26.06.2025

Śluza nr 16 Charigny – Pont-Royal, odległość 7 km, 2 śluzy czas 1,5 h

Długość naszej dziennej trasy osiągnęła dziś rekord – po przepłynięciu zaledwie siedmiu kilometrów i pokonaniu dwóch śluz zostaliśmy zawróceni do halte fluviale Pont-Royal i utknęliśmy na minimum trzy dni. Najprawdopodobniej. Wczorajsza burza spowodowała szkody na kilku następnych śluzach przez powalone drzewa tak więc jesteśmy uziemieni do czasu udrożnienia kanału. Mamy prąd, wodę, restaurację a do najbliższego sklepu osiem kilometrów. Żyć nie umierać. Nasi współtowarzysze ostatnich godzin mieli w pobliżu samochód i wrócili do domu na weekend. Wymieniliśmy telefony. Powiadomią nas kiedy zostaną usunięte szkody. Mówią trochę lepiej po francusku niż my. Zaprzyjaźniony śluzowy, który wczoraj udostępnił nam prąd ( a w każdym razie miał dobra wolę) również obiecał telefoniczny kontakt po usunięciu uszkodzeń i wznowieniu pracy śluz.

Miejsce w którym stoimy to dawny urząd skarbowy, pracowali tutaj i mieszkali agenci administracyjni. Przeliczali i pobierali podatki na podstawie liczby przepłyniętych kilometrów, wagi i rodzaju przewożonego towaru. Oprócz nich mieli tutaj swoją bazę pracownicy powołani do kontroli załadunku i ustalania kolejności przejścia. Zazwyczaj mieszkali w tym samym domu. Dzisiejszy „urząd skarbowy” jest zadbany, przewija się tutaj spora ilość turystów rowerowych. Dawna ścieżka holownicza to piękna trasa rowerowa.

Idea połączenia dwóch mórz sięga jeszcze czasów rzymskich ale dopiero Ludwik XV wprowadził ją w życie nakazując wybudowanie kanału. Jego budowa trwała prawie dwieście lat a uroczyste otwarcie nastąpiło w 1832 r. W tamtych czasach było to arcydzieło inżynierii. Ponieważ utwardzone drogi pojawiły się dopiero około 1920 r. transport towarów odbywał się ścieżkami po których wóz zaprzęgnięty w dwa konie ciągnął jedną tonę produktów. Po otwarciu kanału jedna osoba na barce ciągnęła dwadzieścia pięć ton! Od 1900 r. konie, osły lub krowy zastąpiły człowieka, następnie ciągnik parowy a w końcu silnik umieszczony na łodzi. Towary transportowane z południa do Paryża było przetwarzane w fabrykach zbudowanych wzdłuż kanału a następnie sprzedawano je w portach. Były to głównie drewno, węgiel, żelazo, ruda, cement, gips, wapno, kamień burgundzki, wino i zboża. Transport rzeczny zaczął zanikać po pojawieniu się kolei. W 1980 r. nastąpił oficjalny koniec transportu towarowego na kanale, który został przekwalifikowany na trasę turystyczną.

Tą właśnie trasą (między innymi) postanowił w tym roku popłynąć z południa Francji Joseph Diacoyannis. Wypłynął swoją barką z Sete ( gdzie będziemy) i obrał kurs na Sens ( gdzie byliśmy). Kiedy płynął Kanałem Burgundzkim na wysokości Fleurey zepsuło mu się sprzęgło i osiadł na mieliźnie. Najbliższy warsztat naprawczy znajdował się w Saint-Jean-de-Losne więc zamówił części i czekał. Po miesiącu postoju, kiedy nic nie wskazywało na poprawę sytuacji postanowił sam odholować swoją barkę do warsztatu. I tak idąc pieszo i ciągnąc ją za pomocą liny po miesiącu dotarł na miejsce. Niestety na kanale nie ma żadnego holownika ani mobilnej stacji naprawczej. Według żeglarza kanał jest „średniowieczny” – jest tutaj mnóstwo roślinności, są problemy z cumowaniem, brak jest miejsc z dostępem do wody i stacji benzynowych. I my tą opinię podtrzymujemy – jest pięknie ale pod względem infrastruktury wiele trzeba poprawić. Czy możecie sobie wyobrazić, ze holujecie swoją łódkę z Węgorzewa przez Giżycko, Mikołajki do Piszu bo po drodze nie ma warsztatu, który naprawi wam silnik? Taką drogę pokonał ów nieszczęśnik burłacząc swoja łódkę w XXI wieku we Francji. Nie głęboko w dżungli amazońskiej ale we wspaniałej Francji. Vive la France. Aż chce się żyć w Polsce. Późnym popołudniem zjedliśmy miły obiadek w restauracji. Był stek z tajemniczym, lokalnym sosem, sałatka i wino.

 

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *