17.08.2025
Palavas-les-Flots: – Saint-Gilles odległość 50 km, czas: 5,5 h.
Wypływamy o 10:30 – zgodnie z planem mielibyśmy do przepłynięcia 35 km więc w niedzielny poranek można się wyspać i poleniuchować. W dużych kurortach takich jak ten, boulangerie otwarte są również w dni świąteczne więc kupujemy z Ajrą pyszne pieczywo. Fale wytwarzane przez przepływające łodzie są lepsze od budzika i Kapitan opuszcza messę.
Kanał Rhone – Sete na tym odcinku oględnie mówiąc jest nudny i nie ma na nim zbyt dużego ruchu. Jest szeroki na ok. 40 m i głęboki na 2,5-3 m
Po drodze mijamy zalewie kilka małych łódek. Kiedy dopływamy do Port de Gallician okazuje się, że nie ma żadnego wolnego miejsca postojowego z dostępem do prądu i wody, można co najwyżej stanąć przy nabrzeżu bez mediów. Miejsce jest ogólnie mało ciekawe i trzeba cumować rufą co w naszym wypadku odpada bo mamy drugi silnik i Ajrę. Wygląda raczej na przystań opanowaną w całości przez lokalesów, do kilku wolnych miejsc podejście jest zagrodzone rozpiętymi cumami. Przechodzimy zatem do realizacji planu B i płyniemy 15 km dalej do Saint-Gilles.
Na wysokości Etang Scamandre pierwszy raz widzimy całe stado dzikich koni Camargue. To jedna z najstarszych ras koni w Europie. Mają siwą maść ale źrebięta rodzą się ciemne. Są niewielkie, silne, wytrzymałe i przystosowane do życia na bagnach. Żyją tutaj w półdzikich stadach prowadzone przez lokalnych kowbojów. Konie służą mieszkańcom do pracy w gospodarstwach i do pilnowania byków hodowanych na corridy.
W Saint-Gilles odbywają się zarówno klasyczne corridy (niestety zwierzęta są zabijane), odbywają się również course camarguaise podczas których zawodnicy próbują zdjąć kokardy z rogów byka a po walce byk wraca do hodowli. Arena do walk mieści 2 tyś osób i powstała w 1937r.
Port Saint-Gilles jest miejscem opanowanym przez Le boaty oraz miejscowe łodzie. Udaje nam się znaleźć życzliwego capitane do port, dzięki któremu mamy miejsce postojowe, prąd, wodę i mapę turystyczną miasteczka. Cena postoju 25 euro. 51 fala upałów powoli odpuszcza więc możemy się udać na zwiedzanie.
W miasteczku zgodnie z nazwą znajduje się Abbaye de Saint-Gilles czyli po naszemu opactwo św. Idziego. Święty Idzi to jeden z najbardziej czczonych świętych w średniowieczu. Był pustelnikiem, żył w ascezie karmiąc się tym, co dawała natura. Według legendy jego towarzyszem była łania, która dawała mu mleko. Pewnego dnia król Wizygotów będąc na polowaniu chciał zwierzę ustrzelić jednak strzała omyłkowo trafiła Idziego. W tym miejscu król ufundował klasztor i tak powstało opactwo. Św. Idzi jest patronem ubogich, niepełnosprawnych, żebraków, i zwierząt leśnych. Opactwo było jednym z największych sanktuariów pielgrzymkowych obok Santiago de Compostela, Rzymu i Jerozolimy. Wnętrze jest niesamowite i zaraz po wejściu widać „średniowiecze”. Wewnątrz są krypty, w których przechowywane były relikwie świętego, niestety dzisiaj były już zamknięte.
Jak w większości starych miast wokół kościoła są wąskie, klimatyczne uliczki. Wszystko nadszarpnięte zębem czasu.
Przysiadamy w portowej restauracji, która ma tą zaletę, że działa klimatyzacja. Jedzenie jest satysfakcjonujące, obsługa już mniej.
