16.06.2025

To nasz ostatni dzień w Paryżu i będzie dzisiaj mniej forsownie. Przed wyruszeniem w miasto robimy prace porządkowe na łodzi, tak by jutro rankiem tylko zapakować rzeczy i wypłynąć. W planach mamy na dzisiaj artystyczny Montmartre. Jedziemy inną kolejką co wymaga od nas doładowania kart Navigo. Korzystamy z pomocy napotkanej paryżanki ( są bowiem problemy) i dokonujemy zakupu. Nie ma tradycyjnych kas, są tylko automaty. Najlepszą chyba opcją w Paryżu jest ściągnięcie aplikacji i zakup biletów bezpośrednio na telefon. Nie zrobiliśmy tego, bowiem wystąpił problem z utworzeniem konta dla Krzyśka i szkoda nam było czasu na rozwiązywanie problemu.

Zaczynamy od Bazyliki Sacré-Cœur, która położona jest na wzgórzu Montmartre. Jej biała sylwetka góruje nad miastem oferując piękną architekturę i panoramę Paryża. Aby do niej wejść trzeba ustawić się w sporej kolejce. Przemieszczamy się żwawo i po 15 minutach jesteśmy w środku. Wnętrze jest utrzymane w stylu minimalistycznym, przez co skupia uwagę na niemalże jedynej, ale wybitnej mozaice przyozdabiającej sklepienie głównej kopuły. Historia powstania bazyliki sięga czasów wojny prusko-francuskiej. Dwóch przemysłowców przysięgło sobie, że jeżeli po wojnie ujrzą Paryż takim samym jak przed wojną, to wówczas wybudują bazylikę. Jak powiedzieli tak zrobili.

Na naszej trasie mamy kolejno Plac du Terte, który oferuje liczne kawiarnie i restauracje usiane wokół placu oraz zbiorowisko malarzy pracujących „na żywo”. W większości są to portreciści, którzy zarabiają na turystach, rysując ich karykatury lub upiększone portrety, ale znajdą się też i wyjątki, np. malujący martwą naturę czy pejzaże miejskie. Plac to miejsce, które wygląda jak ten idealny Paryż, który wielu z nas sobie wyobraża na podstawie filmów i starych fotografii, który chcielibyśmy ujrzeć podczas swojej wyprawy. Miły dla oka, ruchliwy na niektórych uliczkach ale wystarczy skręcić w prawo lub w lewo i już spokojny i cichy.

dąc uliczką w dół docieramy do słynnego kabaretu Lapin Agile, gdzie przesiadywał między innymi Picasso. Raz miał zapłacić za całodzienne jedzenie jednym ze swoich obrazów. Klub jest mały, niepozorny, na fasadzie znajduje się obraz królika. Czynny po 21. Najlepiej zrobić telefoniczną rezerwację. Według cennika na drzwiach wejście za 40 euro z drinkiem na osobę lub za 140 euro z butelką szampana. Niestety do 21 daleko. Ale usiąść na stołku gdzie siedział Picasso i przeżyć małe przedstawienie to byłoby coś. Może kiedyś się jeszcze uda.

Robimy małą przerwę na kawę i lody. Tym razem kawa nie była tak dobra jak w poprzednich kawiarenkach ale i tak bardzo nas wzmocniła.

Wspinamy się po schodkach aby zobaczyć posąg sławnej francuskiej artystki Dalidy – pogłaskanie jej piersi ma podobno przynieść szczęście. Każdy chce zaznać w swoim życiu szczęścia więc Dalida na biust mocno poprzecierany. Nie wszyscy znają historię jej nieszczęśliwego życia ale piosenkę „Paroles, paroles” słyszał chyba każdy.

Na ulicy Lepic znajduje się Moulin de la Galette – nieliczny z ocalałych młynów na Montmartre. To legendarna restauracja uwieczniona przez malarzy takich jak Van Gogh i Renoir. W restauracji miała swój stolik właśnie Dalida, której mieszkanie znajdowało się w uliczce obok. Historia tego budynku jest trochę przygnębiająca – właściciel Moulin de la Galette został ukrzyżowany na skrzydłach wiatraka w 1814 roku przez żołnierzy rosyjskich. Przez jakiś czas funkcjonował tu kabaret. Niewątpliwie Moulin de la Galette jest mniej znanym obiektem Montmartre, w okolicy którego nie ma tłumu turystów.

Ulicą Lepic idziemy nieśpiesznie w kierunku najbardziej znanego wiatraka czyli Moulin Rogue. Pod numerem 54 mieszkał Vincent van Gogh.

Lokalizację drugiego wiatraka można łatwo namierzyć po ilości turystów robiących fotki. Nie będziemy gorsi i też pstrykamy. Sam budynek za dnia nie powala ale jest magia miejsca. W czasie belle epoque tancerki kankana przyciągały doń bohemę z całego Montmartre’u. Wiatrak został wybudowany w 1885 roku, a potem, w 1900 roku został przekształcony w salę do tańca. Dopiero później zagościł tu kabaret, który funkcjonuje po dziś dzień.

Wędrujemy bulwarem Clichy w stronę placu Pigalle. Pod fontanną na placu robimy małą przerwę i tu kończymy naszą przygodę w Paryżu. Jutro wypływamy na południe. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem będziemy w Agde około 10 lipca.

PS. Zuzanny nie było i kasztanów też…

W Paryżu byliśmy zgodnie z planem Kapitana prawie w 100 %. Przypłynęliśmy dwa dni wcześniej ale też i wypłynęliśmy ze Szczecina dwa dni wcześniej. Pobyt w Paryżu skróciliśmy świadomie z 7 do 5 dni. Tak więc jesteśmy 4 dni „do przodu”. Od granicy belgijskiej w Givet do Paryża przepłynęliśmy 453 km w 12 dni ( w tym jeden dzień wolny). Zajęło nam to 53 godziny a 24 zajęło nam 110 śluz i 4 tunele. Łącznie 77 godzin. Spaliliśmy 273 litry benzyny.

Od Szczecina przepłynęliśmy 1959 km w ciągu 56 dni z czego 11 było dniami wolnymi od pływania. Pokonaliśmy 174 śluzy, 28 zwodzonych mostów i 4 tunele. Zajęło nam to 293 godziny z czego śluzy i mosty zwodzone zajęły 65. Średnio dziennie przepływaliśmy 43 km a wliczając w to dni wolne 35. Średnie spalanie

4,8 l/motogodzinę a średnia prędkość to 8,6 km/godz. Te informacje gwoli historii i zadowoleniu Kapitana bo zgadzają się prawie w 100% z przygotowanym wcześniej planem.

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *