21.08.2025

Valence – Roches-de-Condrieu: odległość 70km, śluzy 3, czas 10h.

Wypływamy bardzo wcześnie bo już o 7. Kiedy dzwoni budzik – tak, rejs Hookiem to nie tylko wczasy – jest jeszcze ciemno. Majtek z Ajrą wędruje do boulangerie oddalonej o niecały kilometr a Kapitan po ceremonii wstawania szykuje łódkę i w drogę (o ceremonii wstawania oraz układania się do snu Louisa XIV usłyszeliśmy w Wersalu i bardzo nam się te określenia spodobały). Temperatura jest zaskakująco niska, mamy całe 15 stopni. Nurt po wyjściu z portu jest bardzo silny, a ponieważ płyniemy pod prąd nasza prędkość wynosi zaledwie 7,5 km/h. Większą prędkość udaje nam się uzyskać płynąc tuż przy granicy toru wodnego.

Na pierwszych dwóch śluzach: Bourg-les-Valence i Gervas przechodzimy po telefonie 20 minut wcześniej bez czekania, każdą w 20 minut. Brzegi Rodanu są częściowo dzikie a częściowo przemysłowe, mijamy elektrownie wodne i atomowe. Płynąc na północ widać coraz więcej stoków obsadzonych winoroślą. Na prawym brzegu rzeki znajduje się miasteczko Tain-I’Hermitage, słynne z winnic i czekolady Valhorna, zaś w Saint-Vallier urodziła się Diana de Poltiers – kochanka króla Henryka II, która odegrała ważną rolę w renesansowej Francji. Była starsza o 20 lat od Henryka, początkowo była jego guwernantką, później została kochanką i powiernicą. Król ofiarował je wiele dóbr między innymi chateau Aramon, który oglądaliśmy trzy dni temu.

Na ostatniej śluzie Sablons wraz z inną łodzią po wejściu dużej barki z transportem chemicznym czekamy na dużego wycieczkowca i wpływamy do komory dopiero po nim. Taki los małych łodzi. Zazwyczaj kapitanowie barek oraz wycieczkowców wyłączają silniki natychmiast po wpłynięciu aby nie wytwarzać wirów i umożliwić małym jednostkom spokojne wpłynięcie i mocowanie. Tym razem było inaczej i olbrzymi wir omal nie doprowadził do zderzenia naszej łodzi z drugą jednostką. Mieliśmy naprawdę, po raz pierwszy spory problem aby ustabilizować Hooka. Ostatecznie „statek miłości” silniki wyłączył i rozpoczęło się śluzowanie. W czasie drogi słuchamy podcastów Żurnalisty.

Do portu, w którym byliśmy już wcześniej wpływamy o 17, jest sporo wolnych miejsc. Opłata za cumowanie wynosi 18 euro, pranie 4e. Na górnym pokładzie rozciągamy najdłuższą cumę (zaczyna polewać) i tak między pachnącym praniem Kapitan pogrąża się w atmosferze stadionowej. Wieczorem odbywają się cztery ważne, polskie mecze w lidze Europy i Konferencji i wszystkie je ogląda. Na szczęście mamy wystarczającą ilość nośników: TV, tablet oraz smartfon :).Jutro „lajtowy” dzień do Lyonu- 40 km.

Wieczorem dociera do nas smutna informacja o śmierci Stasia Soyki.

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *