2 czerwca 2024 r.
Nasz blog nazywa się PrzygódHook bowiem nasza łódka nosi nazwę Hook. Bardzo długo zastanawialiśmy się jak ją nazwać, organizowaliśmy konkursy dla znajomych i nic… Mimo wielu propozycji żadna z zaproponowanych nazw nas nie urzekła. Uradziliśmy więc, że nazwiemy ją naszym nazwiskiem ale dokonaliśmy lekkiej modyfikacji i tak oto mamy Hook’a.
Hook to Sea Ray Sundancer 270 w wersji nieco zmienionej na nasze potrzeby. W oryginale łódka wyposażona była w dwa silniki o mocy 200 KM każdy. Nie po drodze nam było z tymi rumakami bo to strasznie żarłoczne bestie były więc zapadła decyzja o wymianie. Obecnie mamy nowy silnik zaburtowy Yamaha o mocy 70 KM a nasza łódka ze ścigacza przekształciła się w rasowego houseboat’a. Od tego momentu proces tankowania nie przyprawia nas o palpitacje serca no i jesteśmy bardziej eko. Przed wyprawą dokonaliśmy jeszcze dwóch istotnych zmian w wyposażeniu a mianowicie: zwiększyliśmy pojemność zbiorników na wodę do 200l oraz zamontowaliśmy stery strumieniowe na dziobie oraz na rufie. Zanurzenie łodzi po zaokrętowaniu wynosi ok.1 metr a waga nieco ponad 4 tony. Pływamy po Mazurach od 12 lat, w tym czasie przemierzyliśmy Szlak Wielkich Jezior Mazurskich wiele razy. Hook zagościł w naszej stajni 5 lat temu.
W podróży towarzyszyć nam będzie nasza 3 letnia ON’ka Ajra. Ta załogantka czuje się na łodzi jak przysłowiowa ryba w wodzie. Lubi pływać i nie stresuje jej portowy gwar. Podróż z psem stawia jednak wiele ograniczeń bowiem nie wszędzie można z czworonogiem wejść. Ajra ma specjalny wózek doczepiany do roweru, dzięki czemu będzie mogła z nami zwiedzać turystyczne atrakcje a my będziemy spokojni o jej bezpieczeństwo. Pozostawienie psa na łodzi w ciepły dzień jest dokładnie tym samym czym zamknięcie go w samochodzie. Zapewne będziemy musieli się wymieniać chcąc wejść np. do muzeum lub innych obiektów, być może czasem przyjdzie nam z czegoś zrezygnować. Odpada też cumowanie na dziko bo z uwagi na nią konieczne jest przybijanie rufą. Przy naszym zanurzeniu zawsze obawiamy się o silnik. Rozłąka z nią nie wchodzi w grę.
Na dzień przed transportem łódki jesteśmy już spakowani. Łódka jest zatankowana do pełna -300 l(zapewne nie szybko będzie możliwość zacumowania przy wodnej stacji paliw), mamy pod pokładem zapasy wody i innych napojów, zaprowiantowanie „okrętowe” czyli kasze, makarony, ryż, kilkanaście gotowych obiadów, konserwy, nabiał na jakieś 10 dni, Ajra 3 worki swojej karmy. Cyklicznie kupowane rzeczy teraz należało zakupić w zapasie na min. dwa miesiące: lekarstwa, soczewki kontaktowe, płyny do soczewek, ulubione kosmetyki. Po przetransportowaniu wszystkiego na łódkę Krzysiek mówi, że jest trochę mało miejsca ale damy radę jak się rozlokujemy. Biorę trzy głębokie wdechy…
Zaczynamy odliczanie.
