Czas na małe podsumowanie.

Rozpoczęliśmy nasz rejs wyciągnięciem jachtu w porcie Zielona Zatoka w Bogaczewie na Mazurach 19.04.2025 r. i transportem łodzi na naczepie do Szczecina Dąbie – nasz Hook odbył tę podróż samotnie. W drugi dzień świąt Wielkanocnych czyli 21.04.2025 r. wyjechaliśmy z naszym przyjacielem Jarkiem samochodem do Olsztyna a następnie kontynuowaliśmy podróż pociągiem do Szczecina Po nocy spędzonej w hotelu we wtorek 22.04 zwodowaliśmy „Hooka” w szczecińskim Centrum Żeglarstwa na jeziorze Dąbie i tego samego dnia ruszyliśmy w rejs, który trwał 163 dni i zakończył się wyciągnięciem łodzi w Bratysławie w porcie Ledenica w środę 01.10.2025 r. Samochód ciężarowy z naczepą przetransportował ją z powrotem do Bogaczewa gdzie została ponownie zwodowana w porcie macierzystym 02.10.2025 r.

W trakcie tych 163 dni, z których 46 było wolnych od żeglugi przepłynęliśmy ponad 5500 km. Pokonaliśmy 676 śluz, 34 zwodzone mosty i 9 tuneli. Zajęło nam to 832 godziny z czego samo pływanie, bez czasu spędzonego na śluzach 601 godzin. Średnio pływaliśmy 47 km dziennie ze średnią prędkością 9 km/godzinę. Nasze średnie zużycie benzyny wyniosło 4,5 l/motogodzinę.

Pływaliśmy poza Polską w sześciu krajach: w Niemczech, Holandii, Belgii, Austrii i Słowacji. W każdym z tych krajów byliśmy w jego stolicy: w Berlinie, Amsterdamie, Brukseli, Paryżu, Wiedniu i Bratysławie oraz innych dużych miastach jak w kolejności: Hanower, Groningen, Utrecht, Antwerpia, Lyon, Strasburg, Moguncja, Frankfurt, Norymberga, Ratyzbona czy Linz.

Zwiedziliśmy również niezliczoną ilość małych miast i wiosek, najwięcej we Francji bo tam spędziliśmy najwięcej czasu – ponad 3 miesiące.

Pływaliśmy po kanałach i rzekach. Te największe z rzek to Skalda, Moza, Marna,Sekwana, Saona, Rodan, Ren, Men i Dunaj. Przepłynęliśmy po niezliczonej ilości kanałów w Holandii. We Francji pokonaliśmy te największe: Ardeński, Burgundzki, Du Midi i kanał Rodan-Ren. We Francji przepłynęliśmy ok. 3000 km co daje prawie jedną trzecią francuskich wód śródlądowych. Za pływanie po nich musieliśmy zapłacić 300 euro (opłata roczna). Otrzymaliśmy specjalną winietę, która była kilka razy sprawdzana na śluzach. W Niemczech, Holandii, Belgii czy w Austrii nie ma opłat za śluzy czy mosty poza drobnymi wyjątkami. Osobną opłatę musieliśmy uiścić za pływanie po Amsterdamie – 42 euro. Tylko dwukrotnie mieliśmy kontrolę policji rzecznej. Raz we Francji a raz w Austrii.

Nocowaliśmy prawie zawsze w portach. Tylko kilka razy sytuacja zmusiła nas do nocowania „na dziko” i mamy tu ciekawe spostrzeżenia. Za mariny płaciliśmy od 11 do 25 euro (za jacht do 10 m). Średnio ok 20. Wyjątkiem było kilka droższych marin jak np. Marina Wiedeń, gdzie dzienna opłata wynosiła 49 euro. Najtaniej było na północy Niemiec i w środkowej Francji. Ale co ciekawe prawie zawsze było taniej niż na Mazurach gdzie w poprzednim sezonie płaciliśmy za naszą łódkę i dwie osoby minimum 100 złotych (czyli ok.24 euro).

Do naszego rejsu przygotowywaliśmy się kilka miesięcy. W Polsce nie udało nam się zdobyć potrzebnych map, przewodników, locji. Wszystko kupiliśmy w zachodnich księgarniach lub na niemieckim Amazonie. Te materiały były bezcenne. Pozwoliły nam przygotować własny przewodnik zatytułowany: „ Przewodnik – rejs jachtem Hook kwiecień – października 2025”. Według niego realizowaliśmy rejs dzień po dniu. Plan wykonaliśmy prawie w 100 procentach w zaplanowanym czasie. Jedynym, choć istotnym odstępstwem była zmiana części drogi powrotnej. Wynikała z zamknięcia kanału Wogezów na północy Francji z powodu niskiego poziomu wody. Tym kanałem mieliśmy w pierwotnym planie dopłynąć do Mozeli, nią do Koblencji i Renu a nim do Moguncji. Zaistniała sytuacja zmusiła nas do popłynięcia kanałem Rodan – Ren i dalej Renem do Moguncji. Na szczęście byliśmy rok wcześniej przejazdem w Koblencji i również zwiedziliśmy dolinę Mozeli.

Poznaliśmy wielu sympatycznych i pomocnych ludzi. Zawsze stosunek ludzi do nas był bardzo miły. Prawie zawsze czuliśmy się bezpiecznie. Nie mieliśmy też większych problemów aby porozumieć się we wszystkich tych krajach w języku angielskim. Najłatwiej było w Holandii, nieco gorzej w Niemczech i we Francji. W tych krajach na śluzach niejednokrotnie musieliśmy zwracać się początkowo po niemiecku lub francusku używając przygotowanych formuł dotyczących śluzowania. Bardzo często pracownik śluzy kontynuował rozmowę już po angielsku.

Przez te pół roku rejsu przekonaliśmy się, że Polska niczym prawie już nie różni się od Europy Zachodniej. Ludzie żyją podobnie, mieszkają podobnie, jeżdżą podobnymi samochodami a łodzie motorowe i żaglowe są niejednokrotnie nowsze i lepsze na Mazurach czy nad Bałtykiem.

To co nas różni to nieprawdopodobna ilość pałaców, zamków i zachowanych średniowiecznych zabudowań małych miasteczek zwłaszcza we Francji. No ale tam Niemcy nie poczynili takich zniszczeń a Armia Czerwona tam nie dotarła.

 

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *