11 czerwca 2024r.
Płyniemy do Starych Jabłonek na jeziorze Mały Szeląg. Decyzja zapadła. Po porannym „obrządku” na łodzi – mamy nawet zrobione pranie – a jakże, wypływamy. Wieje dziś bardzo mocno, więc musimy uważać by wyjść z portu bez większych szkód. Trasa nosi nazwę Szlaku Szeląga i wiedzie przez 4 jeziora: Drwęckie, Pauzeńskie, Szeląg Wielki i Szeląg Mały. Na 17 kilometrowym odcinku mamy dwie śluzy. Pierwsza z nich to śluza Ostróda. Została wybudowana w 1872 r. i pierwotnie była drewniana. Jest bardzo wąska bowiem mierzy zaledwie 3,26m, długość komory 29,15m. Wrota komory są drewniane, dwuskrzydłowe a w tych mijanych wcześniej były jednoskrzydłowe. Mamy czerwone światło więc cumujemy przy pomoście. Przed śluzowaniem od strony Ostródy należy przejść przez most, udać się do obsługi i wnieść opłatę 9,40 zł za Hooka. Po chwili mamy zielone światło i wpływamy. Różnica poziomów wód wynosi ok 1,5m a my się podnosimy.



Nadal poszukujemy możliwości uzupełnienia wody w naszych zbiornikach. Na budynku śluzowego widzimy kranik ale niestety nie możemy skorzystać bowiem nie ma jak zaksięgować… Płyniemy kanałem a po chwili jeziorem Pauzeńskim, dalej kanałem Ostródzko-Elbląskim (głębokość 13-1,5m ) do śluzy Mała Ruś. To pierwsza na kanale śluza wybudowana z cegły. Jest jeszcze węższa niż poprzednia bowiem ma zaledwie 3,19m, długość 29,33m i pokonujemy nią różnicę 1,3m. Tak jak na poprzedniej, trzeba udać się najpierw do śluzowego i zapłacić. Dzień świstaka: płacimy 9,40 a wody nie da się zaksięgować. Woda w śluzie unosi nas w górę.
Przed nami jezioro Wielki Szeląg i pierwsza od momentu wyjścia z portu jednostka pływająca – surfer. Jeziora Szeląg Wielki i Szeląg Mały łączy kanał, który nagle zamienia się w tunel żeglugowy. Tunel powstał kiedy budowano linię kolejową Toruń-Olsztyn, która miała przeciąć jezioro. W jego przewężeniu usypano groblę i tak górą jeździły sobie pociągi a dołem przez wymurowany tunel żeglarze. Dla turystów pieszych wybudowano w tunelu kładkę. Tunel ma dokładnie 54m i jest w nim naprawdę ciemno.
Po wyjściu z tunelu po lewej stronie znajduje się przystań oznaczona na liście Gościńców Kanału Elbląskiego. I to by było na tyle… Na przystani jest nowe skrzydło pomostu przy którym można zacumować ale nie ma knag więc wiążemy się do bezpośrednio do pomostu. Nie ma słupków z prądem i wodą. Mamy na szczęście dwa przedłużacze więc ciągniemy kabelki jakieś 60m do budynku gdzie możemy się podłączyć do prądu. Na wodę nie ma szans, więc nie pozostaje nam nim innego jak sięgnąć do zapasów zgromadzonych pod pokładem. Mamy 60l. Ośrodek jest bardzo urokliwy i kojarzy się z ośrodkami zakładów pracy z lat 70. Porucznik Borewicz mógł tu na przykład bywać. Ale jest też ładna plaża, boisko do siatkówki, miejsce na ognisko. Jest i tawerna niestety jeszcze zamknięta. W międzyczasie podpływa jeszcze jedna łódź poszukująca mariny i tak mamy sąsiadów, z którymi po żeglarsku dzielimy się prądem. Do restauracji w hotelu Anders mamy 1,5 km, jest późno więc jemy parówki. Jaka marina taka kolacja.
W ośrodku są drewniane domki, jedne w lepszym standardzie inne mają tylko drzwi, malusieńkie okna a wewnątrz dwa tapczaniki. Toalety bardzo skromne. Ale za to na terenie ośrodka rosną (tak nam się wydaje) sosny Taborskie. Sosna jak sosna można by rzec ale nie w tym wypadku. Ten gatunek sosny jest bardzo strzelisty, elastyczny, ma gładki pień i idealnie nadaje się do budowy masztów. Interesował się nim Napoleon, który nakazał wysłać olbrzymie ilości drewna i nasion do Francji. Drewno z tych sosen posłużyło również do odbudowy Teatru Narodowego w Warszawie zniszczonego w czasie wojny. 14 km od portu znajduje się Rezerwat Sosny Taborskiej jednak my się tam nie udamy bowiem jutro wracamy do Miłomłyna.
Wypływając z Ostródy wykonaliśmy telefony do ośrodków nad jeziorem Szeląg by wiedzieć czego możemy się spodziewać. I tak w hotelu Anders można zacumować przy pomoście z rowerami wodnymi ale nie ma prądu ani wody. Są toalety i kosztuje to 100 zł. W ośrodku Elemis cumować można ale też nie ma żadnej infrastruktury. W Jabłonkowym Lesie gdzie obecnie stoimy koszt cumowania to 50 zł + 10 prąd. W nagrodę za trudny wieczorem na niebie pokazała się piękna tęcza.








