23.08.2025

Lyon-Macon: 82 km, 2 śluzy, czas 9h.

Wypływamy o 7 rano, kiedy Lyon jeszcze śpi. Po raz kolejny podziwiamy panoramę miasta: stare mosty, bazylikę na wzgórzu i kolorowe kamienice wzdłuż nabrzeża. Po chwili zostawiamy za sobą wielkie miasto i rozpoczynamy rejs w górę rzeki. Płyniemy zaskakująco szybko 9 km/h przy spalaniu 6 l/h. Prąd na Saonie jest wyraźnie słabszy niż na Rodanie.

Na pierwszej śluzie Couzon mamy zielone światło (wejście oczywiście poprzedzone zostało telefonem) i zaczynamy podnoszenie. Po super gigantach na Rodanie teraz jesteśmy w nieco mniejszej komorze gdzie różnica poziomów wynosi około 4 m i nie ma już ruchomych polerów a mocować się trzeba na przekładkę. Wszystkie śluzy na Saonie mają te same rozmiary ok 185 m długości i 12 m szerokości. Rzeka jest nieco węższa od Rodanu ale momentami ma nawet 350 metrów szerokości. Czasem korytarz wyznaczony zielonymi i czerwonymi słupami zwęża się do 100 metrów. Głębokość jest różna; od 4 do 6 metrów.

Brzegi robią się coraz bardziej zielone. Na wysokości miasteczka Trevoux podpływa do nas policyjna łódź i mamy pierwszą od początku rejsu kontrolę. Na pokładzie łodzi jest dziennikarka, która prosi nas o zgodę na fotografowanie. Policjant sprawdza dokumenty łodzi, patent, kapoki, gaśnicę, latarkę, winietę i kotwicę. Jesteśmy tak przygotowani, że nic nas nie zaskoczy. Zrezygnowany pyta nas o kapok dla Ajry – oczywiście, że mamy. Z uwagi na wyjątkowość sytuacji pytamy i my, czy możemy zrobić pamiątkowe zdjęcie – możemy.

Kolejną śluzę Drace również pokonujmy sprawnie i zamierzamy stanąć choć na chwilę na psią toaletę, niestety za śluzą nie ma pontonu. Płyniemy zatem dalej i po chwili dopływamy do małego halte fluviale w Saint-Didier-sur-Chalaronne gdzie przystajemy. Miejsce jest bardzo ładne, postój jest darmowy jeżeli w Restaurant du Pont zje się obiad. Gdyby nie napięty plan zapewne z przyjemnością byśmy tutaj stanęli. Na Saonie w porównaniu do Rodanu znajduje się o wiele więcej miejsc postojowych z dostępem do wody i prądu.

Zbliżamy się do Macon a tym samym wpływamy w region Burgundii. Na wysokości miasteczka odbywają się regaty i łódź zabezpieczająca kieruje nas na krótki odcinek „objazdu” do portu. Ratujemy jeszcze francuskiego rozbitka z małej motorówki, któremu zepsuła się jakaś pompa i tak z łódką na holu wpływamy do portu.

Korzystamy z okazji i tankujemy w nawodnej stacji, która ku naszemu zaskoczeniu oferuje bardzo przyjemną cenę za litr i to 98 -1,86 euro. Tymczasem Capitanere kończy pracę o 17.45 (a powinien o 19), wiesza na drzwiach kartkę, że będzie jutro o 8 rano a to oznacza, że nie wyjdziemy oboje z portu. Wejście na keje chronione jest bramką, otwieraną od wewnątrz przez guzik ale wejście z zewnątrz wymaga specjalnej karty, którą w normalnych okolicznościach otrzymuje się w kapitanacie. Kiedy majtek idzie na spacer z Ajrą Kapitan musi być na posterunku by otworzyć furtkę, Na szczęście dla nas pobór prądu i wody nie wymaga ingerencji Capitaniere więc korzystamy bez wyrzutów sumienia. Postój w porcie będzie dla nas darmowy (nie z naszej winy) bowiem musimy wypłynąć o 7 następnego dnia aby zdążyć na mecz Piasta.

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *