5 czerwca 2024 r.

I popłynęliśmy. Dzisiaj zgodnie z planem do Siemian. W czerwcu na Jezioraku nie ma dużego ruchu więc płynąć mogliśmy w spokoju podziwiać nowe dla nas tereny. Jest jak na Bełdanach – wąsko tylko spokojnie. Po drodze mijamy dużą ilość pomostów przygotowanych dla wielbicieli żeglarstwa „szuwarowo- bagiennego”. Przy pomostach stoją toj toj’e. Korzystając z tej infrastruktury powinno się wykupić winietę – są do nabycia w Porcie Iława – płatność tylko gotówką-100 zł. Nie jest to jednak bezwzględnie wymagane. W ramach zwiedzania zacumowaliśmy w marinie Sarnówek należącej do TVP. Czasy świetności tego ośrodka już dawno minęły. Być może ktoś zapomniał wpisać ten ośrodek na stan aktywów TVP? Jest restauracja – czynna w lipcu i w sierpniu, mała plaża, port i pustki.

Pływając po Mazurach korzystamy z aplikacji Żegluj – na naszych akwenach SWJM sprawdza się ona idealnie ale tutaj niestety nie – brakuje informacji o infrastrukturze. O wiele lepiej sprawują się Mapy.cz a najlepiej by obie te aplikacje działały w tle.

Dwa kilometry za Sarnówkiem znajduje się Zatoka Widłągi i jest to wspaniałe miejsce do cumowania na dziko. Jest pięknie i bardzo kameralnie. W podobnym, bardzo intymnym klimacie znajdziemy miejsca do cumowania na noc na wyspie Gierczak Mały oraz Lipowy Ostrów od strony zachodniej. I tak dopłynęliśmy do Siemian.

Siemiany to dawna wioska szkatułowa. Założył je w 1700 r. pruski książę Fryderyk, aby dochody z nich móc pakować bezpośrednio do swojej królewskiej kieszeni (szkatuły). To właśnie tu „Pan Samochodzik” walczył z Niewidzialnym, Pięknym Lolem i Gretą Herbst, szukając skarbów zrabowanych podczas II wojny światowej (Nowe Przygody Pana Samochodzika). Lubił tutaj bywać Edward Stachura, który miał już nawet załatwioną posadę bibliotekarza w wiejskiej bibliotece niestety plany pokrzyżowała choroba.

Ekomarina w Siemianach podoba nam się bardzo. Jest przestronnie, ładnie, do dyspozycji cały węzeł sanitarny, jest plaża i bardzo miły pan Bosman. Opłaty za naszego Hooka wynoszą: 60 zł za łódkę + 2 osoby, prąd 20 zł, woda 10 zł – jest ok, prysznic 15 za osobę (drogo). Port jest wyjątkowo głęboki bo przy zewnętrznym pomoście mamy ok. 3m, cumowanie przy Y-boom’ach. Przy brzegu jest ponoć 2 m. Większość miejsc w porcie zarezerwowana jest dla rezydentów ale nie mieliśmy problemu z cumowaniem w wolnym miejscu. Niestety tak jak w Iławie sezon restauracyjny jeszcze się nie zaczął. Stoją ławeczki, parasole, budki z lodami ale wszystko czeka na magiczne słowo: sezon. W czerwcu ogródek działa tylko w weekendy. Za radą bosmana wyszliśmy z portu i zaraz po lewej stronie znaleźliśmy bardzo klimatyczny „Bar u Dzidka”. Stary ceglany budynek porośnięty jest bluszczem, po wejściu do odpoczynku zapraszają wygodne ławy na zacienionym podwórzu – jest bardzo miło i zielono i miłe są również ceny w karcie. Obiad można zjeść za 35 zł ( zarówno z karty jak i danie dnia), dla smakoszy złotego trunku piwko z nalewaka (bardzo dobre) kosztuje 12 zł. Tanio jak nigdzie!!! Po drugiej stronie ulicy znajdują się dobrze zaopatrzone delikatesy.

Podoba nam się tu bardzo i najpewniej zostaniemy tu jeszcze jeden dzień – planujemy małą wyprawę rowerową. Z psiej perspektywy: jest gdzie wyjść na spacer, ponieważ plaża była pusta Ajra mogła się wykąpać.

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *