05.09.2025

Breisch am Rhein – Strasburg: odległość 70 km, 4 śluzy, czas 6:45 h.

Z ładnego portu zarządzanego przez niemiłego Kapitana wypływamy o 7 rano bo w planach mamy zwiedzanie Strasburga. Jest szansa, że trafimy na okno pogodowe choć jak na razie nic na to nie wskazuje. Polewa nas systematyczne a kulminacyjne fale nadchodzą zawsze w trakcie śluzowania.

Śluz na dzisiejszym odcinku mamy cztery i wybitnie dobrze nam dzisiaj idzie bo wszystkie mamy przygotowane. Od wejścia na Kanał Alzacki każda śluza ma dwa baseny: Grande i Petite a o tym którym się będziemy przeprawiali decyduje oczywiście operator. Na wszystkich są ruchome polery co zdecydowanie ułatwia śluzowanie. Nurt jest wartki, płyniemy z prędkością 13-15 km/h przy niskich obrotach i spalaniu ok 4 l/h. W normalnych warunkach przy podobnych obrotach osiągamy 9-10 km/godz. Płynięcie Renem pod prąd musi być wyzwaniem, również finansowym. Myślę, że osiągnęlibyśmy maksymalnie prędkość ok 6 km/godz i to przy wysokich obrotach silnika. Kapitan wspomina stare silniki na naszej łódce- 400 KM. Tutaj bardzo by się przydały.

Na miejsce postojowe wybieramy mały Nautic Club Kehl po stronie niemieckiej. Jest w Strasburgu marina zlokalizowana bliżej centrum ale wymaga pokonania kilku śluz czego chcemy uniknąć. Z naszej przystani mamy do centrum 6 km ale jako bonus mamy dystrybutor paliwa tuż obok na pomoście. Napełniamy do pełna choć cena nie jest zbyt atrakcyjna (1,96 euro za litr). Opłatę za marinę wnosi się w specjalnej kopercie. Po uzupełnieniu danych, włożeniu gotówki do środka wrzuca się ją do specjalnej skrzynki i gotowe. Opłata za Hooka wynosi 20 e. Informacja o sposobie płatności zostaje nam przekazana w języku migowym bowiem angielskim nikt nie włada. Marina jest spokojna z restauracją tuż obok.

Do centrum Strasburga udajemy się tramwajem a nasza psica po raz pierwszy w swoim życiu zostaje ubrana w kaganiec, który jest wymagany. Wagony są mocno zatłoczone więc nie dyskutujemy i mimo protestów panienki kaganiec zakładamy. Prób zdjęcia jest kilka, wszystkie nieskuteczne. Bilety na tramwaj kupuje się w automacie i należy je skasować jeszcze na przystanku (2,1 e). Linia tramwajowa łącząca Kehl z centrum Strasburga została uruchomiona dopiero w 2017 r.

Strasburg położony nad Renem przez wieki przechodził z rąk francuskich do niemieckich i z powrotem. W średniowieczu rozkwitł jako wolne miasto cesarskie i centrum drukarstwa. To właśnie tutaj Gutenberg stworzył swoją przełomową prasę drukarską dzięki czumu świat mógł poczytać coś więcej niż tylko ręcznie przepisywane księgi. W XIX i XX w. granice zmieniały się jak w kalejdoskopie a dzisiaj miasto żyje w innym klimacie: jest miastem dwujęzycznym i dwukulturowym. Jest symbolem pojednania francusko – niemieckiego i dlatego wybrano je na siedziby wielu instytucji europejskich: Radę Europy, Europejski Trybunał Praw Człowieka i Parlament Europejski.

Największą wizytówką miasta jest Katedra Notre-Dame – gotycki gigant, który przez ponad 200 lat był najwyższą budowlą na świecie. Jej fasada to istne arcydzieło, z daleka wygląda jak kamienna koronka i robi ogromne wrażenie.

Stajemy przed dylematem co zobaczyć: historyczne miasto czy siedziby słynnych urzędów, ostatecznie pada na zabytki. Place Kleber to główny i największy plac Strasburga, miejsce spotkań mieszkańców, turystów i punkt orientacyjny w mieście.

Petit France to średniowieczna dzielnica stanowiąca symbol Strasburga. Ze względu na dostęp do wody stała się miejscem zamieszkania rzemieślników – głównie garbarzy, rybaków i młynarzy.

Rzeka służyła zarówno do napędzania młynów jak do wyprawiania skór co wiązało się z bardzo nieprzyjemnym zapachem. Skąd Nazwa? W XVI w. powstał w dzielnicy szpital wojskowy dla żołnierzy cesarza Karola V. Leczyli się tam głównie wojacy cierpiący na kiłę nazywaną „francuską chorobą”, stąd nazwa, która przetrwała do dzisiaj.

Większość zachowanych do dzisiaj domów szachulcowych powstała w XVI w. i wraz z kwiatami i kanałami tworzą niezapomniany klimat. Strasburg naprawdę trzeba zobaczyć i pewnie tu kiedyś wrócimy.

Zaczynamy od Place Benjamin-Zix, dalej ruszamy na kryte mosty i do twierdzy Vauban, z której można podziwiać piękną panoramę dzielnicy. Przysiadamy w restauracji Lohkas gdzie jemy pyszne polędwiczki wieprzowe ze szpeclami. Niemiecka kuchnia zdecydowanie bardziej odpowiada naszym podniebieniom. Co ciekawe, w tej restauracji kuchnia jest otwarta cały dzień więc nie trzeba czekać na magiczną godzinę 19 aby coś zjeść.

Na granicy niemiecko – francuskiej, która przebiega tuż za mostem na Renie odbywają się stałe kontrole policyjne. Oprócz samochodów sprawdzani są również pasażerowie wjeżdżający na teren Niemiec tramwajem. Musimy mieć nie budzący niepokoju wygląd bowiem kontroli unikamy ale być może to zasługa Ajry, w końcu rasa niemiecka.

Możesz również cieszyć się:

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *