27.05.2025

Na dzisiaj kapitan Huk zaplanował nocleg w Ittre, już w Walonii a po drodze machniemy siedem śluz. Płyniemy kanałem Bruksela – Charleroi. Ma szerokość średnio 50 m i głębokość 4-6 m. To bardzo ważny dla Belgii kanał bowiem łączy stolicę z przemysłowym regionem Charleroi. Powstał w XVIII w. i służy głównie do transportu materiałów budowlanych, węgla, paliwa i złomu. Jaki transport takie widoki. W początkowym odcinku w aglomeracji Brukseli płynie się w otoczeniu wysokich na kilka metrów murowanych brzegów a szerokość potrafi zmniejszyć się nawet do 30 m… jak mijają się barki skoro my musieliśmy bardzo zwolnić i usunąć na bok przy spotkaniu z taką jednostką? Śluzowanie nie pierwszyzna ale w deszczu mało przyjemne. Trzy pierwsze udało się pokonać w przerwach między opadami a kolejne w kąpieli wodnej. Angielski pracowników śluz raz bezproblemowy, innym razem little problem. Ale daliśmy radę.

I tak po kolei mijaliśmy dzisiaj: Moleenberg, Anderlecht, Ruisbroek, Lot, Halle, Lembeek i Ittre. Na sześciu podnosiliśmy się średnio o 5 metrów na ostatniej 15. Dzisiejszy odcinek miał długość 30 km, trasa w większości przebiegała przez obszary przemysłowe dopiero od Lambeek zrobiło się bardziej sielsko. Podnieśliśmy się dzisiaj o jakieś 50 m

Winieta, którą nabyliśmy przed wpłynięciem na belgijskie wody obowiązuje tylko na terenie Flandrii a w Walonii obowiązują inne przepisy. Na granicznej śluzie należy się zgłosić, podać nazwę jednostki oraz ostatni port na terenie Belgii do którego zmierzamy następnie otrzymuje się bezpłatne pozwolenie. Wirtualnie, bowiem żadnego papierka, pliku czy naklejki nie mamy. Pełna inwigilacja w demokratycznym kraju!!! No naprawdę mamy już lepiej u nas.

Prognozy pogody na najbliższe dni nie są dla nas optymistyczne a w kolejnym dniu mamy do przejścia śluzy oraz uwaga: pochylnie.. Są podobne do tych na kanale Elbląskim z tym, że zamiast na wózek wpływa się do wanny wypełnionej wodą i w takiej kąpieli pokonuje drogę po ziemi. Po czym ponownie wpływa się do kanału po 1,5 km. Zdecydowanie lepiej robić to gdy nie pada.

Po przejściu ostatniej śluzy gigant stajemy w uroczej marinie Port de plaisance de Ittre. Przemiły bosman mimo silnego deszczu czeka na na nas na pomoście, wita polskim „dzień dobry” i pomaga zacumować. W swojej tawernie ma wielu polskich klientów (głównie rowerzystów) i zna sporo polskich słów. Zaprasza nas na domowe spaghetti bolognesse a my nie odmawiamy. Marina jest spokojna, miłe zielone otoczenie a w cenie 15 e mamy darmowe sanitariaty i wodę a prąd jest na wrzutki. Ile nas będzie kosztował zobaczymy rano. Próba czajnika zakończyła się fiaskiem, gotujemy na kuchence turystycznej.

Co robimy juro? Ano zobaczymy jaka będzie pogoda. Kapitan ma do sprawdzenia kolejne etapy rejsu, musimy też znaleźć kolejny nocleg a że są to dalej tereny przemysłowe nie jest o to łatwo. Byle do Francji… Belgia nas nie urzekła, jest przemysłowo i mało przyjaźnie dla małych jednostek. Brakuje marin oraz zwykłych miejsc, gdzie można choć na chwilę przystanąć. Takie były w Niemczech a szczególnie w Holandii. Na terenie jednego państwa obowiązują różne przepisy wodne w poszczególnych związkach. W rankingu krajów na naszej trasie Belgia ląduje na końcu. Prowadzi Holandia. Malutki plusik możemy postawić za gofry w Brukselii, żeby nie było że wszystko jest nie tak.

Z dzienniczka majtka pokładowego: nie wiem dlaczego nie kupiliśmy tych czekoladek w Brukseli…

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *