gwiazdy. Na starym ratuszu znajduje się najstarszy zegar w Holandii, który gra co 15 minut a w malutkim centrum znajdują się dwa kościoły oraz zabytkowy młyn. Wąskie zabytkowe uliczki są obszarem chronionym.

Port do najtańszych nie należy (24 e) ale wyboru nie mamy. W cenie mamy sanitariaty, wodę na pomoście a prąd jest na wrzutki. Na jego terenie znajduje się piękna tawerna a wejście chronione jest bramką na kartę.

Wypływamy w sobotni poranek i kierujemy się w stronę śluzy Bergsediepsluis z której wypływamy na Oosterschelde. To praktycznie morze. Mamy przed sobą najtrudniejszy odcinek do pokonania na całej naszej dotychczasowej trasie i bardzo niesprzyjającą pogodę. Pada mocno a wiatr wieje z prędkością 20-22 km/h, w porywach nawet do 40 km. Ale Hook poradził sobie nieźle. Z Oosterschelde wpływamy do Kanaal Door Zuid-Beveland, barki napływają z każdej strony.

Śluzujemy się w strugach deszczu i wpływamy na ostatni już dzisiaj odcinek czyli na Westerschelde. Podmuchy wiatru przy wyjściu są ogromne a fale są ponad metrowe. Majtek siedzi w kapoku.

Do portu w Walsoorden mamy niecałe 6 km, pokonujemy ten odcinek w godzinę. Wodniacy, którzy mają tutaj swoja łódź wskazują nam miejsce gdzie możemy zacumować bowiem w porcie jesteśmy narażeni na pływy, które występują tutaj co 6 godzin. Udaje nam się wyprowadzić Ajrę na popołudniowy spacer a na kolejny przyjdzie jej długo czekać bowiem od 15 do 17 ubyło 3 metry wody… My wyjdziemy po drabince ale ona niestety jest uwięziona do następnego przypływu.

odplyw - 7 m w dół

Z dobrych wiadomości: przestało padać i mamy prąd, który uprzejmy bosman nam podłączył. Nie chciał opłaty tylko piwo w tawernie portowej.  Panuje tam  bardzo miła atmosfera,  sympatyczni ludzie sączą piwko  w normalnej cenie.. małe za 2 euro. Ostatecznie postój kosztuje nas 10 euro. Jutro mamy do pokonania kolejny „morski” odcinek Westerschelde.

A dzisiaj ostatnia kolejka ekstraklasy -Piast- Lech. Lech gra o mistrza ale Piast na pewno łatwo się nie podda.

Do 19 ubyło 7 m wody.

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *